Kibic w klapkach. Na oczach

Choć przy okazji madrycko-barcelońskich starć, sympatie mam, od kiedy pamiętam, rozłożone zdecydowanie i kategorycznie niesprawiedliwie, wszystko co ciepłe pozostawiając Katalończykom, są sytuacje, w których aż przekornie chciałbym, żeby „Królewscy” zdobyli gola. Pewne nosy zasługują na utarcie wbrew wszystkiemu.

Kiedy słyszę słowo „antyfutbol” wykręca mi śledzionę. Która to tęga głowa wydedukowała, że futbol to jest wtedy, gdy pada jedenaście bramek, nie ma żadnej obrony, a wszyscy radośnie i z uśmiechem na ustach strzelają sobie bramki? Kiedy słyszę słowa „antyfutbol” i „Mourinho” umieszczone niebezpiecznie blisko siebie w zdaniu, śledziona fika mi kozła. Pochylmy głowę przed geniuszem, który umie sprawić, że drużyna posiadająca piłkę przez 29 procent czasu gry strzela gola, trafia w słupek i ma bramkowych sytuacji nie mniej niż najwspanialsza drużyna świata. (Powstrzymujmy się przed sformułowaniem „wszech czasów”, bo zbyt dużo było genialnych drużyn na całej ziemi w ciągu minionych 150 lat, żeby kategorycznie stwierdzać, że to, co widzimy jest najcudowniejsze.)

Kibice Barcelony, wespół z którymi pochłaniałem wczorajsze delicje, mają kompletnie upośledzone zmysły i połączenia nerwowe z rozumem. – Fanatycy to ludzie pozbawieni słuchu – pisał Stanisław Jerzy Lec. A w towarzystwie ludzi emocjonujących się piłką nożną widać to wyjątkowo znakomicie.Nie, Barceloniści. Ronaldo nie jest patałachem, który powinien grać w Maksymilianie Cisiec. Mourinho to nie trener nadający się do Zapory Porąbka. Nie każde przewrócenie się madrytczyka to symulowanie. Nie każde przewrócenie się barcelończyka to brutalny faul. A dyskredytowanie Realu poprzez jakże błyskotliwe stwierdzenie „Jak można przegrać u siebie ze Sportingiem Gijon?” (A jak można przegrać u siebie z Herculesem Alicante?), tylko potęguje niepowodzenie Barcelony.

Oczywiście i tak wszystkie moje wątroby i pęcherzyki płucne wyrywały się, by pomóc Katalończykom w strzeleniu drugiego gola. Wszak piłkarze temu nie są winni, że wytworzyli we własnych fanach iluzję bycia predestynowaną arystokracją. Teraz byle smród, co kibicuje Barcelonie, myśli, że jest tak dobry, jak jego ulubieni zawodnicy.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl