Im bliżej finału, tym ciekawiej. Szkoda, że nie chcą tego zobaczyć…

Jesteśmy świeżo po ćwierćfinałach Pucharu Narodów Afryki 2012. Zdecydowanie można powiedzieć, że dzieje się dużo. Zwłaszcza niedziela przyniosła nam wiele emocji w postaci niemal 90 bonusowych minut.

Chronologia każe mi jednak rozpocząć od wydarzeń sobotnich. Tu niespodzianek nie było – awansowali ci, którzy powinni (wbrew tradycji turnieju). Reprezentacja Zambii, która okazuje się być czarnym koniem PNA 2012 nie dała szans Sudanowi. Ale nie oszukujmy się, podopieczni Mohameda Abdallah Mazdy mieli sporo szczęścia, że w ogóle znalazł się w najlepszej ósemce mistrzostw. Kolejny raz zabłysnęli Chris Katongo (imię zobowiązuje) oraz James Chamanga, którzy są główną siłą napędową swojego zespołu. Ciekaw jestem, co Miedziane Pociski będą w stanie osiągnąć dzięki nim.

Wieczorem na stadionie w Malabo współgospodarze turnieju, Gwinea Równikowa zmierzyła się z faworyzowaną drużyną Wybrzeża Kości Słoniowej. Słonie, podobnie jak Zambijczycy, pozbawili rywali złudzeń i bez większych kłopotów weszli do 1/2 finału. Bohaterem tego ćwierćfinału oczywiście Didier Drogba pomimo tego, że potrzebował „wstrząsu” w postaci nietrafionego karnego, ażeby rozkręcić się w tym spotkaniu. Mała pochwała dla Gwinejczyków za odwagę i próby walki przy jednobramkowej stracie. Jednak musiało się to tak skończyć tak, jak się skończyło…

Dzień później byliśmy świadkami dwóch dogrywek. Najpierw w meczu Gabończyków z Malijczykami. Przyznam szczerze, że nie stawiałem na drugich współgospodarzy, bo jednak Mali to Mali. Różnica poziomów (przynajmniej na papierze) jest. Jednakże na placu gry niespecjalnie było ją widać. W drugiej połowie, po bramce Mouloungui’ego poczynałem myśleć, że dawno nie mieliśmy żadnej niespodzianki, więc to była dobra pora. A jednak nie. Diabate uciszył rozpoczynający się piknik w Libreville.

Szkoda, że obie drużyny wolały trzymać się bliżej własnej bramki, niż atakować w dogrywce, ale oglądaliśmy za to ciekawy konkurs jedenastek. O awansie, a w tym przypadku raczej jego braku zadecydował jeden feralny strzał Pierre’a-Emericka Aubameyanga. Z jednej strony spodziewałem się samego roztrzygnięcia, ale okoliczności już nie. I jeszcze na dodatek zrobiło mi się szkoda Gabończyków. Wszystkich. Począwszy od piłkarzy, poprzez kibiców i w ogóle cały naród z prezydentem Ali Bongo Ondimbą na czele. Mimo tego, że awans do ćwierćfinału to jeden z największych sukcesów w historii piłki w tym kraju, to wiadomo, jak rosną apetyty, zwłaszcza na własnym terenie…

Najwięcej emocji miało pojawić się w ostatnim meczu pomiędzy Ghaną i Tunezją i faktycznie one były. Niestety, nie w takiej dawce, jakiej się spodziewano, a ponadto pojawiły się zarówno w wersji pozytywnej, jak i negatywnej. Początek należał do Czarnych Gwiazd, ale po bramce Mensaha jakby spoczęli na laurach. Może nie aż tak wyraźnie, lecz powoli dawali się rozegrać Tunezyjczykom, którzy wykorzystali to jeszcze przed przerwą.

Ładne widowisko trwało do ostatniego kwadransu 2. połowy. Potem już obie reprezentacje zaczęły się przygotowywać do dogrywki. Kto wie, jak by się wszystko dalej potoczyło, gdyby Jemaa nie był na spalonym i rozpoczął dodatkowe pół godziny od gola dla Orłów Kartaginy… W dalszej części nie było ich stać na tak dobre ataki. Spotkała ich za to kara w postaci fatalnego błędu bramkarza Aymena Mathlouthiego i straconej przez to bramki. Bramki, która pozbawiła ich prawa walki o półfinał. W drugiej części dogrywki puściły im nerwy i według mnie to dobrze, że w czwórce się nie znaleźli, bo tym zachowaniem na to nie zasłużyli.

Szykujemy się już na środowe półfinały, a te zapowiadają się wyśmienicie. Zambia, największe zaskoczenie tej edycji zagra z Ghaną. Faworytami będą ćwierćfinaliści ostatnich MŚ, ale – jak pokazał ich mecz 1/4 – miewają chwile słabości. Ponadto, mogą być nieco bardziej zmęczeni, bo raz – grali dzień później od rywali, dwa – grali dłużej o pół godziny. Czy to będzie miało wpływ na losy rywalizacji? Według mnie może, ale nie musi. Jeśli się chce zostać Mistrzem Afryki, to trzeba takim wyzwaniom sprostać.

Drugi półfinał (jaka szkoda, że tego samego dnia!) to starcie Wybrzeża Kości Słoniowej z Mali. W tym wypadku znacznie łatwiej wskazać pretendenta do gry o złoto, lecz – jak często podkreślam – w tym turnieju nie ma nic pewnego. No, może poza tym, że nie wygra Egipt, ale to wiadomo już było od kilku miesięcy. Nie pozbawiam szans Seydou Keity i jego kolegów, choć sądzę, iż będzie im ciężko.

Zostały już tylko cztery mecze, czyli trzy dni imprezy, a im bliżej finału, tym ciekawiej. Nie ukrywam, że liczę po cichu na Ghana – WKS o złoto, ale nauczyłem się, że w Afryce trzeba być bardzo ostrożnym z prognozami. Samo typowanie w scoremasterze idzie mi ciężko…

PS. Szkoda tylko, że frekwencja na meczach bez gospodarzy jest mizerna, jak na tę fazę. Nawet darmowe wejściówki na ćwierćfinał Ghany z Tunezją nie przyciągnęły tłumów. Nie muszę wspominać, iż gdybym tylko miał taką możliwość, to nie przepuściłbym takiej okazji i poszedł na stadion w Franceville…


 MUNDIAL ROSJA 2018 >>

TERMINARZ | DRABINKA | SKŁADY | GRUPY I WYNIKI

Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl