Kat z Barcelony

”Manita i spektakularne gole w pierwszej połowie” dziennik „Mundo Derportivo” nie wznosił peanów na cześć piłkarzy Barcelony, którzy w starciu z Getafe grali wprost koncertowo, na stronie internetowej katalońskiej gazety został zamieszczony materiał wideo, gdzie w pigułce przedstawiono tylko tę kanonadę Katalończyków. Największą klasę w ekipie z Camp Nou przejawili dziś Leo Messi, Luis Suarez i Xavi, gdzieś w cieniu ich pozostał Neymar. ”Marca” pisze o ”przytłaczającym tercecie” MSN, dwaj geniusze i niezłomny walczak uzbierali w tym sezonie już 102 gole, przebili tym samym osiągnięcie tria Eto-Henry-Messi, które dobrnęło do granicy stu trafień, przekroczyć ją zdołała jednak trójka Latynosów. Licznik w meczu z Getafe zatrzymał się na sześciu golach, Barcelona bowiem nie chciała już zupełnie deklasować i przybić i tak poważnie zatrwożoną drużynę ”Azulones”, czyli ”Niebieskich”.

Kiedy Levante na otwarcie ubiegłego sezonu poległo na Camp Nou 0:7, a po pierwszej połowie w bagażu miało już sześć goli, trener Joaquin Caparros wcale się nie pieklił. Przyszedł na konferencję prasową trochę zniechęcony, ale żeby rozładować przejmującą atmosferę po tak dotkliwej, wręcz sromotnej porażce rzucił w stronę zgromadzonych dziennikarzy:” przyjechaliśmy dziś do dentysty, wizyta nie była przyjemna, ale w kolejce czekają następni”. Tym razem demolowane było Getafe, a ów dentysta wcielił się w sadystę.

Tym którzy uważają, że siła Barcelony opiera się wyłącznie na magicznym tercecie z Ameryki Płd, byłbym skłonny przyznać rację, ale ponieważ zdarzają się takie momenty, w których także inni potrafią chwycić za stery tego bolidu z Katalonii i wrzucić najwyższy bieg, nie do końca takie opinie podtrzymuję. Xavi to piłkarz, który nie kładzie nacisku na finezję i polot, on nad efektowność przedkłada efektywność, jednak bywa i tak, że potrafi ująć swoim niewątpliwym kunsztem najbardziej wybrednych. Jeśli strzela pięknego gola lub inteligentnie strąca piłkę na gola dla kolegi, jakiekolwiek słowa są zbędne, to trzeba podziwiać na własne oczy, bez kwitowania owego recitalu nawet słusznie patetycznymi frazami. Pep Guardiola kiedyś apelował, by nie pisać wciąż o geniuszu Leo Messiego, bowiem to coś tak unikalnego, że trudno to objąć rozumem i wyrazić słowami, a wieczna perora staje się coraz bardziej schematyczna.

W Barcelonie jest wojownik z krwi i kości. Luis Suarez, do którego początkowo miano wiele zastrzeżeń, wchodzi w fazę rozkwitu. Jego pierwszy sezon w Barcelonie usłany jest różami, naznaczony pasmem samych sukcesów. Kiedy Neymar trafiał na Camp Nou, drużyna trwała w letargu, a Brazylijczyk mógł żałować, że trafił na moment tak krytyczny dla Katalończyków, jednak dziś może kraśnieć z zadowolenia, razem z Messim i Suarezem tworzą zabójczy tercet, siejąc zamęt w szeregach obronnych najmocniejszych nawet rywali. Suarez często jest łapany na spalonym, upada też na murawę, nie ma dostatecznie skoordynowanych ruchów, ale mimo wszystko liczne walory przysłaniają jego mankamenty. Potrafi ”łupnąć” z dystansu, a także efektownie dryblować, mimo że nikt nie podejrzewałby go o to. W końcu z pozoru to prosta konstrukcja piłkarska, a jednak czasami budzi się w nim postać nietuzinkowa, pieczołowita wymiana krótkich podań wciąż nastręcza mu trochę trudności, ale z zapałem szlifuje ten element gry, poza tym to Barca dostosowuje się do Urugwajczyka, a nie on do niej. Drużyna kiedyś nie myśląca nawet o kontrowaniu rywali, dziś ma ten atut w zanadrzu, co znacznie poszerza wachlarz możliwości w ofensywie.

Media katalońskie jakiś czas temu ujawniły, że Leo Messi umówił się z Luisem Suarezem, iż będzie grał na skrzydle, by oswobodzić Urugwajczyka w strefie środkowej, tak by ten obsadzał pozycję nominalnego napastnika, plan się powiódł, ale wygląda na to, że Messi jeszcze lepiej czuje się w centrum boiska. Ostatnie dwa mecze Barcelony były piłkarską poezją, oglądaliśmy może nawet namiastkę tej legendarnej drużyny Pepa Guardioli.

Przed potęgą Barcelony głowy pochylili dziś wszyscy dziennikarze w Hiszpanii. Trudno się dziwić, kiedy Cristiano Ronaldo notuje spadek formy, Leo Messi wskakuje na zupełnie niebotyczny poziom. Ten ”nadpiłkarz” osiąga pułap niedostępny dla zwykłych śmiertelników i tylko jemu należą się brawa, wszak Luis Enrique ma ograniczone panowanie nad swoim asem, to Messi wybiera, gdzie ma ochotę grać i drużyna ma tym ogromnie zyskuje. Leo tętni życiem, jest głodny piłki, ”Mundo Deporivo” podaje, że dziś pierwszy raz wykonał rzut karny w stylu słynnego Panenki, choć od Barbary Bardadyn z ”Przeglądu Sportowego” dowiedziałem się, że kiedyś w meczu reprezentacji Argentyny również dokonał tej sztuki. Tak czy owak bez dwóch zdań był to przejaw nonszalancji, ale przede wszystkim piłkarskiej klasy i wielkiej odwagi. Cała Barcelona jest odważna, silna i można by tak epatować tymi podniosłymi słowami, teraz jednak trzeba przede wszystkim współczuć rywalom Katalończyków.

Czasami ”zawiesza się” Neymar, innym razem Suarez ma problem z prostym kopnięciem piłki, jednak w drużynie jest też nieoceniony Messi, którzy przetrzyma tę chwilę pewnej dekoncentracji swoich kolegów i z uśmiechem na ustach zacznie swój spektakl.

Piłkarze Barcelony zadają sobie morderczy wysiłek, chodzi o ten niesamowity tercet graczy z jakiejś odległej i bliżej nieznanej galaktyki futbolowej, jednak rotacje są niepotrzebne, jeśli drużyna ma frajdę z gry i chce cieszyć kibiców.

Barłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl