Ja nadal nie wierzę, a to tak boli…

Jesteśmy poza Mistrzostwami Europy. Celem był awans do Kopenhagi, a tymczasem siatkarze nawet się nie pożegnają z kibicami przed wyjazdem, bo nie zagrają w ćwierćfinale. To bardzo boli, bo rozegraliśmy najlepszy mecz podczas turnieju, byliśmy bardzo blisko (2:0 w setach, a także 9:6 w tie-breaku) a i tak to nie wystarczyło, by wygrać.

Analizę meczu zacznę od pochwały dla Michała Winiarskiego, który nareszcie zagrał na swoim poziomie. Zaczął dobrze przyjmować, a także straszyć w ataku. Również będący z nim po przekątnej Bartek Kurek przypomniał, za co uwielbiają go miliony fanów siatkówki. Także Łukasz Żygadlo wybił się ponad przeciętność, do jakiej nas przyzwyczaił w tym roku. No i Grzegorz Bociek, który znalazł się w wyjściowej szóstce i wkładał tak dużo siły w swoje akcje, że przełamywał bułgarski blok czy obronę.

W ogóle miałem wrażenie, iż „biało-czerwona maszynka” funkcjonowała tak, jak należy. Zawodnicy grali z werwą, żyli na boisku. To nie były takie sztuczne krzyki, ale krzyki mające dać upust emocjom, które udzieliły się nam wszystkim. I siatkarzom, i kibicom, i komentatorom (oj było słychać jak panowie Swędrowski i Drzyzga cieszyli się z wygranych akcji w najważniejszych fragmentach setów) i wszystkim oglądającym mecz na ekranie telewizora. Nie wierzę, że dziś wieczorem nikt niczego nie krzyknął do telewizora!

Wracając do siatkówki, kolejny raz dała o sobie znać nasza tragiczna dyspozycja w zagrywce. Liczby nie kłamią – oddaliśmy 23 punkty Bułgarom tylko po serwisach w siatkę lub w aut. To niemal cały set. Tak nie może być. Jakkolwiek byśmy nie przyjmowali czy atakowali, bez tego elementu nic nie zrobimy. A nasze błędy mnożyły się od razu, seriami. Stąd te nasze przeklęte serie straconych punktów, m.in. w tie-breaku.

Mecze z Bułgarami zawsze są wielką siatkarską wojną, tak było i dzisiaj. Tyle, że my dawno takiego meczu nie graliśmy. Jak słusznie zauważył Rafał Stec, dla Boćka i Drzyzgi to były pierwsze tak ważne sety w ich karierach. Zrozumiem jeszcze jedną czy drugą czapę, ale nic nie tłumaczy aż 6 popsutych serwisów naszego atakującego.

Reprezentanci Bułgarii okazali się być dziś nie do zniszczenia. Dali nam wygrać małe bitwy, ale całej wojny nie. Gdyby to ode mnie zależało, nagrodę MVP rozdzieliłbym między trzech podopiecznych Camilio Placiego – Tsvetana Sokolova, Georgi Bratoeva i Todora Salparova. To w nich właśnie dostrzegam klucz, wedle którego Bułgarom udało się w tak satystakcjonujący dla nich, a dla nas bolesny sposób ograć reprezentację Polski.

Na tego pierwszego nie potrafiliśmy znaleźć recepty ani w przyjęciu serwisu ani w obronie jego atakow. Ten drugi rozrzucał niemiłosiernie nasz blok czym stwarzał ogromne możliwości dla skrzydłowych. A środkiem praktycznie nie grał, skoro to funkcjonowało. Z kolei ten trzeci, libero, bronił całe mnóstwo piłek, które przy wielu innych jego vis a vis spadłoby na parkiet.

Co teraz będzie? Przede wszystkim wielki niepokój o Mistrzostwa Świata, które już za rok. Członkowie PZPS otwarcie deklarowali, że celem dla siatkarzy, a przede wszystkim trenera Anastasiego na Eurovolley 2013 jest wyjazd do Kopenhagi. To zmierza jednoznacznie do decyzji o zmianie szkoleniowca. Przyznam szczerze, że nie potrafię obrać stanowiska w tej sprawie. Włoch jest naprawdę fantastyczny w swoim fachu i nie wszystko, co złe od Igrzysk w Londynie możemy zrzucić na niego. Z drugiej strony wydaje się, że wyczerpał kredyt zaufania. Lecz czy zmiana selekcjonera na nieco ponad 11 miesięcy przed najważniejszą imprezą w historii polskiej siatkówki dobrze wpłynie na kadrę? Trzeba na spokojnie rozważyć wszystkie za i przeciw, może nawet dopuścić do głosu samych siatkarzy. W końcu to oni wiedzą najlepiej, czy podobała im się współpraca.

Przyznam szczerze, iż gdy widziałem na tablicy wyników rezultat 2:0 dla Polski, nie wierzyłem jeszcze w awans. Nie docierało do mnie to, że tak łatwo moglibyśmy pokonać jednego z naszych odwiecznych rywali. To byłoby za piękne. Nie przypuszczałem jednak, że damy się pokonać w sposób najbardziej dramatyczny. Co by nie mówić, widowisko w Ergo Arenie było przednie. Szkoda tylko, że hala nie była wypełniona do końca, ale to już temat na inną okazję.

Aktualnie jest mi bardzo smutno. Najchętniej poryczałbym się razem z siatkarzami oraz milionami kibiców. I wykrzyczałbym całą złość z siebie, ale już nie dam rady, bo zaraz ktoś wezwie policję, że wydzieram się w środku nocy. Czy zasnę? Ciężko ocenić. Może zatem zakończę swoje rozważania „na gorąco”. Jeśli jeszcze przyjdzie mi ochota i czas, to bardzo chętnie spojrzę na tę sytuację z innej perspektywy, być może bardziej obiektywnej.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl