Jest progres

Jest okres letni. My, w tym czasie pasjonujemy się transferami, pierwszymi meczami nowego sezonu Ekstraklasy i innych lig europejskich. Jednak w tym okresie, kibicom polskiej piłki, na pierwszy plan schodzi postawa naszych drużyn w europejskich pucharach.

Ostatnie lata upłynęły pod znakiem kompromitacji z drużynami z Kazachstanu i Estonii, męczarni z ekipami z Azerbejdżanu i Malty. Zawsze przed nowym sezonem są wielkie oczekiwania dotyczące postawy polskich zespołów w europejskich pucharach. Jednak ostatnio kończy się to różnego rodzaju kompromitacjami, porażkami. Nasz honor w ostatnich latach ratuje tylko i wyłącznie Lech Poznań, chociaż my, przed rokiem wcale nie byliśmy tacy zadowoleni z postawy ówczesnego mistrza Polski. W drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, Lech dopiero po karnych ograł azerski Inter Baku. W trzeciej rundzie „Kolejorz” już poległ w dwumeczu ze Spartą Praga. Klasę, Poznaniacy zaczęli pokazywać dopiero w Lidze Europejskiej.

Wisła przed rokiem również się skompromitowała, nie dając rady azerskiemu Karabachowi. A Ruch? A Ruch najpierw męczył się z grajkami z Kazachstanu, potem z trudem(bo po dwóch remisach i tylko dzięki bramce na wyjeździe) wyszarpał awans z kopaczami ze słabiutkiej piłkarsko Malty. Nie dała mu szans Austria Wiedeń, która przed rokiem wcale wielkiego futbolu nie grała. Od Jagiellonii przed rokiem wiele nie wymagaliśmy i zgodnie z przewidywaniami Białostoczanie, odpadli z Arisem Saloniki w trzeciej rundzie el. Ligi Europejskiej. Mimo to, dali nam pewne powody do zadowolenia, będąc równorzędnym rywalem dla Greków.

Przed tym sezonem były jeszcze większe oczekiwania, bo w końcu to jest sezon, który kończą Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie. Przydałoby się jeszcze pokazać w Europie, chociażby dlatego, żeby kibice przyjeżdżający na Euro do Polski nie mówili, że jadą do niezwykle przeciętnego piłkarsko kraju. Żeby Ci kibice wiedzieli, że w Polsce też w piłkę się grać potrafi. Wszyscy przestrzegali piłkarzy i trenerów Wisły, Legii, Śląska i Jagiellonii żeby nie lekceważyć rywali. Pod żadnym pozorem. Żeby na sto procent być przygotowanym, już na pierwszy pucharowy mecz. Jednak już na początku lipca upokorzona została Jagiellonia, ulegając przeciętnej drużynie z Kazachstanu. Jednym słowem: kompromitacja. Niestety, po raz kolejny musieliśmy powtarzać to słowo, przy okazji meczów polskich ekip w europejskich pucharach.

Zaskoczył jednak Śląsk…. pozytywnie. Orest Lenczyk, z drużyny, która w lidze grała głównie z kontrataku, z drużyny, która nastawiona była przede wszystkim na to by nie stracić gola, potrafił sklecić ekipę, która w starciach z takimi ekipami jak Dundee, czy Lokomotiv Sofia, potrafi długo utrzymywać się przy piłce. Potrafi stworzyć sobie sytuację, gdy gra atakiem pozycyjnym. I tak Śląsk szybko przeskoczył dwie rundy i awansował do czwartej rundy el. Ligi Europy.

Legia w meczu z Gazientepsporem grą może nie porywała, ale jednak awansowała do kolejnej, już ostatniej, czwartej rundy eliminacji Ligi Europy.

Z kolei Wisła, swoimi czteroma zwycięstwami, w czterech meczach eliminacji Ligi Mistrzów dała nam olbrzymią nadzieję na awans do tej wymarzonej Champions League. Teraz, to już trzeba zrobić tylko malutki kroczek. Malutki, ale jednak zarazem duży, bo Apoel Nikozja rywalem anonimowym nie jest, ale na pewno dla mistrzów Polski jest to drużyna do przejścia.

Oczywiście wielkie brawa należą się holenderskiemu duetowi, Robert Maaskant – Stan Valckx. Ten pierwszy, potrafił należycie przygotować drużynę, nastawić, swoim podopiecznym wybił z głowy jakiekolwiek lekceważenie rywali. To jest trener, który potrafi zwrócić na siebie uwagę mediów, odciągnąć ją od piłkarzy, dać w ten sposób trochę więcej luzu psychicznego zawodnikom. Z kolei Stan Valckx jest dyrektorem sportowym, jakiego jeszcze dawno w Polsce nie było. Inaczej. Takiego dyrektora sportowego jeszcze nigdy w Polsce nie było. Z rynkiem jest obeznany wspaniale. Ściąga piłkarzy świetnych, jak na polskie warunki, a mimo to mało kosztujących. Wynalazł znakomitego, jak na polską ekstraklasę, Maora Meliksona. Oczywiście za niewielkie pieniądze, jak na klasę piłkarską. Świetnie trafił z Genkovem, Pareiko, Ilievem, a zaraz może okazać się, że i z Lameyem, Nunezem i Bittonem, ewentualnie z Jovanoviciem. Solidnym wzmocnieniem okazał się doświadczony holenderski środkowy obrońca, Kew Jaliens. Praktycznie ani jednego kompletnie nieudanego, nietrafionego ruchu transferowego, ze strony Holendra.

Teraz wychodzi na to, że mamy dwa zespoły w czwartej rundzie el. Ligi Europejskiej i jeden w czwartej rundzie el. Ligi Mistrzów. Tak pozytywnie już dawno nie było. Oczywiście może się to jeszcze skończyć rozczarowaniem. Jednak miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Jest zresztą nie tylko nadzieja, ale są także podstawy by myśleć chociaż o jednym zespole w fazie grupowej LM i jednym w fazie grupowej LE. Zatem można chyba mówić o progresie w porównaniu do poprzednich lat.

Jednak mimo to, dopiero teraz zaczyna się bardzo poważny sprawdzian dla naszego europejskiego tria.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl