Jest bardzo dobrze, mamy potencjał

Mało kto się spodziewał, iż po pierwszych trzech meczach będziemy mieli na swoim koncie trzy zwycięstwa. Ba, ktoż liczył, że pierwszą rundę zakończymy z kompletem punktów? Nasi siatkarze na razie miło nas zaskakują i pokonują naprawdę trudnych rywali Wśród naszych skalpów mamy Wicemistrzów Świata, czyli Kubańczyków, Mistrzów Europy – Serbów oraz drugą siłę Ameryki Południowej – Argentynę. Budujące, prawda?

Ale poukładajmy fakty po kolei – najpierw ograliśmy Serbię. Ta drużyna nam podobno leży, ale nigdy nie jest łatwo, bo do gry trzeba włożyć waleczność pochodzącą z samego serca. I taka przychodziła, ale niestety, jak by to powiedział Wojciech Drzyzga, „graliśmy falami”. Na szczęście przeciwnicy także, więc w tej „statystyce” jest remis.

Mniej graliśmy środkiem, bo Serbowie byli czujni na siatce, ale za to świetnie szło nam w polu zagrywki. Serwowaliśmy nie mocno, lecz technicznie. Aby potwierdzić moje słowa podeprę się statystyką punktów zdobytych po serwisie – najwięcej (3) Marcin Możdżonek, a wiemy, jak on wprowadza piłkę do gry…

Przez pierwsze dwa sety oglądaliśmy koncert gry Zbigniewa Bartmana i Ivana Miljkovicia. Nieważne, na której pozycji się znajdowali, potrafili skończyć nawet najtrudniejsze piłki. Dziwne, że później obaj już nie rzucali się tak w oczy, jak w pierwszej „połowie” spotkania. Serb, o którm na początku można powiedzieć: „klasa sama w sobie”, później zaczął się mylić, zatem takiego wniosku o nim nie wysnujemy. Na szczęście u nas rolę lidera przejął Michał Kubiak, a u Serbów nie bardzo kto miał tę rolę przejąć. Stanković? Nikić? Nie, w porównaniu z graczem Jastrzębskiego Węgla wypadli gorzej.

Z Bałkanami trzeba grać twardo i tak właśnie robiliśmy. Podopieczni Igora Kolakovicia też nie byli dłużni – oglądaliśmy 30 punktowych bloków rozłożonych niemal dokładnie po połowie dla każdej z ekip. Aby jeszcze podbudować się statystyką, to cieszy fakt, że 2 z 4 końcówek wygraliśmy i to znacznie. W pozostałych męczyliśmy się więcej, jedną przegraliśmy, lecz czasem chcemy, żeby Biało-Czerwoni dostarczyli nam trochę emocji, nie?

Wczoraj zmierzyliśmy się z Argentyną. Podobnie jak w meczu z Serbami, pierwszą partię przegraliśmy i nie ma o czym mówić. Ale potem już się obudziliśmy i siatkarze Javiera Webera zostali mocno przyćmieni. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że scenariusz meczu z Wicemistrzem Ameryki Południowej był bardzo zbliżony do tego z Mistrzami Europy?

Jestem pod wielkim wrażeniem Piotra Nowakowskiego. Choć nie od dziś wiem, że jest on nie dość, że bardzo wysoki, to jeszcze bardzo skoczny, to gdy zobaczyłem kilka ataków na niebotycznie wysokim zasięgu (foto z meczu z z Serbią, ale tam mało graliśmy środkiem, zdecydowanie częściej działo się to we wczorajszym spotkaniu) uznałem, że Piotrek ma szansę zostać najlepszym środkowym na świecie. A swoją drogą ciekawe, ile by skoczył wzwyż…

Kogo by tu nie wymienić z naszej drużyny, ten zasługuje na pochwały. Chciałbym móc tak pisać jak najczęściej. W tym miejscu podzielę się zatem refleksją odnośnie naszego składu. Mianowicie przez pierwsze 7 setów turnieju na ławce rezerwowych siedziała połowa pierwszego składu z Ligi Światowej! Nic, tylko się cieszyć!

Prawdopodobnie pierwsze zmęczenie dopadło Kubiaka i Zagumnego, ale ponieważ kadrę mamy dosyć wyrównaną, tym lepiej, że pograli sobie ci, którzy jeszcze nie mieli ku temu okazji. Co prawda nie wszyscy, ale na pewno jeszcze cała czternastka będzie miała okazję się pokazać. Cieszę się, że wszedł Łukasz Żygadło, z powodu, o którym pisałem wpis lub dwa temu.

Nareszcie pograł sobie Bartek Kurek. Można powiedzieć, że się pomału rozkręca, choć nie pełni roli niezbędnego filaru naszej reprezentacji, który zdobywał 20 punktów na mecz, jak to było w LŚ. Ja się z tego powodu cieszę, bo raz – sam Bartek jest odciążony, dwa – inni mają okazję zabłysnąć.

Gdyby wygrali Albicelestes (o ile wolno mówić w ten sposób o siatkarzach z Argentyny), to MIP zostałby Facundo Conte lub… Ivan Castellani. Ten pierwszy wiadomo, często gra na wysokim poziomie, natomiast syn Daniela Castellaniego zagrał bez kompleksów ani stresu. A jeśli one się pojawiły, to nie dał tego po sobie poznać. Dobrze, to się chwali!

Bałem się, że Argentyńczycy postawią nam poprzeczkę wyżej. Chyba po Serbach spodziewałem się tego samego. A może to my tak dobrze gramy? Nie jestem do końca pewien patrząc na dotychczas rozegrane spotkania przez te drużyny…

I na koniec ciekawostka. Na piękne pięciosetowe starcie Włochów z Brazylijczykami przyszło 5000 widzów. To drugi wynik w tym Pucharze Świata (na inaugurację Japończyków przybyło ponad 6000), a równolegle toczone spotkanie Japonia – Kuba śledziło na żywo niepełne 4400 osób. Może nie jest tak źle z japońskimi kibicami? Lecz te pustki i cisza na trybunach, gdy nie ma ich pupili nadal niepokoi…

Przed nami druga, dwudniowa minirunda. Zagramy z przeciwnikami z Azji – Iranem i Japonią (a w niedzielę jeszcze Chiny). Co tu dużo mówić, jeśli myślimy o biletach do Londynu, to musimy te spotkania wygrać za trzy punkty i basta. Ja wiem, że łatwo powiedzieć, zwłaszcza, że takie mecze są naprawdę trudne, ale chyba (niestety, a może i stety) zakładam różowe okulary…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl