Hull – Crystal Palace. To, czego nie widać w kamerze

Co można robić w przerwie meczu? Można rozmawiać, jeśli się ma z kim. Można kupić nasiona słonecznika. Można posłuchać hitów z głośników. W najlepszym wypadku można też zobaczyć cheerleaderki, choć to na stadionie pomysł chybiony. No bo co? Z każdego miejsca trybun do nich daleko, pląsają coś tam, skaczą, zbiegają i tyle je widziano. W sportach halowych to może jest jakaś droga – w piłce nożnej żadna.

Można też wziąć przykład z Hull City i zrobić naprawdę ciekawy konkurs, korzystny dla wszystkich. W przerwie meczu z Crystal Palace, żeby nikt się nie nudził, zorganizowano zmagania dla kibiców. A odbywa się to tak – na kilka dni przed meczem, na Facebooku, zgłaszają się chętni do wzięcia udziału w konkursie kibice obu drużyn. Spośród nich są losowani dwaj zwycięzcy ? po jednym z każdej drużyny. W przerwie schodzą na murawę i ustawiają się na linii środkowej. Cały stadion odlicza na głos sekundy. Obaj startują sprintem do ustawionych w połowie drogi do pola karnego naturalnej wielkości podobizn Deana Windassa (legenda Hull, strzelec gola dającego awans do Premier League). Uczestnicy trzykrotnie okrążają Deana i wbiegają w pole karne. A tam…

Na linii 16 metrów ustawiona złota piłka. Na linii 11 metrów ustawiona biała piłka. W bramce stoi Roary The Tiger – klubowa maskotka. Kto pierwszy wpadnie w pole karne, może wybrać, którą piłką chce strzelać. Jeśli trafi z 16 metrów, od firmy Cashconverters, sponsora klubu, dostanie 100 funtów. Jeśli trafi z karnego – 50 funtów. Gdy jego strzał zostanie obroniony przez tygrysa – nie dostaje nic. Konkurencja jest efektowna, zajmuje kibiców, którzy wspierają swoich przedstawicieli. Na meczu, na którym ja byłem, 100 funtów wygrał kibic Crystal Palace, 50 zgarnął fan Hull, ale wszyscy byli zadowoleni. Chętnie ujrzałbym w Bielsku kibiców Podbeskidzia i np. Legii obiegających Grzegorza Więzika i strzelających jakiemuś góralowi…

Inne rzeczy okołopiłkarskie, na które zwróciłem uwagę? Trudno było nie zachwycić się pokojem, w którym spałem. Philip i David – moi gospodarze – to fanatycy. Umieścili mnie w pomieszczeniu, w którym jedyne przedmioty nie związane z Hull City to komputer i… szalik Podbeskidzia. Poza tym – poduszki, tapeta na ścianach, zasłony, obrazy, dywan, koce, lampki, zegary, figurki, ołówki, książki były ozdabiane klubowymi logami. Przy takich kibicach, ten zespół nigdy nie zbankrutuje. Do tego była też duża maskotka tygrysa i regał pełen książek piłkarskich. Raj na ziemi.

W ogóle, ludzi, noszących klubowe gadżety, jest w całym mieście mnóstwo. Może dlatego, że to jedyna drużyna piłkarska w Hull – innych nie ma nawet w amatorskich ligach! Trzeba jednak oddać, że w koszulkach innych klubów też można chodzić. Widziałem Liverpool, Manchester United, ale też znienawidzone Leeds United, czy kibiców Crystal Palace chóralnie śpiewających w tłumie rozczarowanych fanów Hull. Zawsze mnie to zachwyca, gdy wyjeżdżam za granicę…

A przecież wcale nie jest tak, że Hull ma samych przyjaciół. Kibice, wspomnianego Leeds, nie cierpią. Podobnie jak pobliskich Grymsby Town, Scunthorpe United i innych mniejszych klubów. Jedyna sympatia, jaką moi gospodarze żywili, spotkała klub Berwick z miasta Berwick upon Tweed. To ośrodek obecnie angielski (choć w historii żonglowała nim Anglia i Szkocja, stąd aż 14 razy znajdował się to w jednym, to w drugim kraju. Co ciekawe, poprzez zapomnienie podobne do tego ze stadionem im. Adolfa Hitlera w Zabrzu, miasto było w stanie wojny z Rosją przez ponad 100 lat od 1860 roku!), ale klub gra w IV lidze szkockiej. Jego barwy są czarno-bursztynowe, a więc dokładnie takie jak Hull. Jego największym sukcesem w historii było pokonanie Glasgow Rangers w krajowym pucharze. Podobno niebieskie szaliki fanów Rangersów jeszcze długo pływały w rzece Tweed…

PS ? Pomysły dla naszych działaczy? Oprócz sponsora meczu, co i u nas już zaczyna się spotykać, są też sponsorzy konkretnych zawodników, których loga widnieją obok ich nazwisk. Drugi pomysł ? troje dzieci w czasie każdego meczu nosi tytuł „Maskotki dnia”. Dzięki temu mogą biegać sobie po murawie, spiker zadaje im pytania, witają się z Roary’m the Tigerem i są przedstawiani w meczowych programach. Te ostatnie, nie są jak u nas, na 3-5 stron, ale niemal opasłymi tomiskami, które czyta się nierzadko już dobrze po meczu.

 


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl