Każdy turniej jest piękny

W ostatnim czasie często słyszę głosy, że rozgrywane we Francji piłkarskie Mistrzostwa Europy nie porywają, są jednym z nudniejszych turniejów  w ostatnich latach i nie zapamiętamy z nich wiele poza emocjami, jakich dostarczyła nam reprezentacja Polski. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Jeszcze nigdy nie widziałem nudnego wielkiego turnieju piłkarskiego. Każdy dostarczał wrażeń. Tak jest również w przypadku kończącego się w niedzielę EURO 2016.

Oczywiście na mistrzostwach we Francji nie pada wiele goli. Oczywiście zdarzały się mecze, które nie porywały. Ale kompletnie nie zgadzam się z tym, że turniej jest nudny i szybko o nim zapomnimy. Wielka piłkarska impreza zawsze jest pasjonująca. Jedna bardziej, inna nieco mniej, ale po każdej zostają piękne wspomnienia. Na każdej rodzą się legendy. O każdej będzie się pamiętać po latach.

Pierwszą rzeczą, jaka kojarzy nam się na myśl o EURO 2016 jest oczywiście dobra postawa Polaków. Biało-czerwoni dostarczyli nam wielkich emocji. Doszli do ćwierćfinału, co jest najlepszym wynikiem naszej kadry podczas europejskiego czempionatu. Dwukrotnie rywalizowali w konkursach rzutów karnych. Sprawili, że do telewizorów zaczęły maszerować miliony ludzi, nawet tych, którzy na co dzień nie śledzą futbolu, nie wiedzą w jakim klubie gra Kamil Glik, a przed turniejem nie wiedzieli kim jest Michał Pazdan. To oczywiście bardzo dobrze, bo wielkie sportowe wydarzenia nie są zarezerwowane wyłącznie dla koneserów. Miło, gdy od czasu do czasu zaczynają kibicować również ci, których kopanie piłki zazwyczaj nie pasjonuje. Żeby wpierać reprezentację swojego kraju nie trzeba być ekspertem. Wiedza na temat zawodników nie jest warunkiem koniecznym do trzymania kciuków i wpadnięcia w wir kibicowania. Dlatego uważam, że popularne „januszowanie” jest zjawiskiem jak najbardziej pozytywnym. To wielki sukces polskich piłkarzy, że wzbudzili w społeczeństwie tak duże zainteresowanie swoją grą. Niektórzy jednak twierdzą, że gdyby z turnieju „wyjąć” reprezentację Polski, byłby on nieinteresujący. Zupełnie się z tym nie zgadzam.

Jest wiele momentów na francuskim EURO, które sprawiają, że mistrzostwa mogą się podobać. Nie każdy turniej musi obfitować w gole. Nie każdy turniej jest popisem ofensywnej gry. Ale każdy dostarcza chwil, dzięki którym będzie wspominany po latach. W przypadku wciąż trwającego na francuskich boiskach czempionatu, jestem w stanie wymienić wiele wydarzeń, które sprawiają, że jest czym żyć i o czym mówić.

Na pewno mistrzostwa będziemy wspominać, dzięki dobrej postawie drużyn, na które nikt nie liczył. Zespoły, które miały wystąpić we Francji, tylko dzięki powiększeniu grona finalistów, niespodziewanie były sprawcami dużych niespodzianek. W pierwszej kolejności należy wymienić Islandię. Jestem pewien, że mecz z Anglią w 1/8 finału, będzie wspominany przez lata i opisywany w książkach. Kiedy reprezentacja kraju, w którym narodziła się piłka nożna przegrywa z takim kopciuszkiem, jest to historia wyjątkowa. Twarze rozradowanych islandzkich kibiców dodały turniejowi ogromnego kolorytu. Upokorzenie dumnych Anglików (oczywiście po ludzku jest ich żal) sprawiło, że wszyscy którzy byli świadkami tego wydarzenia czuli się, jakby czytali piękną opowieść, w której słaby i niedoceniany bohater okazuje się lepszy od giganta. Tyle tylko, że w tym przypadku nie była to przelana na papier wyobraźnia artysty, a rzeczywistość, jaką mogła „urodzić” jedynie piłka nożna.  Islandia to drużyna, którą chyba niemal każdy kibic darzył sympatią. Nawet, kiedy odpadała, tracąc pięć bramek w meczu z Francją, robiła to z wdziękiem, strzelając faworytowi dwa gole i walcząc do końca.

Kolejnym zespołem, który zrobił wrażenie była reprezentacja Węgier. Dla młodszego pokolenia może być nie do pomyślenia to, że Madziarzy przed laty byli wielką piłkarską potęgą. Obecna drużyna nawet nie może równać się ze słynną Złotą Jedenastką, która gromiła na Wembley Anglię, a w Szwajcarii sięgała po wicemistrzostwo świata (wówczas dla Węgrów było to tylko wicemistrzostwo). Jednak ekipa, która przyjechała do Francji, dała dużo radości swoim fanom. Węgrzy wygrali grupę, ograli świetnie spisującą się w eliminacjach Austrię, stoczyli niezapomniany bój z Portugalią. Na Belgię okazali się zbyt słabi, ale przed turniejem mało kto dawał im szansę na rozegranie więcej niż trzech meczów.

Myślę, że zaimponowała także Albania. Nowicjusz na tego typu imprezie nie przyniósł wstydu i nie wiele brakowało, byśmy oglądali tę drużynę w fazie pucharowej. Albańczycy walczyli jak równy z równym z reprezentacją Francji, a bramki stracili na kilka chwil przed końcowym gwizdkiem. Zdołali też pokonać Rumunów, co z pewnością sprawiło, że EURO mogą kończyć z podniesionymi głowami.

Jeśli chodzi o niespodzianki, przede wszystkim należy wspomnieć  o Walijczykach, którzy doszli do półfinału. Dokonali czegoś, co przed turniejem wydawało się nie do pomyślenia, mimo że w składzie ekipy z Wysp Brytyjskich znajdują się takie gwiazdy jak Bale, Ramsey, czy Allen. Byli bliscy przebicia najlepszego wyniku na Mistrzostwach Europy w historii brytyjskiego futbolu.

Walijczycy, Islandczycy, Węgrzy, czy Albańczycy pokazali, że poszerzenie mistrzostw do 24 finalistów niekoniecznie było złym pomysłem. Jednak na imprezie nie tylko oni zadbali o wrażenia. Długo będziemy pamiętać także klęski faworytów lub przynajmniej drużyn liczących na przyzwoite wyniki. O Anglii już wspominałem. Pamiętne będzie niepowodzenie Rosji, która zdobyła zaledwie punkt. Potknęła się też Hiszpania. Reprezentacja, która sięgała po trofeum na dwóch poprzednich mistrzostwach Europy, tym razem odpadła zaraz po wyjściu z grupy.

Na pewno zapamiętamy niezwykły, bardzo długi konkurs rzutów karnych w ćwierćfinale, w którym Niemcy wyeliminowali Włochów. Rzadko zdarza się, żeby piłkarza strzelający z jedenastu metrów byli tak nieskuteczni. Ale przecież to tylko zwiększyło dramaturgię. Sposób, w jaki do piłki podbiegał Simone Zaza to też coś, co zostanie zapamiętane i długo komentowane.

Kolejna sprawa, którą warto odnotować to postawa Cristiano Ronaldo. Można go nie lubić, ale trzeba przyznać, że jest to piłkarz wybitny. Jego chęć zwyciężania, ambicja i ciągła wola walki mogą imponować każdemu. Turniej zaczął się dla niego źle. Nie potrafił strzelić gola Islandii (wówczas nikomu przez myśl nie przeszło, że ta drużyna wyrzuci za burtę Anglię). W spotkaniu z Austrią nie wykorzystał rzutu karnego. Odrodził się w ostatnim grupowym meczu z Węgrami, a w półfinale zagrał fantastycznie, zrównał się liczbą goli w mistrzostwach Europy z rekordzistą Michelem Platinim i zapewnił sobie oraz swoim kolegom prawo gry w najważniejszym meczu mistrzostw. Jego apetyt zostanie zaspokojony dopiero wówczas, kiedy Portugalia sięgnie po złoto.

Może i te mistrzostwa nie są ucztą dla fanów ofensywnego futbolu, ale z pewnością stoją pod znakiem świetnej gry defensywnej. A przecież to właśnie dzięki niej wygrywa się mecze. Gwiazdami turnieju są głównie obrońcy. Zaimponowali przede wszystkim włoscy, niemieccy i – co nas bardzo cieszy – polscy defensorzy.

Nie ma wątpliwości, że każda duża impreza piłkarska jest wielką gratką dla fanów futbolu. Nie było jeszcze i na pewno nie będzie całkowicie nudnego turnieju. Nawet jeśli niektóre mecze zawiodły, a kilka imprez było lepszych od tej, którą oglądamy obecnie, turniej we Francji również należy docenić. Jestem pewien, że o nim też będzie się dyskutować po latach, tak jak o innych mistrzostwach. Jak w przypadku każdego turnieju, przed finałem towarzyszy nam uczucie żalu, że to już koniec tej wspaniałej zabawy. Przed nami jednak jeszcze jeden, ten najważniejszy mecz. On także napisze historię niezależnie od tego, kto w nim wygra. Więc delektujmy się do niedzielnego wieczora tym, co w piłce nożnej najpiękniejsze, czyli rywalizacją na dużych turniejach.


pubsport.pl