Jest ciekawie w „grupie śmierci”

Za nami drugi dzień Mistrzostw Europy rozgrywanych na polskich i ukraińskich stadionach. Już jest bardzo ciekawie. Za nami pierwsza sensacja na tej imprezie – zwycięstwo Danii z faworyzowaną Holandią i pierwszy hit, w którym reprezentacja Niemiec pokonała Portugalię. Pora sobie ten drugi dzień ME podsumować.

Zacznę od spotkania, w którym „Oranje” mierzyli się z reprezentacją Danii. Od początku spotkania widać było, że to Holendrzy są lepiej wyszkoleni technicznie, że piłkarzy mają lepszych, w indywidualnych popisach skuteczniejszych. Stwarzali więcej sytuacji. Ich gra, owszem, długimi momentami pozostawiała wiele do życzenia, ale mieli oni po prostu pecha. Byli bardzo nieskuteczni, poczynając od Arjena Robbena, a na najlepszym snajperze minionego sezonu Premier League, Robinie Van Persie’m, kończąc.

Duńczycy nie mieli w swoim składzie wielkich indywidualności. Oni byli dzisiaj drużyną, która miała jeden, wspólny cel. Nie było miejsca na indywidualne popisy. Liczył się team.

Dobrze, spokojnie i często bardzo pewnie grała para duńskich stoperów – Simon Kjaer i Daniel Agger. Oczywiście, błędów się nie ustrzegli, ale to oni trzymali w ryzach tę defensywę, dowodzili nią, wiele interwencji mieli bardzo udanych i to dzięki nim, to zwycięstwo w ogóle było możliwe.

Bardzo dobrze grał Arjen Robben, który, tak jak wspominałem, był bardzo nieskuteczny, ale raz po raz stwarzał zagrożenie pod bramką Andersena. Był aktywny, w dryblingu skuteczny, mimo tego, że gdy on miał piłkę, to wokół niego gromadziło się co najmniej dwóch Duńczyków, gotowych mu przeszkodzić.

W podobnym kontekście można napisać o Sneijderze. Też był aktywny, kolegom potrafił wykreować naprawdę bardzo dobre sytuacje, czasami sam próbował strzelić bramkę. W pamięć zapadło mi jego jedno, naprawdę bardzo efektowne i piękne podanie. Była to 75 minuta, Wesley dograł fantastyczną piłkę z „fałsza” w kierunku Klaasa Jana Huntelaara, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Szkoda tylko, że mimo tego, że napastnik Schalke przyjął piłkę znakomicie, to nie zdołał wykorzystać tej świetnej sytuacji.

Dzisiaj nie popisał się ten, który zwykle świeci od swoich boiskowych kolegów znacznie jaśniej.  Miniony sezon w Premier League może zaliczyć do bardzo udanych, w ostatnich latach zapracował sobie na opinię jednego z najlepszych napastników na świecie. Robin Van Persie, bo o nim tu mowa, choć do wielu sytuacji dochodził, to nie potrafił ich wykorzystać. A to w doskonałej sytuacji piłkę źle przyjął i nic z tego nie wyszło, a to główkował niewiele ponad bramką, a to spudłował  z zaledwie dziesięciu metrów.  Była jednak też jasna strona jego występu – był, podobnie jak Robben, Sneijder i Afellay, w ofensywie bardzo groźny. Aktywny. Ale co z tego, skoro  to on, jako jedyny napastnik, ma obowiązek chociaż jedną z tak licznych okazji wykorzystać.

Spotkanie było dla oka kibica bardzo miłe. Ciekawe. Płynne. Wielu fauli nie oglądaliśmy, sytuacji za to było sporo. Jednym zdaniem: było co oglądać!

Drugie dzisiejsze spotkanie było zapowiadane jako wielki hit. Niemcy podejmowały reprezentację Portugalii. Wspaniałego widowiska jednak nie oglądaliśmy. Defensywy obu drużyn ustawione były głęboko, ani podopieczni Paulo Bento, ani piłkarze Joachima Loewa, nie chcieli się odkryć.

Niemcy w przekroju całego spotkania mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale bardzo niewiele z niej wynikało. Nie było ruchu bez piłki, wyjścia na pozycję. Grali nasi zachodni sąsiedzi bardzo statycznie. Nie przypominała ta ekipa tej z RPA, kiedy to grała ona futbol widowiskowy, techniczny, efektowny i efektywny zarazem.  Dzisiaj tego nie widzieliśmy. Ale był wynik, a o to przede wszystkim niemieckim kibicom przecież chodzi…..

Portugalia lepsza nie była. Ba, była znacznie gorsza. Od początku nastawiała się na grę z kontrataku, a jak ten szybki atak zdołała wyprowadzić, to brakowało w nim trochę ludzi, ponieważ Portugalczycy atakowali bardzo małą liczbą zawodników. Zdecydowanie za małą, by dzisiaj, bardzo twardej i pewnej  niemieckiej defensywie zagrozić. Podopieczni Bento do ataku zebrali się dopiero w samej końcówce, kiedy już przegrywali, a Niemcy bronili się znacznie większą liczbą zawodników.

Najjaśniejszym punktem dzisiejszego wieczoru był, moim zdaniem, Mesut Oezil. Podchodził pod grę, futbolówkę rozgrywał dokładnie, popisał się kilkoma bardzo ciekawymi, niekonwencjonalnymi zagraniami. Widać było u niego technikę, przegląd pola. Pracuje Niemiec z tureckimi korzeniami na miano jednego z najlepszych playmakerów na świecie.

Jedyną bramkę strzelił Mario Gomez, który znowu przez cały czas trwania spotkania nie wyróżniał się niczym szczególnym. Nie czarował. Ale to jest właśnie taki typ napastnika: często długimi momentami niewidoczny, nieaktywny, ale potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, mieć jedną sytuację w trakcie spotkania i strzelić bramkę.

W pierwszej połowie zupełnie niewidoczni byli portugalscy skrzydłowi – Cristiano Ronaldo i Nani. To w nich miała tkwić siła portugalskiej kadry, a tymczasem w pierwszej połowie nie pokazali zupełnie nic. W drugiej części gry było znacznie lepiej. Do CR7 było kierowanych znacznie więcej podań, a ten potrafił pod bramką Neuera stworzyć spore zagrożenie. Groźnie uderzał, dwukrotnie wyprowadził partnerów do świetnej sytuacji. A Nani szczególnie mnie nie przekonał, po nim spodziewałem się znacznie więcej. Liczyłem na to, że będzie częściej brał grę na siebie, stwarzał trochę więcej sytuacji zarówno partnerom, jak i sobie. Możliwości ku temu na pewno ma.

Mecz w dużą ilość sytuacji nie obfitował. Tak jak wspominałem, obie drużyny nie chciały się odkryć. Zaryzykować.

W grupie B, nazywanej zresztą „grupą śmierci” już po pierwszych spotkaniach powstała bardzo interesująca sytuacja. Dania, czyli ekipa teoretycznie w tej grupie najsłabsza, nieoczekiwanie zwyciężyła bardzo mocną Holandię. „Oranje” muszą koniecznie wygrać w następnym, bardzo ciężkim spotkaniu z Niemcami, bo inaczej będą mogli się już z polsko – ukraińskim turniejem pożegnać. Czuję, że sytuacja w tej grupie zmieni nam się jeszcze kilkukrotnie, a losy awansu będą liczyły się do ostatnich minut spotkań, które o awansie z grupy mają ostatecznie rozstrzygnąć.

Minęły dopiero dwa dni tej imprezy. Zaledwie cztery mecze na za nami. Ale my, kibice futbolu, poczęstowani zostaliśmy już potężną dawką emocji. Już jest ciekawie. Miejmy tylko nadzieję, że polscy piłkarze nam ten turniej jeszcze bardziej umilą.

 


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl