Jak stracić szacunek, czyli magiczne cukierki Bjoergen

Mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Oslo jeszcze się nie skończyły, ale można już bez cienia wątpliwości stwierdzić, która zawodniczka jest ich największą przegraną. Nie wszystko bowiem złoto co się świeci. Marit Bjoergen zdobyła dziś trzeci medal z najcenniejszego kruszcu, wygrywając bieg na 10 kilometrów „klasykiem”. Sukces nie jest jednak zbyt okazały, ponieważ w jej kategorii na starcie pojawiło się zaledwie kilka biegaczek. Praktycznie wszystkie były z Norwegii, a kategorię ową można nazwać „wielbicielki symbicortu”.

FIS, czyli Faktycznie Inne Standardy

Międzynarodowa Federacja Narciarska w stopę strzeliła sobie blisko dwa lata temu. Wówczas wydała pozwolenie na to, by Bjoergen zażywała leki znajdujące się na liście środków dopingujących. Paranoja? Nie dla włodarzy FIS-u. W 2009 roku odbywały się też Mistrzostwa Świata w Libercu. Norweżka, jeszcze wtedy bez swoich magicznych cukierków, na nich nie zaistniała. Później nagle wszystko się zmieniło. Zbyt długo śledzę poczynania sportowe w wielu dziedzinach, aby wierzyć, że istnieje w nich coś takiego jak zbieg okoliczności. W polskiej piłce też pewien pan twierdził, że zamknięta za korupcję osoba to tylko „jedna czarna owca”. A teraz zrobiło się z tego niezłe stadko.

Tonący brzytwy się chwyta

Kiedy bliżej przyjrzymy się karierze Bjoergen w oczy rzuca się pewna prawidłowość, a mianowicie coraz słabsza forma wraz z upływem lat. MŚ Val di Fiemme 2003 rok: 2 medale, MŚ Oberstdorf 2005 rok: 5 medali, MŚ Sapporo 2007 rok: 2 medale, MŚ Liberec 2009 rok: zero medali. Norweżka miała wówczas 29 lat i średnie perspektywy na przyszłość. Należało zatem „złapać się” ostatniej możliwości. Zwłaszcza, że droga na skróty zawsze jest niezwykle kusząca, a za następnym zakrętem widniały Igrzyska Olimpijskie w Vancouver. Tylko na co to wszystko? Dzisiaj słyszymy podważanie wiarygodności Bjoergen jako sportsmenki nie tylko z ust trenera Aleksandra Wierietielnego. Głośno dezaprobatę wyraża chociażby Petra Majdić oraz ekipa szwedzka. Pozostali jeszcze się wstrzymują ? do czasu. Sama zainteresowana bez skrępowania przyznała w wywiadzie, że symbicort poprawia jej wydolność o 20 procent.

Obronić sens sportu

Dziwny jest ten świat ? to wiedział już Czesław Niemen 44 lata temu. Minęło blisko pół wieku i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Biedna astmatyczka zamiast leczyć się i kurować w domowym zaciszu trzęsie światowymi biegami narciarskimi. Kto by pomyślał? Nie ona jednak zyskuje na tym najwięcej, a biegaczki, których dziwnym trafem astma nie dopadła. One stają w obronie sensu tej pięknej dyscypliny, którą są niewątpliwie biegi narciarskie. To Petra Majdić, powracająca po dramatycznym upadku na Olimpiadzie, to była mistrzyni świata Aino-Kaisa Saarinen, to wreszcie polska Królowa Nart Justyna Kowalczyk. Nic to, że są bez szans w starciu z dopalaczami Bjoergen. Dla prawdziwego kibica i tak pokonują ją, kiedy tylko staną na starcie.

Kamil Kurowski


pubsport.pl