Indywidualista i altruista w jednym, czyli nowy wymiar geniuszu

To niewiarygodne, że natura złączyła w jednym ciele najdonioślejsze cechy indywidualisty i altruisty, tworząc spójną i zupełnie niepowtarzalną całość. Parafrazuję teraz naprawdę celną wypowiedź Deco, który kiedyś rozpływał się nad Leo Messim, opisując jego fenomen jako syntezę ponadprzeciętnych umiejętności wielu piłkarzy ze światowego topu. W rzeczy samej ten niepozorny chłopak wątłej postury to najdoskonalsza hybryda futbolowa na świecie, ale także najbardziej osobliwa. Cristiano Ronaldo to sęp pola karnego, natomiast Messi jest królem środkowej strefy boiska, mózgiem i duszą drużyny, a nade wszystko wybornym strzelcem. Obcując z geniuszem Leo Messiego przenosimy się we wcześniej zupełnie nieznany i absolutnie niezwykły piłkarski wymiar, Argentyńczyk swoją grą osiąga najwyższy poziom wyrafinowania, coś niedostępnego dla zwykłych śmiertelników. Ilekroć piszę o Messim, mam poczucie dumy z możliwości podziwiania diabelstw, jakie wyczynia z piłką. To wielki przywilej, że możemy ekscytować się cudownymi występami filigranowanego Argentyńczyka.

”Majestatyczny Messi” dziennik ”Marca” znowu epatuje patosem, jednak trzeba uderzać w podniosłe tony, jeśli widzimy geniusza miary Leo Messiego. W jego przypadku skala talentu jest wręcz niewiarygodna, a repertuar zagrań nieograniczony. Niektórzy starają się przekonywać niezorientowanych, że Barcelona odrodziła się jak Feniks z popiołów po okresie wielkiej smuty, dzięki temu, iż Luis Enrique wyposażył ją w nowe środki rażenia. Perfekcyjne kontrataki, odrobina pragmatyzmu i mistrzowskie wyrachowanie czynią z Barcy drużynę w stanie idealnym, jednak ta wszechstronność, jaką osiągnął z Katalończykami trener z Asturii prawdopodobnie zdałaby się na nic, gdyby Leo Messi nadal trwał w letargu. Na szczęście dla fanów Barcy Argentyńczyk wreszcie przełamał swój impas, po trzech latach dekadencji prezentuje swoją najlepszą wersję.

Barcelona zdobyła wczoraj swoje drugie trofeum w tym sezonie, mimo że to miał być sezon Realu Madryt, to właśnie Katalończycy są jego największymi beneficjentami. Zwycięstwo nad Athletic Bilbao w finale Copa del Rey było łatwe do przewidzenia, ale ten triumf na pewno zapadnie w pamięć wszystkim sympatykom futbolu, Leo Messi uświetnił ten mecz fenomenalną akcją, która jest dziś porównywana ze słynnym golem Diego Maradony strzelonym na jednym z mundiali. ”Mundo Deportivo” stworzyło nawet klasyfikację jego najpiękniejszych bramek, pojawiła się tam spektakularna szarża, jaką Messi wykonał przed kilkoma laty na Santiago Bernabeu, również gol strzelony Getafe, bardzo podobny do tego wczorajszego został tam umieszczony. W niniejszym zestawieniu znalazł się wreszcie także moment, kiedy Messi wykpił reprezentanta Niemiec Boatenga i dokończył dzieła, pokonując monumentalnego Manuela Neuera.

Ostatnim przystankiem w drodze po potrójną koronę będzie Berlin, gdzie Barcelona ma spointować swój wspaniały sezon najważniejszym trofeum, Puchar Europy ukoronuje pracę Luisa Enrique. Trener Barcelony wie, że tryplet to będzie osiągnięcie piekielnie trudne do powtórzenia, zatem należy dołożyć wszelkich starań, by przy tak świetnej sposobności, nie pogrzebać swoich szans na zapisanie się w historii futbolu złotymi zgłoskami. Z Messim będzie na pewno znacznie łatwiej.

Niejednokrotnie wspominałem już, że Messi uwielbia przeć w gąszcz nóg, wczoraj tak zdobył swojego bajecznego gola, nieraz ucieka się do dryblingów, natomiast Cristiano Ronaldo przestał się w nie wdawać dość dawno. On na piłkarskim boisku dogorywa, Leo Messi na nowo rozkwita. Zdaję sobie sprawę, że zapewne nie napisałem w tym tekście niczego niebanalnego, być może to nawet sztampa i parę truizmów, ale kilka zdań należało wyartykułować, wszak w uznaniu zasług Leo Messiego każdy ma obowiązek perorować najżarliwiej. Kto nie wciela się w rolę pochlebcy argentyńskiego fenomena albo ma nie po kolei w głowie, albo jest zacietrzewiony obłędną miłością do Portugalczyka Ronaldo.

Juventus będzie miał ciężkie życie z Messim, kiedyś Diego Simeone zdołał go zatrzymać, Lionela swego czasu zneutralizował także Jose Mourinho, ale nikt nie jest w stanie go uziemić dziś. Diego Maradona przekonuje, że strzelał ładniejsze gole od swego krajana, szkoda że nie ma honoru, by uznać wyższość własnego następcy.

Dla Messiego osiągnięcia indywidualne mają drugorzędne znaczenie, na pierwszy plan wysuwa się bowiem sukces drużyny. Cristiano Ronaldo ma teraz mnóstwo radości, ponieważ zdobył trofeum dla najlepszego strzelca, Leo ów laur jest niepotrzebny, on musi strzelać gole, ale nie ma chorobliwej żądzy trafiania do siatki. Jest snajperem co się zowie, jednak być może bardziej liczy się to, jak potrafi rozmontować linię obrony przeciwnika, wcielając się w rolę gracza określanego przez Hiszpanów mianem mediapunta, jego główny kontrkandydat w batalii o prymat na świecie Cristiano Ronaldo za rozgrywanie się nie zabiera, bo zwyczajnie tego nie umie, Leo wręcz przeciwnie, on w środku boiska bryluje, a jego gwiazda jaśnieje jeszcze mocniej. Xavi i Iniesta już stracili swój kunszt, więc Messi musi brać odpowiedzialność także za dystrybucję piłki. Zegarmistrzowska precyzja i niekonwencjonalne pomysły sprawiają, że wywiązuje się z tej dodatkowej roli znakomicie.

Stali czytelnicy bloga, a podobno tacy są, wiedzą, że spektrum tematyczne strony ostatnimi czasy jest wyraźnie zawężone, na przestrzeni wielu minionych tygodni, a może nawet miesięcy skupiałem się w głównej mierze na opiewaniu geniuszu Leo Messiego i wielkości Barcelony, moja uwagę zwracała także postawa Realu Madryt, być może dostałem lekkiego skrzywienia hiszpańskiego, ale dziś piłka hiszpańska rządzi na świecie. Sevilla stała się wręcz hegemonem w europejskich rozgrywkach, chodzi oczywiści mi teraz o zmagania w ramach Ligi Europy, niemniej sukces ten warto odnotować. Real w minionym sezonie grał naprawdę solidnie, ale chimeryczny charakter skłonił Florentino Pereza do podjęcia ruchu najbardziej radykalnego, nie wiem, czy zwolnienie Carlo Ancelottiego się Realowi opłaci, Carletto wytworzył na Santiago Bernabeu przyjazną atmosferę, natomiast Rafa Benitez słynie z technokratycznego podejścia do swoich piłkarzy, traktuje ich z góry, nie zważając na wszelkie inne okoliczności, każe im się w pełni koncentrować na futbolu, implementuje niesamowity rygor, Real mogą czekać złe czasy, ale piłka hiszpańska i tak pozostanie na szczycie, bo jakoś tak dziwnie się składa, że każdy sukces jednego z hiszpańskich kolosów w naszym mniemaniu wyznacza upadek drugiego. Jest to być może zbyt trywialne postrzeganie futbolowej rzeczywistości, tak czy owak Hiszpanie mają teraz najlepszą grupę eksportową pod słońcem, a przewodzi jej Barcelona ze swoim nieziemskim tercetem Messi-Suarez- Neymar, cała trójka zdobyła w tym sezonie łącznie 119 goli, pobiła tym samym rekord zabójczo skutecznego tridente Realu Madryt:Benzema-Cristiano-Higuain, ci panowie zdobyli o dwie bramki mniej. Kiedyś byliśmy pod wrażeniem totalnej dominacji Anglików na arenie międzynarodowej, dziś światem piłki zawładnęła Hiszpania, która w rozgrywkach europejskich daje czadu, ale na krajowym podwórku w minionym sezonie emocji także było pod dostatkiem.Leo Messi-radość.


pubsport.pl