Horror na Stamford Bridge

 W środę byliśmy świadkami naprawdę kapitalnego spotkania na Stamford Bridge. Chelsea, pokonując po dogrywce 4:1 włoskie Napoli, awansowała do ćwierćfinału Champions League, mimo iż zadanie miała wcale niełatwe, bo przecież pierwszy mecz, na Stadionie św. Pawła, przegrała 1:3.

Tak jak przewidywałem przed spotkaniem, Napoli „autobusu” przed swoim polem karnym nie postawiło. Nie, nie ta drużyna, nie taki trener jak Mazzari. Jak się spodziewałem, ekipa z Neapolu wyprowadzała dużo szybkich ataków i tym samym stwarzała sobie wiele sytuacji pod bramką Cecha.

Od początku przewagę w środku pola miała Chelsea, także dzięki Ramiresowi, który mimo iż nominalnie był ustawiony na skrzydle, to często widzieliśmy go też w środku. Ale Napoli bardzo groźnie kontratakowało i właściwie, w okresie czasu między 10 a 28 minutą, to Napoli miało znacznie więcej sytuacji, mimo iż posiadanie piłki było na korzyść Chelsea. To właśnie te szybkie ataki wieloma zawodnikami stwarzały dużo szans dla drużyny Mazzariego.

Mimo wspomnianej przewagi w środku, Chelsea na początku szło dość topornie. Budowali każdą kolejną akcje londyńczycy powoli. Mozolnie. Brakowało tego ruchu z przodu. Ale w końcu, w 28. minucie kapitalną centrą popisał się Ramires, a klasę pokazał Drogba, uderzając głową, w niełatwej sytuacji. Właśnie, Drogba. On w tym spotkaniu pokazał, że szybkość już nie ta, w wielu sytuacjach przegrywał pojedynki biegowe, pod względem fizycznym to już nie był ten sam Drogba, co jeszcze dwa, trzy lata temu, ale pokazał też, że gdy ma piłkę przy nodze, to potrafi on z nią zrobić niemal wszystko. A oprócz tego ma taką łatwość dochodzenia do sytuacji bramkowych, ten instynkt strzelecki, tak u piłkarza przedniej formacji przecież istotny.

Po tej bramce, w okamgnieniu przewagę na boisku osiągnęła Chelsea, a goście mieli coraz mniej sytuacji. Chelsea nacierała i wreszcie, na początku drugiej części gry, Terry, po wrzutce Lamparda z rzutu rożnego, wpakował piłkę głową do bramki.

Zawodnicy Di Matteo po tej bramce przestali grać już tak wysoko, a zaczęli bardziej defensywnie. Zbyt długo tak nie wytrzymali, bo już osiem minut po bramce kapitana The Blues, pięknym strzałem Petra Cecha pokonał Gokhan Inler.

Londyńczycy dużo atakowali, ale warto zwrócić uwagę, w przekroju całego spotkania, na grę The Blues w defensywie. Grali podopieczni Di Matteo, jeśli chodzi właśnie o obronę, bardzo mądrze. Była ta taktyczna dyscyplina, nikt, żaden z piłkarzy gospodarzy dzisiejszego spotkania nie patrzył na siebie, tylko na zespół. W defensywie była odpowiedzialność za siebie, była dobra asekuracja, były nieduże odległości między zawodnikami. Oczywiście, błędy się zdarzały, co piłkarze Napoli potrafili skrzętnie wykorzystać i stworzyć sobie sytuację.

W 75 minucie po ręce w polu karnym Dosseny, do „jedenastki” podszedł Frank Lampard. Powiem szczerze, nie chciałbym być w tamtej sytuacji w jego skórze. Miał na sobie ciężar ponad 40 tysięcy ludzi na Stamford Bridge, całej swojej drużyny i mnóstwa widzów przed telewizorami. Taka odpowiedzialność. Ale podszedł i – jak on to potrafi – strzelił na pełnym spokoju, bardzo mocno w róg bramki. 3:1 oznaczało dogrywkę.

Na początku dodatkowych 30 minut przeważali londyńczycy. Miał sytuację bardzo dobrą Torres, ale, jak to on ma ostatnio w zwyczaju, nie wykorzystał jej. Strzelił za to Ivanović, po kapitalnym podaniu Drogby. Do końca meczu to Napoli starało się atakować, ale tego skutkiem nie było dużo sytuacji, bo jak już wspominałem Chelsea świetnie się broniła. Zawodnicy The Blues bardzo dobrze się ustawiali, asekurowali. I tak, w 122. minucie Felix Brych zagwizdał po raz ostatni, co oznaczało awans Chelsea.

Jednym z bohaterów na pewno Ivanović. Ale, według mnie, nie tylko dzięki strzelonej bramce, bo w ogóle, w przekroju całego meczu, jego gra wyglądała naprawdę bardzo dobrze. W wielu sytuacjach dobrze podłączał się do ofensywy, stwarzał zagrożenie. Potrafił rozpędzić się z piłką, wejść w drybling, nieźle dośrodkować czy też wyprowadzić futbolówkę z własnej połowy. Już w meczu ze Stoke zagrał świetnie, także jeśli chodzi o defensywę. Dzisiaj w obronie także bardzo poprawnie.

In minus zaskoczył mnie Ashley Cole, który był na tej swojej lewej flance bardzo mało aktywny. W defensywie to nie wyglądało źle, ale Cole’a wcześniej kojarzyliśmy chyba również ze świetnej gry w ofensywie, z podłączania się do akcji ofensywnych, stwarzania zagrożenia pod bramką rywali. W meczu ze Stoke też łatwo było zaobserwować to, że Anglik w ofensywie nie szaleje. Nie wiem, co jest przyczyną tak, można by rzec, zachowawczej postawy Ashley’a, jeśli chodzi o grę do przodu.

Samo spotkanie było bardzo płynne, toczyło się w dobrym, szybkim tempie, oczywiście w końcowej fazie meczu było już więcej gry na czas. Ale to we współczesnym futbolu norma. Jednak – jak słusznie zauważył komentator – to nie była dogrywka z cyklu „Czekamy na karne”.

Wypada też napisać coś o trenerze The Blues. My się tak zastanawiamy, kto przyjdzie do Londynu na ławkę trenerską po sezonie, wymieniane są duże nazwiska, są ciągłe spekulacje prasowe. Ale wydaje mi się, że latem niekoniecznie na SB trzeba będzie zmieniać trenera. W trakcie spotkania i po nim, widać było tę więź między trenerem a zawodnikami. W ekipie The Blues teraz się naprawdę dobrze dzieje. Trzy wygrane z rzędu, awans do kolejnej rundy Pucharu Anglii i Champions League. Naprawdę, myślę, że Di Matteo może tutaj zbudować bardzo ciekawą ekipę. Oczywiście nie sugeruje, że tak będzie, bo nie raz się już na podobnych sytuacjach przejechałem. Myślę jednak, że to spotkanie, w którym The Blues pokazali nie tylko dobrą piłkę, ale także walkę, charakter, może być dla ekipy z Londynu przełamaniem.

Mecz w Londynie, tak jak już wspominałem, był naprawdę świetnym widowiskiem. Oby więcej takich spotkań. Jutro losowanie par ćwierćfinałowych.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl