Ivan jaki?

Może wydawać się trochę dziwnym skupiać się na rywalu, gdy Polacy właśnie rozbili mistrzów Europy, ale jednak niemoc Ivana Milijkovicia, zwanego do dziś Groźnym, to nowość i to ona była u mnie, nazwijmy to, najbardziej intrygującą obserwacją. Może dlatego, że nie było mi dane zobaczyć czwartego seta, kiedy to ponoć parkiet aż dymił…

Możemy czuć się mocni. Po pokonaniu Serbii nie będzie czczą przechwałką narzekanie, że potrzebowaliśmy do tego aż czterech partii. Prawda jest taka że w pierwszym secie graliśmy bez środkowych. I w ataku były błędy, i bloku zabrakło, nawet z zagrywki Możdżonek z Nowakowskim nie kąsali. Ale cóż – po raz setny powtórzę, że na tym turnieju można mieć chwile słabości, a nawet trzeba. Gra grą, liczy się tylko i wyłącznie wynik. Tym bardziej gdy już wiemy że naszych siatkarzy stać na grę na najwyższym poziomie. Właściwie możemy się cieszyć że pokonaliśmy bez straty punktu dwóch rywali predestynowanych do walki o podium. Tyle że pozostało nam jeszcze pięciu plus cztery ekipy które raczej liczyć się nie powinny, ale z nimi liczyć się trzeba – Azjaci i Egipt. Tak więc bez hurraoptymizmu, bez ekscytacji…, no dobra, ja już pękam od środka, ale wiem przynajmniej że nie powinienem. Pokonajmy jutro Argentynę, potem rozprawmy się z Iranem i gospodarzami, popatrzmy co tam reszta świata prezentuje i dopiero będzie można zacząć zastanawiać się nad myśleniem o hipotetycznym rozważaniu szans na podium. Mimo że prawie cała siatkarska Polska już dziś skacze z radości, zaś w jutrzejszej prasie znajdziemy pewnie rozpiskę korzystnych scenariuszy na resztę turnieju, które dadzą nam awans.

No i jeszcze wrócę do Ivana swojego czasu Groźnego. Pewnie przesadzam, pewnie jeszcze nie raz Milijković pokaże jak świetnym jest siatkarzem oraz kapitanem. Pal licho słabszą grę – zabrakło właśnie tej charyzmy, tego zebrania zespołu w garść i mocnego wstrząśnięcia. No i Serbii już nie było. Ale mam nadzieję, że sam Milijković, jak i cała Serbia, jeszcze się obudzą. Po dwóch porażkach na wstępie Mistrzowie Europy są lekko odsunięci od walki o najwyższe cele, więc mogą pourywać trochę punktów tym, którzy będą chcieli nam bruździć.

Puchar Świata w swojej prostocie jest tak złożony, że nie idzie nie wgłębiać się w pozostałe wyniki. I tak w kreowanym wczoraj przeze mnie na, obok starcie ekipy Anastasiego z Serbią, hit kolejki meczu Brazylia pokonała USA 3:1 i podobnie jak Polska ma 6 punktów i stosunek setów 6:1. Do tego klubu należy jeszcze Rosja, która dziś rozbiła Chińczyków. Najwięcej emocji przyniosło spotkanie Argentyny z Japonią zakończone zwycięstwem Latynosów 3:2. Oprócz oczywistej radości ze straty punktu naszych rywali, plusem dla nas może być też zmęczenie naszych jutrzejszych oponentów. Tym bardziej że dziś Argentyna grała w meczu „wieczornym”(tj. o 10:20 naszego czasu).

W zapowiedzi na jutro, obok meczu Polaków, wydarzeniem dnia będą zapewne spotkania Rosja-USA oraz Brazylia-Włochy. Ale co tam będę reklamował, i tak wszyscy będą w tym czasie siedzieć w pracy/szkole/na uczelni i co najwyżej gdy nauczyciel się obróci lub szef wyjdzie z gabinetu będzie można za pośrednictwem łączy internetowych spojrzeć szybko na suchy wynik.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl