Justyna Kowalczyk, ostatnia sprawiedliwa?

Po tym jak Justyna Kowalczyk wycofała się z Tour de Ski zaśmierdziało bardzo poważnym kryzysem w świecie biegów narciarskich.

Wycofanie się z Tour de Ski jego czterokrotnej triumfatorki (do tego z rzędu, w latach 2010-2013) to największy cios jaki mógł spotkać kibiców biegów narciarskich oraz tych, którzy zarządzają tą dyscypliną, czyli FIS. Czy to Justyna Kowalczyk ma problem z FIS-em? A może to FIS ma problem sam ze sobą? Zmieniając zasady gry tuż przed startem tej prestiżowej imprezy ci ludzie skompromitowali się całkowicie. Czy w Tour de Ski, którego celem od samego początku miało być wyłanianie najwszechstronniejszych biegaczy świata może być taka dysproporcja pomiędzy klasykiem (tylko dwa etapy) a łyżwą (aż pięć etapów)? I wcale nie chodzi o to, że to nie jest po myśli Justyny (nawet dziecko wie, że klasyk to zdecydowanie mocniejsza strona Polki), tylko o to, że protestować przeciwko tak skandalicznym zmianom powinien każdy biegacz, dla którego sprawiedliwość i równość szans w sporcie są nadrzędnymi wartościami.

Kowalczyk sprzedała bardzo mocnego kopniaka FIS-owi, który wykazał się niesłychaną wręcz nieudolnością. Świat biegów narciarskich już nie będzie taki sam. Justyna pokazała tym ludziom, że nie mają monopolu na rację i zawodnicy nie muszą się zgadzać na wszystkie niespodzianki, jakie im zafundują. Sezon 2006/2007 – osiem etapów (3 klasyk + 4 łyżwa + 1 łączony), w tym dwa sprinty, sezon 2007/2008 – osiem etapów (3 klasyk + 5 łyżwa), w tym dwa sprinty, sezon 2008/2009 – siedem etapów (4 klasyk + 3 łyżwa), w tym jeden sprint, sezon 2009/2010 – osiem etapów (4 klasyk + 4 łyżwa), w tym dwa sprinty, sezon 2010/2011 – osiem etapów (4 klasyk + 3 łyżwa + 1 łączony), w tym dwa sprinty, sezon 2011/2012 – dziewięć etapów (4 klasyk + 4 łyżwa + 1 łączony), w tym dwa sprinty, sezon 2012/2013 – siedem etapów (3 klasyk + 4 dowolny), w tym jeden sprint. I wreszcie sezon 2013/2014, w którym mamy podział 2 klasyk + 5 łyżwa, w tym dwa sprinty.

Że zamiast biegu na dochodzenie (niedziela 29 grudnia) wprowadzono w Oberhofie sprint z uwagi na brak śniegu można jeszcze zrozumieć, ale dlaczego styl dowolny, a nie klasyczny? Przecież trasy do klasyka w takiej sytuacji jest łatwiej przygotować. A jeśli w Oberhofie styl dowolny to dlaczego w Lenzerheide nie zmieniono na klasyczny? „Nie, bo nie” albo „bo będzie nudno”. Wieje nudą w tym Tour de Ski i Justyna miała rację, że nie warto tego Touru oglądać. Nie ma w nim nie tylko Kowalczyk, ale także Randall, Kalli, Clogony, Hellnera! Oesberg, Hermann, Caldwell. Nie ma już także Bjoergen, która wycofała się z powodu rzekomej gorączki. Epizod w postaci trzeciego miejsca Sylwii Jaśkowiec oczywiście cieszy, ale niewiele tutaj zmienia – tegoroczny Tour de Ski pozbawiony jest prestiżu.

Działacze FIS-u powinni stawać na głowie, aby coś zrobić z tak jawną niesprawiedliwością, ale oni woleli zamieść sprawę pod dywan, stawiając zawodników przed faktem dokonanym. Nie spodziewali się jednak, że baba z jajami z Polski się uprze i na znak protestu przeciwko łamaniu zasad zbojkotuje całą imprezę. Jeśli wyrównywanie szans jest nudne to znaczy, że ludzie zarządzający biegami narciarskimi niszczą tę wspaniałą dyscyplinę. I kto by pomyślał, że akurat w tej sprawie słownie poprze ją Peter Northug, który wiele razy niezbyt miło wypowiadał się o Justynie, choć właściwie można się było tego spodziewać. Można Northuga nie lubić, ale trzeba go szanować za to, że walczy zawsze o dobro biegów narciarskich i sprzeciwia się łamaniu pewnych zasad.

Jestem przekonany, że awantura wywołana przez Justynę będzie miała jednak pozytywny wpływ na przyszłość Tour de Ski. Organizatorzy takiego błędu już nie popełnią i nie narażą się na utratę jednej z największych gwiazd współczesnych biegów narciarskich, która od kilku już sezonów razem z Marit Bjoergen ciągnie ten dosyć kruchy wózek (przynajmniej jeśli chodzi o biegi kobiet). TdS 2013/2014 nazwałem Tour de Free, jeszcze piękniej to określił Aleksander Wierietielny, Tour de Skate. Nie wiem kogo ma wyłonić ósma odsłona Touru, ale na pewno nie najwszechstronniejszych biegaczy. Nie wiem czy wszystko zostało ustawione tak, by Marit w końcu sięgnęła po upragniony triumf w Tour de Ski (jak widać nie, skoro się wycofała).

Wiem jedno, wobec notorycznych wycofań się z imprezy Bjoergen nie było takiego smrodu w Norwegii, jak to ma miejsce w przypadku Justyny w Polsce (masa krytycznych komentarzy w internecie, a do pieca dołożył Paweł Zarzeczny – nie wiem czy jeszcze go można nazywać dziennikarzem). Z drugiej strony Kowalczyk zyskała uznanie sporej części rodzimych kibiców, którzy zaciekle jej bronią przed krytykami oraz kibiców nawet w Norwegii za to, że zbuntowała się przeciwko FIS-owi w słusznej sprawie, udowadniając, że nie tylko kasa się liczy się w tym sporcie. Dyrektor biegów narciarskich z ramienia FIS Pierre Mignerey o decyzji Kowalczyk powiedział: „To jest po prostu głupie”. Głupie to jest to, że tak nieelastyczni i niezorganizowani, nieprzygotowani na przeciwności losu (czyli nieprzychylne warunki atmosferyczne) ludzie mają wpływ na kształtowanie oblicza biegów narciarskich na świecie.

Czy Justyna jest ostatnią sprawiedliwą w świecie biegów narciarskich? To chyba zbyt daleko idące stwierdzenie, ale na pewno jest jedyną, która nie boi się tak otwarcie wyrażać swoich racji. Wśród mężczyzn jest to Peter Northug, ale on w tym póki co jest w słabszej formie, więc tej i mniej zabiera głos. Dziewczyna z Kasiny Wielkiej nigdy nie dała i nigdy nie da się zamknąć w marketingowe ramy. Gdy z czymś się nie zgadza otwarcie o tym mówi, broniąc swoich racji do upadłego. I dlatego ją bardzo lubię i szanuję, bo w całym świecie współczesnego sportu jest tak niewiele ludzi, z których ust nie wylewa się PR. Niedobrze mi się robi, gdy słucham sportowców, którzy ostro ugryzą się w język nim powiedzą coś więcej niż im wolno (szczególnie tenisistów się to tyczy). Justyna nie dba o marketingowy wizerunek i takim ludziom idących pod prąd, walczących z jawną niesprawiedliwością, należy się największe uznanie, szczególnie gdy jest się mocnym nie tylko w gębie.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek

Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.

http://sportowapublicystyka.blox.pl