I po zgrupowaniu….

Dobiegło końca kolejne zgrupowanie naszej kadry.  Zgrupowanie, które przebiegło pod znakiem afery z brakiem orzełka na nowych strojach, porażki z Włochami przy pełnym stadionie we Wrocławiu oraz zwycięstwa z reprezentacją Węgier, przy niemal pustych trybunach w Poznaniu.

I właśnie zacznę od sprawy orzełka. Jestem niemal pewien, że orzeł na koszulki wróci. I bardzo się z tego powodu cieszę.  Ja również, jako kibic naszej reprezentacji, z godłem się identyfikuje. Było ono od zawsze i nie powinno się tego zmieniać, bo jest to jednak dla Polaków ważne. Przecież nie zawsze musimy być „tacy jak większość”. Nawet jakby wszystkie reprezentacje miały logo federacji na koszulkach, to czemu i wtedy nie moglibyśmy być wyjątkowi. Tym bardziej, że PZPN zbyt wysoką reputacją w naszym kraju się nie cieszy.

Mimo wszystko, nie bardzo podoba mi się zachowanie kibiców. Rozumiem, że można krzyczeć: ,,gdzie jest orzeł, gdzie jest orzeł”. Taka inicjatywa mi się podoba. Okej, nie widzę problemu. Ale to wszystko odbija się na piłkarzach, a przecież nie od nich zależy czy orzełek na koszulce jest czy go nie ma. Po prostu hasło „gdzie jest orzeł” sprawiło, że kibice byli skupieni na wykrzykiwaniu właśnie tego hasła, a dopingu dla reprezentacji zabrakło. Mogą wykrzykiwać to właśnie hasło, ale niech nie zapominają też o normalnym dopingu dla naszych piłkarzy, bo w tak ciężkich meczach jak ten z Włochami, to doping może spowodować to, że piłkarze zaczną grać lepiej, że wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności, niesieni tym dopingiem. W pierwszej połowie trochę tego dopingu jeszcze było. Niestety, w drugiej już go zabrakło.

Teraz przechodzę już do meczu z Włochami. Meczu z Włochami, który od pewnego momentu coraz bardziej zaczął uświadamiać mi, że to mecz tylko sparingowy. Fajnie, że na początku było kilka sytuacji do zdobycia gola, dobrze, że potrafiliśmy wymienić kilka podań. Ale po bramce Balotelliego wszystko siadło. Druga połowa to była już właśnie taka atmosfera sparingu. Piłkarze grali, żeby grać, ale nie widać było u nich specjalnego zaangażowania. Nie było walki o każdy centymetr boiska, nie było tej ambicji. Polacy nie grali w piłkę, Włosi grali, ale do stworzenia kolejnych okazji też za bardzo się nie kwapili.

Znowu zawiódł Obraniak. Nie rozumiem, jak Smuda ciągle może na niego stawiać, skoro ten nie zagrał dobrego meczu w kadrze chyba od roku. Mało aktywny, to od jego straty rozpoczęła się króciutka bramkowa akcja reprezentacji Włoch. Jako ta „dziesiątka” powinien chociaż trzy, cztery razy na mecz popisać się jakąś prostopadłą piłką. Ale nie, gracz Lille był najzwyczajniej w świecie po raz kolejny zupełnie bezbarwny. Błaszczykowski zaczął dobrze, ale potem było coraz gorzej. Nie, to nie jest już ten stary, dobry Kuba. Kuba wygrywający niemal każdy pojedynek na skrzydle. Obecnie Błaszczykowski jest graczem potrafiącym błysnąć, napędzić akcję, ale często jest zbyt przewidywalny.  Większość zagrała przeciętnie.

Chciałbym jeszcze odnieść się do wypowiedzi Franciszka Smudy, jakiej udzielił między meczem z Włochami, a reprezentacją Węgier. Mówił, że ma już kilka pewniaków na Euro. Wymienił Kubę, Głowackiego, Lewandowskiego, Piszczka, Peszkę, Matuszczyka i Mierzejewskiego. Tę siódemkę zdradził bodajże w rozmowie z niemieckim „Kickerem”. Przede wszystkim, moim zdaniem Smuda robi błąd zdradzając nazwiska tych zawodników. Wcale się nie zdziwię, jeśli oni poczują się za pewnie. Raz na jakiś czas odpuszczą, bo przecież: „raz może mi nie wyjść, jestem pewniakiem, tak?” Ale jeśli Smuda już tej wypowiedzi udzielił, to odniosę się do tego kogo wśród tej siódemki umieścił. Zupełnie nie rozumiem umieszczenia wśród tych zawodników Głowackiego. W ogóle nie wiem czemu Smuda jest w tego Arka tak strasznie zapatrzony. Przecież to jest tak naprawdę chodzące nieszczęście. Kontuzja goni kontuzję. Po prostu miesiąc bez urazu to stracony miesiąc. Nie twierdzę, że to wina byłego wiślaka, ale przecież jak można uważać kogoś za stuprocentowego pewniaka, skoro nigdy nie wiadomo, kiedy złapie kontuzję. Wcale się nie zdziwię, jak na Euro nie pojedzie, właśnie z powodu kolejnej kontuzji. Ale chodzi mi również o samą wartość sportową. Nie jest to jakiś świetny środkowy obrońca. Nie zawsze pewny. Więcej, w kadrze zdarzają mu się mecze, gdzie to on jest praktycznie antybohaterem naszej kadry.

Z Peszką i Mierzejwskim też tak bardzo bym się nie śpieszył. Dziwi mnie również postawienie tam Matuszczyka. Chciałbym, żeby pojechał na Euro, bo to będzie dla niego na pewno świetne doświadczenie. Ale on w ogóle nie gra w klubie. Smuda nie powinien mówić, że Matuszczyk  już jest pewniakiem. Powinien powiedzieć: Matuszczyk zacznie grać, to pojedzie na Euro.  Żeby chłopak miał jakąś większą motywację do tego, by grać. Jak nie w Koeln, to gdziekolwiek indziej, ale po prostu grać.

Szybko teraz przechodzę do meczu z Węgrami, rozgrywanym na płycie boiska, a właściwie bardziej pewnego rodzaju klepiska przy Bułgarskiej. A ilu widzów zebrało się na tym przepięknym czterdziestotysięczniku?! Około  siedmiu tysięcy. Dramat. Po prostu dramat. W Polsce, kraju w którym odbędzie się niebawem ogromna i niezwykle prestiżowa impreza nie ma obecnie życia z drużyną. Atmosfera wokół kadry jest naprawdę mizerna, a jak już zaczęła się poprawiać, to nagle PZPN wyskakuje z koszulkami kadry bez orzełka i wszystko psuje. Przecież na Bułgarską więcej ludzi przychodzi by obejrzeć I -ligowy mecz poznańskiej Warty.

Jednak akurat w tym spotkaniu gra naszej kadry choć trochę napawa optymizmem. Mimo iż graliśmy w  większości graczami drugiego planu jeśli chodzi o kadrę, to zagraliśmy nieźle. Polacy potrafili wymienić kilka, a czasem nawet kilkanaście fajnych podań na połowie rywala. Sytuacji podopieczni Smudy stworzyli sobie naprawdę wiele. I to cieszy. Znowu jednak błędy popełniała defensywa. Należy zwrócić uwagę na niezbyt pewną grę stoperów. Często pozostawały między nimi zbyt duże luki. Przy bramce też środkowi defensorzy zachowywali się zbyt statycznie. Zdarzały się błędy. I to na minus. Duży minus. W niektórych końcowych momentach tego spotkania dość mocno rzucał się w oczy brak koncentracji.

Cieszy mnie bardzo dobra postawa Adriana Mierzejewskiego. Dla mnie, obecnie zawodnika o klasę, albo chociaż o pół klasy lepszego niż Obraniak. Mierzejewski potrafił zagrać na jeden kontakt, fajnie kiwnąć, rozegrać piłkę, zaskoczyć prostopadłą piłą. Zagrał z fantazją. Widoczne były niego cechy takiego dynamicznego, nowoczesnego ofensywnego pomocnika. Jeszcze tylko musi popracować trochę nad skutecznością, bo okazji do zdobycia goli miał wiele, ale jego dorobek bramkowy po tym spotkaniu wynosi jednak okrągłe zero. Nie najgorzej zaprezentował się Rybus, fajne zawody zagrał wreszcie Kuba.

Generalnie sparing z reprezentacją Węgier można ocenić pozytywnie. Oczywiście patrząc tylko na grę, na puste i ciche trybuny uwagi nie zwracając.

Do Euro czasu coraz mniej, ale mankamentów, przede wszystkim w grze defensywnej wciąż sporo. To do poprawy. Ofensywa na plus. Właściwie mówię to samo, co po poprzednim zgrupowaniu, ale naprawdę niewiele się zmieniło.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl