I skończyło się NBA w Zielonej Górze

Na półmetku pierwszej rundy rozgrywek mogę napisać, że ponownie wgryzłem się w rozgrywki Polskiej Ligi Koszykówki po rozbracie spowodowanym absencją wrocławskiego Śląska. Nie pozostaje mi zatem nic innego, aniżeli przelewanie spostrzeżeń za pośrednictwem klawiatury do internetowego światka.

Lokaut w NBA, oprócz strat finansowych wszystkich stron w konflikt zamieszanych i nie tylko, zaowocował zasypem europejskiego rynku koszykarzami zza oceanu. Garść gwiazd, grupa gwiazdek i cały zestaw graczy, o których niewielu słyszało. Taki na przykład Gani Lawal. Niby ma ten kontrakt w Phoenix Suns ma, ale na parkietach NBA jeszcze nie wystąpił. Tak się składa, że to doskonały materiał na gwiazdę PLK. Tym bardziej skoro trafił do Zastalu Zielona Góra, który to hegemonem polskich parkietów nie jest. Przynajmniej na razie – tabela mogła sugerować coś innego. Ale lokaut się skończył i Lawal wyjechał. Zielonogórzanie zaczęli przegrywać. Niby proste, właściwie było to do przewidzenia. Zabrakło człowieka, który robił co mecz double-double, więc może się gra sypnąć. Z morderczego duetu Hodge-Lawal został tylko ten pierwszy. I dziś, gdy Śląsk dał się niemal dogonić w końcówce meczu w Zastalem wszyscy doskonale wiedzieli, że piłkę do dyspozycji będzie miał on. Na początku sezonu, we Wrocławiu, Hodge swoimi indywidualnym popisami w końcówce dał swojej ekipie zwycięstwo. Dziś w ostatniej akcji indywidualna próba Hodge’a skończyła się potrojeniem z asekuracją. I Zastal znowu przegrał, zaś sytuacja w tabeli zrobiła się bardzo ciekawa.

Mamy wielką czwórkę – Czarni, Trefl, Anwil i Turów. Ostatni z tych zespołów, choć w kryzysie, wciąż należy do tego grona zaliczać. A premiowanych awansem do mającej już pewny udział w play-offach szóstki jest pięć zespołów (szóstym są jaśnie panowie z Asseco Prokomu). I w walce o to piąte miejsce w tej chwili liczą się cztery zespoły, choć jeszcze ktoś się może z tyłu zaczaić. Cała ta czwórka ma rozegranych 13 spotkań. I cała ta czwórka ma 7 wiktorii i 6 porażek. Wprawdzie mamy środek kolejki i jutro ten stan się zmieni, ale przecież równa ilość spotkań daje duże lepsze porównanie ekip, aniżeli równa liczba kolejek.

Zastal stracił swoją gwiazdę, zaliczył serię porażek, ale absolutnie nie należy go skreślać. Przyszedł następca, który może załatać dziurę na tyle, że karta Zielonogórzan znowu się odwróci. Potrzeba tylko trochę czasu na reorganizację. I szczęście ma Śląsk, że w tym terminie zmierzył się z zespołem Tomasza Jankowskiego. Choć jeśli już padło nazwisko szkoleniowca Zastalu to można chyba poddać pod wątpliwość świetlaną przyszłość ekipie której trener potrafi strzelić focha w dogrywce i zaniechać wszelakich działań. Rozgrywanie decydujących akcji według scenariusza „dajmy piłkę Hodge’owi i trzymajmy za niego kciuki” też nie najlepiej świadczy o wyżej wymienionym szkoleniowcu. Ale jest światełko w tunelu. Supergwiazda polskiej ligi najprawdopodobniej nie utrzyma się w Phoenix, a umowa między Lawalem, a Zastalem jest prosta – jeśli nie grasz w NBA to grasz u nas.

Kotwica Kołobrzeg też skorzystała na problemach Zielonogórzan. A także na kryzysie Turowa Zgorzelec. Nie chcę umniejszać wyników Kotwicy, ale… tak właściwie to jednak chcę. Odnoszę wrażenie, że wysokie miejsce Kołobrzeżan wynika z naturalnych ruchów falowych w średnio-dolnych rejonach tabeli. Jutro derby z AZSem Koszalin. A derby swoje prawa mają i ewentualny sukces Kotwicy jeszcze mnie nie przekona. Czekam na więcej.

Siarka Jezioro Tarnobrzeg to zespół na który patrzy się z sympatią ze względu na Przemysława Karnowskiego, który jako jeden z nielicznych przedstawicieli naszego srebrnego pokolenia koszykarzy dostaje sporo minut w PLK. Ponadto w Tarnobrzegu trafiono z Amerykanami, co od paru lat jest dobrą receptą na niezłe miejsce w PLK. Siarka może wygrać z każdym i przegrać z każdym. Czy to może dać piąte miejsce w tabeli? Nie wiadomo. Jak nieprzewidywalność, to na całego.

No i w końcu Śląsk Wrocław. Czyli będę starał się obiektywnymi argumentami uzasadniać subiektywne odczucia. Śląsk jest faworytem w wyścigu o piąte miejsce. Jako, że jest to zespół tworzony od zera, nie ma co się dziwić, że w kilku pierwszych meczach nie wszystko wychodziło. Gdyby nie wpadki na początku sezonu z AZSem, czy też Siarką i Zastalem, to dziś zapewne pisałbym o wielkiej piątce. Siłą Śląska jest równy skład. Przy uprzednim wyjęciu spod rozważań Roberta Skibniewskiego. Ale jeśli chodzi o resztę, to mamy grupę pięciu-sześciu graczy spośród których każdy może okazać się bohaterem spotkania. Jest w tym pewna doza niepewności. Niemal co mecz powtarza się scenariusz, że przez, w dobrym przypadku, pierwszą, bądź, w gorszym, trzy pierwsze kwarty szukamy lidera. To znaczy człowieka do zdobywania punktów, bowiem liderem jest Skiba. Nawet jeśli oddaje komuś piłkę do rozegrania, to i tak on ustawia całą akcję. Pokazuje schemat rozegrania, pokrzykuje na kolegów. Lider pełną gębą. Lider, który może wprowadzić Śląsk do grona pięciu najlepszych zespołów w naszym kraju oraz Asseco Prokomu.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl