Idzie coraz ciężej

Przed chwilą zakończył się mecz polskich siatkarzy z Chinami. Tym samym to już koniec serii spotkań z Azjatami. Muszę przyznać otwarcie i szczerze, że w tych trzech ostatnich meczach rywale postawili nam poprzeczkę na pewno wyżej niż pierwsza trójka przeciwników, z którymi graliśmy.

Iran to osobny rozdział, bo siatkarze z tego kraju dokonują niezwykłych rzeczy w tym turnieju. Ich atutem była w meczu z nami przede wszystkim zespołowość. Na boisku zameldowała się cała dwunastka, a punkty zdobyło dziewięciu z nich (licząc libero – Hosseina). Za każdym razem, kiedy poczynali niwelować przewagę, jaką sobie wypracowywaliśmy drżałem o wynik. Cieszyli się tak bardzo i tak głośno z każdej wygranej akcji (nawet w tym trzecim secie, kiedy ich zdemolowaliśmy), jakby wygrali nie wiadomo jak ważną piłkę. Być może to ich zmotywowało…

Podopieczni Julio Velasco zaprezentowali się jak typowi azjaci. To, o czym już wspomniałem, ta głośna radość po udanych akcjach to jedno. Drugie, to obieganie placu gry po wygranej piłce, często z jakąś typowo pikarską cieszynką. A w samej grze bronili naprawdę wiele wydawałoby się niemożliwych do odbicia piłek i jeszcze często takie akcje wygrywali. Nie zawsze mocne ataki przynosiły więc skutek. Trzeba było mieć odpowiednią arytmię w ataku, a to nie do końca nam wychodziło.

U nas też zagrał prawie cały skład, lecz nie na takim poziomie, jak u rywali. Dość powiedzieć, że zapunktowało sześciu Biało-Czerwonych. Ale już nie chcę mówić tu o statystykach, bo zgodnie z nimi mieliśmy lepsze przyjęcie, skuteczność ataku, więcej punktów zdobyliśmy blokiem, zagrywką itd., a i tak ostatecznie polegliśmy. Ten fakt miał prawo zdziwić Wojtka Drzyzgę w czwartkowym pomeczowym studio. Może to i dobrze, że dostaliśmy zimny prysznic. Zostaliśmy sprowadzeni na ziemię, by nie unieść się za szybko w kierunku Londynu.

W piątek z Japończykami też nie było łatwo. Gospodarze mieli mocny początek, a nasze najważniejsze elementy (np. blok) przyszły o seta za późno. Dlatego właśnie pierwsza partia padła łupem zespołu Tatsuyi Uety. Trener reprezentacji Japonii może być zadowolony z Kunihiro Shimizu, który przez cały mecz potrafił dotrzymać tempa naszej drużynie. Był chyba jedynym, albo jednym z dwóch (do tego jeszcze Daisuke Yato), którzy ciągnęli grę swojego zespołu.

Liderem naszej drużyny znów był Bartosz Kurek, ale wcale niegorzej prezentowali się Jakub Jarosz i Marcin Możdżonek. Całemu zespołowi należą się pochwały za walkę w tak trudnym spotkaniu (z gospodarzami przecież gra się zawsze trudno), lecz to przede wszystkim zasługa tej trójki. Co do środkowych, to uważam, że mecz z Japonią był najgorszy w wykonaniu Piotra Nowakowskiego ze wszystkich dotąd rozegranych w PŚ. Nie twierdzę, że grał słabo, ale przyzwyczaił nas do nieco wyższego poziomu. Cóż, każdemu może raz czy dwa na 11 meczów zdarzyć się gorszy dzień, prawda?

Japończyków trzeba „przydusić” i nie dać im się rozhulać, jak to uczyniliśmy w premierowej odsłonie. Dobitny przykład mieliśmy w drugiej partii – kilka mocniejszych zagrywek, parę razy postawimy blok i już im tak łatwo i wesoło nie było. Dobrze, że już później byliśmy w tym konsekwentni.

Dziś, z Chińczykami popełnialiśmy strasznie dużo błędów własnych – zagrywka co chwilę lądowała na aucie w siatce. Rywale co prawda też się mylili, ale ok 40% rzadziej niż my. Różnica była taka, że nasz lider – Kuba Jarosz utrzymywał się na stałym, wysokim poziomie skuteczności. Tego już nie można powiedzieć o Zhangu czy Zhongu.

Dłużej zobaczyliśmy w akcji Łukasza Wiśniewskiego. Dostawał mniej piłek, co Możdżonek, ale to, co mógł, wykorzystał. Inna sprawa, że mało graliśmy przez środek, bo Chińczycy radzili sobie z obroną tych akcji. Jeśli Łukasz nie zapatrzył się bardzo w Piotrka Nowakowskiego, to może być z siebie zadowolony.

Trzeba przyznać, że te pierwsze sety w wykonaniu Biało-Czerwonych najlepsze nie są. Często później poprawiamy swoją grę, ale przez to jesteśmy o kilkanaście minut za długo na placu gry. Nasz zespół wygląda na coraz bardziej zmęczony, ale liczę, że nie tylko u nas to widać. W końcu nadal jeszcze przed nami najtrudniejsze mecze, a to właśnie one roztrzygną, czy pojedziemy do Londynu, czy też nie.

Powyższy akapit możnaby zatytułować: „co nas martwi w grze Polaków w Pucharze Świata”. A zatem do zatytułowania tego wystarczy zmienić słowo „martwi” na „cieszy”. Przede wszystkim możemy być zadowoleni z tego, że mamy wymienność składu i staramy się rozłożyć siły. Na ataku Jarosz lub Bartman poczynają sobie bardzo dobrze, rozgrywający także się rotują, choć mam coraz większe wrażenie, że Żygadło jest minimalnie lepszy od Zagumnego na tym turnieju. Ale i tak obaj grają znakomicie, a taki wybór chciałby mieć każdy trener na świecie. Również przyjmujący mogą sobie czasem odpocząć, bo są zmiennicy. Choć tutaj według mnie trochę za mało gra Michał Ruciak. Owszem, konkurencję ma wielką, lecz mógłby się pojawić na seta czy dwa.

Mamy trudne zadanie – przed nami jeszcze pięć trudnych spotkań. Z każdym meczem wydaje mi się, że jest coraz ciężej. No niestety, tak właśnie wygląda droga do Londynu. Trzeba ją przeboleć teraz, aby nie męczyć się później wiosną, bo to lepiej podziała na reprezentację przed Igrzyskami. Należy jednak w tym momencie zacisnąć zęby i zdusić jęki, gdyż punkt wyjścia mamy bardzo dobry. Trzymamy więc kciuki za naszych siatkarzy, aby wytrzymali i dali nam powody do radości.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl