Huragan Malina

Może niektórzy z was pamiętają, że jednym z większych sukcesów autora tego tekstu było zwycięstwo w GwiaKoLi 2010 organizowanym przez Michała Pola. Trzeba bronić tytułu, więc na Blogowy Puchar Lata 2011 też przysłałem swoją notkę. Tym razem wymogiem było, że ma to być sylweka jakiejś postaci związanej z piłką. Nie mogłem wybrać nikogo innego… Tekst wklejam tutaj, a jakby ktoś był zainteresowany, to pod tym linkiem: http://michalpol.blox.pl/2011/07/BloPuLa-2011-Odsona-5.html można głosować.

***
Huragan Malina

W Beskidach już wiemy, że to nie huragan. A wiatr, który czapki z głów zwiewa, nie jest efektem nienakładania filtrów na kominy fabryczne. To ?Malina? robi ten wiatr. To Piotr Malinowski.

W Krakowie i Poznaniu już go znają. Chavez nie dogonił go w ćwierćfinale Pucharu Polski i Podbeskidzie wygrało pod Kopcem Kościuszki. W półfinale uciekł Arboledzie. Po meczu trener Bakero zachwalał małego skrzydłowego.. Ja słuchałem tych słów, trzymając się za szczękę. A ściślej za kąciki ust. Bolały mnie, bo usta były nienaturalnie szeroko rozwarte, a takiego wrzasku, jak po golu ?Malinki?, jeszcze nigdy z siebie nie wydałem.

Podobnie uczyniło pół Bielska. Był to gol na 2-0, Podbeskidzie w tym momencie było w finale Pucharu Polski, czym ratowało rząd Tuska przed ?kibolskim obaleniem? i kibiców przed zamykaniem stadionów. Ja wiem, że bielszczanie tamten mecz przegrali, ale nic mnie to nie obchodzi. Wtedy byli w finale i kolejne trzy gole dla Lecha miasto z pamięci wyparło. Staram się uchodzić za poważnego dziennikarza, który nawet jak gol padnie i tak wyda z siebie co najwyżej cichy kwik. Wtedy się nie dało. Szalałem.

?Malina? po tym i innych golach stał się idolem. Co z tego, że jest rezerwowym, skoro kiedy wchodzi na boisko na zmęczonego rywala nikt go nie zatrzyma nawet harpunem? To jednak nie zapewniłoby mu pozycji, jakiej żaden piłkarz w historii Podbeskidzia nie miał. To jest bowiem rakieta tak sympatyczna, że aż ciężko to sobie wyobrazić. Prawie nie mówi, woli stać w cieniu i jest chyba lekko przybity rosnącym zainteresowaniem, które w ekstraklasie rosnąć będzie szybciej niż dług publiczny.

A Malinowski wychował się w częstochowskim Beniaminku, prowadzonym od dziesiątek lat przez jedną osobę ? pasjonata, prezesa, trenera i społecznika Janusza Kałę, zbierającego chłopaków, którzy nie zmieścili się w kadrach Rakowa, Skry czy Victorii. Dziś Beniaminek nie ma nawet boiska.

Co tam boisko, kiedy ma satysfakcję, że jego wychowanek piorunem wpadł do ekstraklasy.

?  Zawsze widziałem, że jest u niego coś nie tak. Był nad wyraz cichy i skromny. Nie chciał nic mówić. Zdobywał trzy gole i chował się za kolegami. Teraz widzę chłopaków, co jednego strzelą i już chcą, żeby im pokłony bić. Był od początku strasznie szybki, mimo że taki przygarbiony ? wspomina Kała.

Teraz taki przygarbiony krąży po boisku. Trochę wygląda jak pijany. A to dwa kroczki prosto, a to dwa w prawo, a teraz trzy na ukos. Znika z gry. Aż nagle, jak nie wyrwie do przodu! Gdy przejmuje piłkę na swojej połowie, to cały stadion już stoi, jak gdyby właśnie przymierzał się do strzału na pustą bramkę. Sędzia, który pokaże mu żółtą kartkę, może mieć problemy z wyjazdem z Bielska. Kto powie złe słowo na ?Malinkę?, ten z policji. Podobno uwielbienie kibiców z południową krwią jest fanatyczne i przechodzi wszelkie granice. Nie wiedziałem, że tyczy się to też południa Polski.

I tylko piłkarze ekstraklasy trochę się go boją, bo wiatr ma to do siebie, że upokarza drzewa.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl