Kasa to nie wszystko

Robert Lewandowski – najlepszy polski piłkarz, gwiazda już według wielu na skalę co najmniej europejską. Napastnik kompletny. Grajek od czasów Bońka w polskiej rzeczywistości najwybitniejszy. Najpewniej już zaraz przygarnie go Manchester United albo inna Barcelona, a tam świecił będzie jeszcze jaśniej niż na dortmundzkim Signal Iduna Park.

Tak, nieraz słyszeliśmy tego typu teksty, mówiące o tym, że mamy w Niemczech gracza wybitnego. I rzeczywiście, Lewy jest bez wątpienia zawodnikiem wysokiej klasy, może do Bońka mu jeszcze trochę brakuje, ale ma  perspektywy ku temu, by grać nawet na jego poziomie. Bardzo imponuje mi swoją grą. Tą umiejętnością zastawienia, kapitalną techniką użytkową jaką nasz snajper dysponuje. Dawno nie widziałem w Polsce takiego piłkarza. Naprawdę. Jednak zaczynam się nieco o naszą „dziewiątkę” z Dortmundu martwić, może nie samą formą, choć ta także jest przeciętna, co jego oczekiwaniami dotyczącymi nowego kontraktu i ewentualnymi przenosinami do innego, jeszcze większego niż BVB klubu.

Odnoszę wrażenie, że Robertowi się troszeczkę zaczyna przewracać w głowie. Ok, poprzedni sezon miał wspaniały, wypromował się,  został jednym z najlepszych strzelców Bundesligi. Zaczęto mówić o zainteresowaniu wielkich klubów. Odejście Roberta z Dortmundu tej zimy czy może nawet następnego lata to byłby, według mnie, duży błąd. Lewy zagrał super sezon, ale niech swój wynik z minionej kampanii poprawi albo chociaż powtórzy. W Manchesterze czy Chelsea, nie łudźmy się, na ten moment prawdopodobnie grzałby ławkę rezerwowych, a więc co z tego, że zarabiałby więcej, skoro to najpewniej zahamowałoby rozwój naszego napastnika. A Borussia to jest idealne miejsce do rozwoju: klub inwestujący w młodzież, z kapitalnym trenerem, grający fajną, ciekawą, ofensywną i atrakcyjną dla kibiców piłkę. Ciągle się rozwijający. Dwa z rzędu Mistrzostwa Niemiec – to już jest coś. W Lidze Mistrzów w zeszłym sezonie było słabo, ale wcale się nie zdziwię jak w tym roku BVB napsuje bardzo wiele krwi hegemonom, Realowi i Manchesterowi City. Nie twierdzę, że nie należy podejmować kolejnych wyzwań, wręcz przeciwnie, ale wydaje mi się, że przechodząc już w najbliższym czasie do drużyny z tej najściślejszej światowej czołówki Robert rzuciłby się na zbyt głęboką wodę, na której utrzymanie się mogłoby mu sprawić bardzo wiele problemów.

Jednak widać, że reprezentant Polski nie do końca chce zostać w Dortmundzie. Słyszeliśmy te wszystkie wypowiedzi typu: „Bayernowi się nie odmawia” etc. Kto wie, czy gdyby Watzke powiedział, że Lewego za godną sumę może sprzedać, to nasz snajper nadal grałby w Borussi? Śmiem wątpić.

Następna sprawa to żądania finansowe Lewego. Zarabia 1,5 mln euro, Borussia oferuje mu podwyżkę do 3 mln euro (stuprocentowa podwyżka, mogłoby się wydawać – nic, tylko podpisywać). Ale nie, Lewandowskiemu to nie wystarcza, on chce 5 milionów. No i tu mały apel do Lewego: na zarabianie takiej kasy jeszcze przyjdzie czas, tego typu stawki zarezerwowane są dla najlepszych (dla przykładu, Oezil zarabia w REALU MADRYT niewiele ponad 5 mln.) A chyba Robertowi jeszcze trochę do fantastycznego rozgrywającego reprezentacji Niemiec brakuje, nieprawdaż?

Swoje w sprawie naszego napastnika robi również Cezary Kucharski, jego menedżer. To przecież on nierzadko mówił o ewentualnych przenosinach Roberta do klubu z Premier League. Głównie to on wypowiadał się na temat niezadowalającej kwoty kontraktu napastnika z Polski. Odnoszę wrażenie, że Kucharski nie zawsze do końca patrzy na dobro Lewego, nie myśli długoterminowo. Przecież taki transfer Roberta do Manchesteru to jest dla menedżera, o czym mówił Watzke, jakiś tam prestiż i zwiększenie zainteresowania swoją osobą, a przede wszystkim czysty zysk. Przy okazji takiego transferu prowizje menedżerskie na pewno nie są małe, pan Czarek doskonale wie, co robi. Jestem pewny, że wie również, że w takiej ekipie Czerwonych Diabłów kariera Roberta mogłaby stanąć w miejscu.

Kasa, kasa, kasa. Mam nadzieję, że Lewandowski w swojej karierze nie zawsze będzie kierował się pieniędzmi, a przede wszystkim możliwością swojego rozwoju, bo jeśli będzie piął się w górę spokojnie, mijając kolejne szczebelki, nie rzucając się od razu na głęboką wodę i rywalizację o miejsce w składzie z Torresem, może zarobić dużo więcej pieniędzy niż przez ten rok czy dwa siedzenia na ławce, przykładowo Stamford Bridge.



pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl