Jaka liga, taki mistrz

Wisła Kraków od początku sezonu nie zachwyca. Fatalnie wygląda międzynarodowa defensywa, gra ofensywna bez Maora Meliksona też często praktycznie nie istnieje, zwłaszcza w starciach z w miarę uznanymi europejskimi markami.

Biała Gwiazda nie zachwyciła w eliminacjach do Ligi Mistrzów. To jeszcze jestem w stanie pojąć, w końcu przegrali z ekipą lepszą pod względem technicznym, czysto taktycznym, chociaż stylu w jakim oddali drugi mecz nie jestem w stanie pojąć. Mimo wszystko uważam, że do Champions League awansować się dało. Gdyby Wisła nie cofnęła się w rewanżowym meczu z Cypryjczykami po bramce Wilka, to może oglądalibyśmy teraz najważniejsze rozgrywki klubowe Starego Kontynentu właśnie z udziałem mistrza Polski. Może, gdyby Wisła nie cofała się do absolutnej defensywy, może gdyby przycisnęła ekipę z Cypru to byłoby inaczej. Ale to tylko gdybanie. Zostawiamy Champions League, bo to już daleko za nami.

Ale na krajowym podwórku też Biała Gwiazda nie czaruje. Nie ważne z kim gra. Ciężko jej się utrzymać przy piłce niedaleko pola karnego rywala. Nie ma gry na jeden kontakt, nie ma po dłuższym rozgrywaniu piłki nagłego przyśpieszenia gry. Gra Wisły jest strasznie przewidywalna, mozolna, wolna. A postawa linii defensywnej woła wręcz o pomstę do nieba. Jaliens robi błędy na poziomie trampkarza, Lameya większość skrzydłowych ogrywa jak chce(a zwłaszcza w europejskich pucharach), Chavez o ile jeszcze nie tak dawno był uważany za najlepszego defensora Wisły, o tyle teraz również jest bardzo słabym ogniwem. Wystarczyło na Chaveza spojrzeć w meczu z Odense. Byłem osobiście na tym spotkaniu w Krakowie i doskonale widziałem co robił z Honduraninem  brat słynnego Johna, Peter Utaka. Był dużo szybszy, silniejszy. Oprócz tego pamiętamy chyba co zrobił Osman, gdy gola numer trzy wbijał Wiśle rezerwowy Duńczyk, Rasmus Falk. Diaz też zawodzi. Wystarczy przypomnieć sobie Liteks i Brazylijczyka Toma. Wszyscy doskonale pamiętamy co robił gwiazdor bułgarskiej ekipy z Kostarykaninem.

Bardzo boli to, że mistrz Polski, drużyna, która powinna się wyróżniać na krajowym podwórku, powinna pokazywać klasę, męczy się z ligowymi średniakami typu Ruch Chorzów. Bramek Wisła nie zdobywa po ładnych, składnych akcjach(z wyjątkami). Większość goli to po prostu przebłysk jakiejś indywidualności. Czasem uda się jedno podanie czy wrzutka i akurat Biton wsadzi głowę. Tak właśnie Wisła zdobywa gola. Gra brzydko. Topornie. Na polską, niestety dość słabiutką Ekstraklasę to wystarcza, ale na Europę już nie.

Właśnie. Liga Europejska. Niestety, podopieczni Maaskanta mają już naprawdę małe, malutkie wręcz szanse na wyjście z grupy. Przegrali z teoretycznie najgorszą drużyną w grupie u siebie 1:3 (Odense), przegrali też na wyjeździe z dużo lepszą i bardziej uznaną ekipą 1:4 (Twente). Tam indywidualne umiejętności danych dwóch, trzech zawodników już nie wystarczają. W Lidze Europy trzeba być mocnym jako zespół. Trzeba tworzyć kolektyw. Wisła niestety takowym nie jest. Trzeba sobie powiedzieć wprost, szczerze, że niestety faza grupowa Ligi Europy to dla tak wyglądającej Wisły po prostu za wysokie progi. A szkoda, bo czwartkowe wieczory z LE na pewno były by milsze, gdyby Wisła wygrywała.

Tak obecnie wygląda sytuacja Białej Gwiazdy. Czyli krótko mówiąc: bardzo źle. A jutro kolejny trudny mecz, bo w Ekstraklasie na przeciw mistrza Polski stanie napędzona zwycięstwem z Hapoelem, Legia.

A więc pozostaje tylko powiedzieć: jaka liga, taki mistrz. Niestety.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl