Historyczny sezon! 6. wyścig – 6. zwycięzca!

Mój ulubiony kierowca w stawce, Mark Webber wygrał wyścig o Grand Prix Monako Formuły 1. O tym, że zwycięstwo na ulicach Monte Carlo smakuje wyjątkowo już wie(my), ale tym razem dzięki niemu ten sezon już zostanie zapisany w kartach historii szczególnie. Jeszcze nigdy w Mistrzostwach Świata pierwszych sześciu wyścigów nie wygrało sześciu różnych kierowców.

Aż do dzisiaj. Australijczyk rozpoczął z pole position, w dodatku nie popełnił żadnego błędu i przez znaczną część wyścigu przewodził w stawce. Jedynie kiedy zjechał na zmianę opon stracił prowadzenie, bo jego zespołowy kolega, Sebastian Vettel założył twardsze ogumienie i został na torze nieco dłużej. Dla kierowcy jeżdżącego z numerem 2 weekend w stolicy luksusu bardzo się udał, podobnie jak przed dwoma laty. Oby zmotywowało go to do walki w kolejnych eliminacjach.

Nie da się ukryć, że Sympatyczny Kangur pierwsze pole zawdzięcza Michaelowi Schumacherowi, który został uznany za winnego kolizji z Bruno Senną w Hiszpanii i cofnięto go o pięć miejsc na starcie po wygranych kwalifikacjach. Jednak tego, dlaczego nie dojeżdża do mety nie jestem w stanie wytłumaczyć. To jest po prostu pechowy sezon dla siedmiokrotnego Mistrza Świata. Jeszcze raz powtórzę, że bardzo mi go szkoda, ponieważ dysponuje świetnym autem.

Monako ma to do siebie, że nie wybacza błędów, a po pierwszych kilkuset metrach niektórzy już kończą wyścig. Tak było dziś w przypadku zwycięzcy z Hiszpanii, Pastora Maldonado. Nie układało mu się podczas tego weekendu – kraksa na 3. treningu i wymiana skrzyni biegów spowodowały, iż rozpoczął z ostatniego pola i szybko skończył rywalizację.

Do grona pechowców można też zaliczyć Jensona Buttona, któremu juz drugi wyścig pod rząd się nie udał. Nie zakwalifikował się do Q3 w sobotę, a dziś musiał się męczyć przez długi czas z Heikki Kovalainenem. Ostatecznie Fin do mety dojechał, a Brytyjczyk nie, choć jest klasyfikowany. Marne to pocieszenie dla zawodnika, który zapunktował w tym sezonie… 3 razy!

Zawiedzeni są też w Lotusie. Grosjean nie dojechał nawet do pierwszego zakrętu, a wywalczył sobie drugą linię w sesji kwalifikacyjnej. Honor ratować musiał Kimi Raikkonen, ale nie mógł za wiele zdziałać balansując pomiędzy pierwszą a drugą dziesiątką. Wciąż jest szósty w generalce, lecz jestem przekonany, iż liczył na więcej. Patrząc na tegoroczne wyścigi można śmiało stwierdzić, że nie jest bez szans!

No a teraz już pora na pozytywy, bo coś popadłem w smutną atmosferę. Przede wszystkim warto pogratulować występu Felipe Massie. Nareszcie Brazylijczyk może sie uśmiechnąć patrząc na swój wynik. Co prawda jeszcze nie wiemy, co będzie później, bo Monako jest specyficzne, ale Wicemistrz Świata z 2008 roku podejdzie do kolejnych eliminacji z innym, lepszym nastawieniem. Jego partner z Ferrari, Fernando Alonso fajerwerków nie odpalał, ale pojechał bezbłędny wyścig, dzięki czemu znalazł się na „podium” oraz awansował na pozycję lidera Mistrzostw Świata. Po Mugello naprawdę w stajni z Maranello zrobiło się dobrze!

Zadowolony ze swojej postawy ma prawo być również Nico Rosberg, który w tym roku jest tak naprawdę jedynym dostarczycielem punków dla swojego teamu. Na swoim koncie zgromadził już 59 oczek, czyli tylko 15 mniej od pierwszego miejsca. Dobrze mu się powodzi trzeba przyznać. Z uśmiechem Monte Carlo opuszczają również wszyscy sympatyzujący z Force India, bo Di Resta i Hulkenberg wypracowali razem 10 punktów. Powoli, ale zbliżają się zespołowo do Saubera i Williamsa. Jak pisałem po Bahrajnie, w środku stawki również emocji nie brakuje, co czyni ten sezon naprawdę interesującym!

Sam wyścig nie ukrywajmy w fotel nie wciskał. Kibic powie: „owszem, te ciasne ulice i zakręty, oczekiwanie na jakiś błąd, czy kolizję były, ale tak na dobrą sprawę, działo się niewiele”. W pewnym momencie zacząłem czekać na ten deszcz, co miał rzekomo nastąpić jakoś w okolicach 14:45 (Cezary Gutowski donosi, że chwilę po dekoracji lunęło). Najwięcej emocji mieliśmy podczas ostatnich 10-15 okrążeń, kiedy pomiędzy pierwszym a szóstym zawodnikiem nie było więcej niż dziesięciu sekund przewagi. Na końcu uśmiechnąłem się, że wygrał Mark. Jemu też się należy odrobina radości i być może kolejna kąpiel w słynnym basenie. Poza tym, musiał wygrać ktoś inny nich dotychczas, ażeby mogło dojść do wspomnianego w tytule historycznego wyczynu.

Na chwilę Formuła 1 opuszcza teraz Europę. Za 2 tygodnie czeka nas Kanada, z którą my, Polacy mamy mnóstwo wspomnień. Zawsze dzieje się tam mnóstwo, czemu zatem miałoby być spokojnie w roku 2012? A może siódmy zwycięzca? Byłoby jeszcze ciekawie. Grzegorz Możdżyński napisał w F1 Racing, że „nie miałby nic przeciw, byśmy po dziesięciu wyścigach mieli dziesięciu różnych zwycięzców”. Ja też nie! A niech się dzieje! Obym tylko jakoś zdołał to obejrzeć, bo od 8 do 10 czerwca nałożą się Euro 2012, LŚ siatkarzy i WGP siatkarek…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl