Jeszcze Polska nie zginęła

 Wczorajsze spotkanie polskich piłkarzy z reprezentacją Rosji wywoływało ogromne emocje. Większości polskich kibiców serce prawie wysiadło. Ja również chyba przeżywałem ten mecz najbardziej w życiu,  on nawet zwykłego, niedzielnego kibica wciągał niesamowicie. Wielkiego happy end’u nie było, ale remis chyba możemy przyjąć z dużym optymizmem przed sobotnim, tym najistotniejszym, spotkaniem z Czechami.

Cieszy mnie bardzo, że Smuda nie ustawił zespołu wysoko,  ofensywnie, bo chyba wiemy, na przykładzie spotkania Rosja – Czechy, jakby to się skończyło. Prostopadłe piłki – wielka siła Rosjan, wczoraj dzięki odpowiedniemu ustawieniu, nie były dla nas postrachem. Brakowało mi tylko agresji w środku boiska, szybszego wyjścia z kontratakiem i przede wszystkim, większej liczby zawodników uczestniczących w szybkich ofensywnych akcjach kadry Smudy .

Przyznam szczerze, że po bramce dla Rosji, moja wiara w naszą reprezentację  znacząco spadła. Wtedy nie widzieliśmy Polski agresywnej, walczącej ze „Sborną” na śmierć i życie. Widzieliśmy za to różnice w kulturze gry, widzieliśmy polskich piłkarzy coraz bardziej zmęczonych, atakujących rosyjską bramkę coraz rzadziej i z coraz mniejszym impetem.  W pierwszej połowie podopieczni Advocaata może nie stwarzali sobie stuprocentowych okazji, ale liczba ich stałych fragmentów gry była bardzo duża, po dwudziestu pięciu, trzydziestu minutach, Rosjanie widowisko zdecydowanie zdominowali. Dopiero druga połowa i gol Błaszczykowskiego wszystko zmieniły.

Druga część gry to była już prawdziwa wojna. Walka, nieustępliwość, determinacja  – to widzieliśmy z obu stron. Pod koniec spotkania piłkarze obu drużyn byli już wyraźnie zmęczeni, niektórzy grajkowie wręcz słaniali się na nogach. Brakowało mi tylko jeszcze większej agresji na piłkę w drugiej połowie. Jeszcze szybszych ataków i przede wszystkim, więcej liczby zawodników pomagających Lewemu. Był taki moment, okolice 75 minuty gry, gdy Rosję naprawdę mogliśmy dobić, bo zaczęliśmy dominować, a piłkarze „Sbornej” wydawali się już niezdolni do agresywnego odbioru piłki, wysokiego pressingu. Ale właśnie wtedy zabrakło wychodzenia do ataku większą liczbą zawodników, zabrakło pomocy osamotnionemu Lewandowskiemu. Bardzo znamienny obrazek – długa piłka w kierunku zupełnie samego Roberta, wokół niego czterech ludzi Advocaata,  w tym dwóch wieżowców na środku defensywy i co ten Lewy ma zrobić? I tak zrobił wiele. Nawet bardzo wiele. Walczył z  obrońcami niesamowicie, faulowany był bardzo często, atakowany ze wszystkich stron był bardzo ostro, ale mimo tego wiele razy piłkę zdołał przyjąć, utrzymać, rozegrać. Napastnik BVB już jest napastnikiem klasy światowej, wczoraj po raz kolejny to pokazał.

Wielki szacunek należy się naszej parze środkowych obrońców. Oni robotę chyba mieli najtrudniejszą. Siłą Rosjan są ich prostopadłe piłki, w tym są najmocniejsi.  Wasilewski i Perquis zdecydowanie do sprinterów nie należą, w przypadku Perquisa po prostu można powiedzieć, że jest to zawodnik stosunkowo wolny, a na  prostopadłe piły czekali szybcy rosyjscy napastnicy. Jednak Damien i Wasyl spisywali się naprawdę dobrze, piłki umiejętnie przecinali, często bardzo dobrze się ustawiali (nie podchodzili zbyt wysoko, na szczęście), choć ich parametry szybkościowe mogły wskazywać na to, że Rosjanie znowu pokażą swoją najsilniejszą broń.  Owszem, nasi środkowi obrońcy też swoje błędy popełnili, bez konsekwencji, na szczęście. Ale ogólnie spisywali się bardzo poprawnie i za to spotkanie niewątpliwie należą im się brawa.

Dobre spotkanie rozegrał Eugen Polański. Myślałem, że to Murawski będzie tym najbardziej wysuniętym z tego środkowego, defensywnie grającego tria w środku pola, tymczasem to właśnie gracz FSV Mainz pod pole karne Małafiejewa zapędzał się z tej trójki najczęściej, piłkę próbował rozgrywać. W odbiorze też był dość skuteczny, piłkarze Advocaata mieli  z jego minięciem spore problemy.

No i ta bramka Kuby – kapitalna.  Fenomenalne uderzenie, warto dodać, że z dużo słabszej u Błaszczykowskiego, lewej nogi. Kuba nie grał od początku porywająco, nie był motorem napędowym, ale tą bramką pokazał, ile znaczy dla polskiego zespołu; jak istotnym jest zawodnikiem.

Gorzej za to zagrali nasi boczni defensorzy – Łukasz Piszczek i Sebastian Boenisch. Po nowym nabytku Stuttgartu wiele się spodziewać nie mogliśmy, bo jak ma umiejętności ku temu, by na Euro grać, tak jego forma pozostawia bardzo dużo do życzenia. Wczoraj popełnił  kilka poważnych błędów w defensywie. W drugiej połowie próbował robić coś więcej w ofensywie, udał mu się jeden bardzo fajny rajd z piłką, zabrakło tylko celnego uderzenia na bramkę.

Piszczek z kolei to już piłkarz klasy co najmniej europejskiej – od niego trzeba wymagać. To, co pokazuje w Borussi mówi samo za siebie. A na Euro,  poza początkową fazą meczu z Grecją, nie czaruje. W ofensywie zbyt aktywny nie jest. Wczoraj zdarzało się, że Arszawin radził sobie z nim bardzo dobrze,  potrafił naszego bocznego obrońcę przedrylować.

Teraz czas na spotkanie z Czechami. Decydujące spotkanie. Trzeba wierzyć, że polscy piłkarze zdołają naszych południowych sąsiadów pokonać, bo tylko to gwarantuje nam wyjście z grupy. Smuda powinien, rzecz jasna, naszą reprezentację nastawić ofensywniej niż w meczu z Rosją, ale także nie za wysoko, bowiem Czesi również bardzo często stwarzają sobie sytuacje po prostopadłych piłkach między defensorów, potrafią wyprowadzić kontratak. To nie będzie łatwy mecz, ale mam nadzieję, że dla naszych kadrowiczów ostatecznie szczęśliwy.

 


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl