I co dalej?

Reprezentacja Polski rozegrała w tym tygodniu kolejne dwa sparingi z Litwą i Grecją w drodze na Euro 2012. Nie udało się wygrać, strzelić bramki, ani uniknąć wstydu i hańby.

Co miało dać spotkanie w Kownie? To pytanie zadają sobie chyba wszyscy kibice w Polsce. Wiadomo było, że o tej porze roku na Litwie najpewniej spotkamy kartoflisko. Wiadomo było, że Litwa to ulubiony cel polskich bandytów, którzy zanim ukończyli edukacje na Gimnazjum, całkiem przypadkowo dowiedzieli się na lekcji historii, że tereny litewskie podlegały kiedyś Rzeczypospolitej i teraz starają się poszerzyć nasze granice. O sile Litwinów też wiedzieliśmy. Potęga to nie jest, bo o jej sile świadczą zawodnicy na co dzień grający w Ekstraklasie. O wyniku wiele powiedzieć nie można. W bezładnej kopaninie,  Litwini zdobyli dwie bramki, a my nie i właściwie tyle można powiedzieć o tym meczu.

Po potyczce z Grecją, trener Smuda jak zwykle kiedy tylko uniknie kompromitacji, tryskał optymizmem i że w ogóle wszystko było „cycuś”. Trzydzieści osiem milionów Polaków jest innego zdania.  Jeżeli coś ma mi pozostać w głowie po tym sparingu to tylko to, iż selekcjoner pozbył się najlepszego piłkarza  w tym kraju, Michała Żewłakowa. Obrona z nim w s kładzie grała o wiele pewniej. Może Jodłowiec godnie go zastąpi, ale Żewłakow dawał niezwykłą pewność. Praktycznie żaden polski grajek czasów współczesnych nie osiągnął tyle co on. Do kadry wrócił Peszko, ale nie dlatego, że odbył pokutę itd, ale dlatego, iż Smuda nie miał innego wyjścia. Selekcjoner mówił, że dla jego piłkarzy nie ma spotkań bez wagi i w każdym trzeba dać z siebie 100%, w takim razie dlaczego, biało-czerwoni od 70-tej minuty zaprzestali przebierania nogami? Gdyby nie to, że Grecy tak jak w Bydgoszczy, wyszli na murawę w celach rekreacyjnych, to Polacy nie wywieźliby z Pireusu remisu.

Euro coraz bliżej a my od roku nie jesteśmy w stanie ruszyć z miejsca. Nie przegrywamy już 0:6 tylko dlatego, że Smuda z konieczności przekonał się do niektórych piłkarzy, a i nie mierzymy się ostatnio z nikim pokroju Mistrzów Świata.  W dodatku, jak do tej pory mieliśmy dwóch napastników, tak teraz został tylko Lewandowski. Jeleń dołączył do grona potępionych. Jak tak dalej pójdzie to z odrzuconych przez Smudę gwiazd polskiej piłki będzie można układać  jedenastki. Trudno też złapać jakąś konsekwencje w poczynaniach pana Franciszka. Prawy obrońca Wojtkowiak gra w środku, podczas gdy stoper Sadlok biega po stronie lewej. Polacy zaskakiwali grą z kontry więc motor napędowy Jakub Błaszczykowski został wyłączony przez przesunięcie do środka.  Przynajmniej Lewandowski nie jest już upychany po skrzydłach, ale na szpicy też mu średnio idzie. Trener Klopp mówi, że jego miejsce jest za wysuniętym napastnikiem i ja mu wierzę. Kolejna sprawa jest taka, że trener zamiast zgrywać linię obronną przebiera w rozmaitych wynalazkach typu Arboleda, albo Perquis. Może to niegłupi pomysł, ale obrona już jako tako gra, to po pierwsze, a po drugie w Polsce przecież jeszcze żadna naturalizacja się nie udała (tzn. nie w całości). Każdy naturalizowany miał swoje pięć minut kiedy każdy Polak znał jego nazwisko, ale na dłuższą metę nie sprawdził się żaden.

Kilku blogerów, których czytuję, poruszyła sprawa wypowiedzi i ogólnie języka jakim posługuje się selekcjoner. Smuda zasłynął z prostych metod i podsklepowego języka, co nawet można niekiedy poczytać jako zaletę, ale jeśli jego słownictwo razi już nawet jego piłkarzy to coś tu jest nie tak. Poza tym jest on jedynym człowiekiem, który w jednym wypowiedzeniem potrafi pięć razy sobie zaprzeczyć. Czasami ciężko go zrozumieć o co mu chodzi. Jeśli ktoś idzie z nim na wymianę argumentów to po przeciwnej stronie słyszy tylko „Bo tak!”.  Pisałem o tym od jesieni, ale dopiero teraz ludzie w naszym kraju przestają ufać Smudzie. Jego kadra co zrobi krok do przodu to zaraz sie cofa i tak w kółko.  Trzeba przyznać, że trafił na trochę gorsze pokolenie piłkarzy, które ani nie ma przesadnego talent i ciężkiej pracy także nie preferuje. Z drugiej jednak strony za chwilę będziemy mieć trzech mistrzów Niemiec, Mistrza Francji, być może dwóch Anglii i paru uczestników Ligi Mistrzów. Beenhakker oparł kadrę na zawodników, których wygrzebał z polskiego, ligowego łajna jak Golański, Bronowicki, Zahorski, Pazdan, Matusiak czy Łobodziński. Zrobił to w dwa miesiące. Smuda kombinuje już rok. Wiadomo, że szykuje ekipę na konkretną imprezę, ale jak to powiedział jakiś ekspert przez półtora roku czasu do formy musi się dojść choćby niechcący. Tutaj tak nie jest.

Gdy Michel Platini wyciągał w Cardiff karteczkę z wiadomym napisem  byłem pewien, że Polaków na Euro poprowadzi renomowany szkoleniowiec z zagranicy. Potem Michała Listkiewicza zastąpił Grzegorz Lato i cofnęliśmy się z powrotem do lat PRL-u z których pan Michał nas wyciągał. Smudzie trzeba dać pracować bo to on odpowiada za wynik. Choć takie stawianie sprawy też mnie denerwuje. No bo w jaki sposób Smuda odpowiada za wyniki? Jak sie skompromitujemy na Euro to co? Najwyżej wyleci z posady na zbity pysk. Ale przecież w Polsce tak kończy każdy trener. I trzeba pamiętać jedno, iż Euro 2012 to najważniejsza impreza w historii polskiego futbolu. Wynik pójdzie w świat. Na razie śmierdzi kompromitacją. Kto by pomyślał cztery lata temu, że prędzej zbudujemy drogi, stadiony, hotele niż przyzwoitą drużynę.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html