Kielce niepokonane, starcie tytanów dla Veszprem, problemy Atletico – 4. kolejka EHF CL

Zakończyła się pierwsza część fazy grupowej Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. Kolejne trzy kolejki obejrzymy na przełomie listopada i grudnia. Z dotychczasowych rozgrywek zadowoleni są z pewnością kibice MKB Veszprem, Vive Targów Kielce, Metalurga Skopje i FC Barcelony – te cztery ekipy mają na koncie komplet punktów. Na przeciwległym biegunie jest ekipa Chambery Savoie. Vice-mistrzowie są jedyną w 24-zespołowej stawce drużyną bez punktu – w ten weekend „umocnili się” na ostatnim miejscu w grupie przegrywając u siebie z Mistrzem Polski 26:36.

Sytuacja w tabeli jasno określała faworyta rywalizacji Chambery – Vive. Pierwsze minuty spotkania utwierdziły te przekonania – w siódmej minucie za sprawą Ivana Cupicia Kielczanie prowadzili już 6:2. Kolejne minuty nie były jednak formalnością. Szybko zrobiło się 7:7 i walkę trzeba było zacząć od nowa. Dopiero tuż przed przerwą udało się odskoczyć na 3 bramki – po 30 minutach 18:15. W drugiej połowie zawodnicy Chambery wyraźnie opadli z sił i stało się jasne, że Vive będzie mogło cieszyć się z czwartej wiktorii z rzędu. Vive – Chambery 36:26. Najlepszymi strzelcami spośród Kielczan byli Ivan Cupić (8 bramek), Manuel Strlek (6) oraz Tomasz Rosiński (5). U Francuzów formą strzelecką błysnął Gregoire Detrez siedmiokrotnie pokonując świetnie dysponowanego Sławomira Szmala.

Gorenje Velenje nie dało szans ekipie Bjerringbro Silkenborg. W pierwszych 30 minutach goście z Danii zdobyli zaledwie 8 bramek tracąc 14. Druga część była już tylko dopełnieniem dzieła. Velenje – Silkenborg 31:23. Drugi raz z rzędu błysnął czarnogórski skrzydłowy Fahrudin Melic. Podobnie jak w Kielcach aż dziewięciokrotnie wpisał się na listę strzelców. Większych emocji nie przyniosło także starcie Metalurga Skopje z Newą Sankt Petersburg. Do przerwy 15:11, a zaraz po przerwie 20:11 i wszystko było już jasne. 32:19 i Metalurg Skopje po raz czwarty z rzędu zwycięski. Jednym z głównych architektów sukcesu został Renato Vugrinec, który zdobył aż 11 bramek.

Za nami już cztery kolejki, przed nami kilka tygodni przerwy – warto już uważniej przyjrzeć się układowi w tabeli. Kielce i Skopje mają po 8 punktów i wygląda na to, że zaplanowane na dwie najbliższe kolejki spotkania między tymi ekipami zadecydują o zwycięzcy grupy C. Trzecie miejsce zajmuje z czterema punktami ekipa Gorenje Velenje i wydaje się, że powinna awansować do fazy pucharowej. W walce o czwarte miejsce może się mocno zakotłować. Bjerringbro i Chambery są głównymi kandydatami, choć nie można definitywnie skreślić petersburskiej Newy. A i Słoweńców z Velenje jedna niespodziewana porażka może przyprawić o spory zawrót głowy. Tabelę oraz terminarz tej, a także pozostałych grup, można znaleźć tutaj.

W grupie A wszystko zaczęło się w czwartek od starcia Czechowskich Niedźwiedzi z Montpellier. Rosjanie w pierwszej połowie odskoczyli na cztery bramki, w drugiej połowie jeszcze poprawili dwiema i bez większych problemów pokonali gości z Francji 35:29. Mimo świetnego dnia Williama Accambray, który zdobył 10 bramek. Delegatem EHF na to spotkanie był Polak Marek Szajna. HSV Hamburg, wciąż osłabione brakiem kontuzjowanego Marcina Lijewskiego, spokojnie odprawiło napędzonego zwycięstwem z Adamarem Leon, Partizana Belgrad 30:24.  W ostatnim spotkaniu kolejki do Leon zawitał Flensburg. I całkiem solidnie się ugościł. Po części rozpoznawczej zaczął konstruować przewagę, która kilka minut przed syreną na koniec pierwszej połowy urosła do czterech bramek. Jednak kolejne cztery bramki zdobyli gospodarze i sytuacja wróciła do normy. Do przerwy 16:15 dla Flensburga. W drugiej części gry gospodarze byli już uważniejsi. Minutę przed końcem widniał rezultat 29:29. Piłkę mieli gospodarze. Na rzut z podłoża zdecydował się najlepszy tego dnia strzelec Leon Carlos Ruesga, ale świetnie zainterweniował Erik Andersson. Niemcom pozostało dwanaście sekund. Które rozegrali brawurowo, gdyby nie jeden mały szczegół – kawałek źle ustawionej stopy, który sprawiły, że Michael Knudsen odbił się się z odległości pięciu metrów i dziewięćdziesięciu kilku centymetrów. Ademar Leon – Flensburg 29:29.

Grupie z siedmioma punktami przewodzą Hamburczycy. Punkt za nimi Flensburg,  oczko dalej są Czechowskie Niedźwiedzie. Czwartym do awansu jest w tej chwili Leon i takie rozstrzygnięcie na koniec fazy grupowej wydaje się w tej chwili najbardziej prawdopodobne. Choć z Montpellier wciąż trzeba się liczyć.

Wszystkie mecze grupy B rozegrano w środku tygodnia. Zaczęło się w środę od starcia w Goteborgu, gdzie IK Savehof, podejmował Atletico Madryt. Po nerwowym początku goście odskoczyli na trzy bramki, ale Mistrzowie Szwecji nie zamierzali położyć się przed faworyzowanymi Hiszpanami. Od stanu 7:10 po 15 minutach gry doprowadzili do wyniku 12:11 i do przerwy prowadzili równorzędną walkę, dzięki czemu do szatni zeszli z rezultatem 17:16. Po przerwie znowu lepiej zaczęli Hiszpanie, ale ponownie ekipa z Savehof przebudziła się. I to nie tylko dorównując kroku Hiszpanom, ale i uciekając im. Niecałe 2 minuty przed końcem Szwedzi zdobyli bramkę na 33:28 i nikt już nie mógł mieć złudzeń. Końcowy wynik: 35:30. Kristjan Bliznac zdobył 7 bramek dla zwycięzców, u przegranych najskuteczniejsi byli Kyril Lazarow z sześcioma oraz Mariusz Jurkiewicz z pięcioma trafieniami. Oprócz porażki drugim niezwykle przykrym wydarzeniem dla Atletico w ostatnich dniach było kontuzja Javiera Hombradosa. Bramkarz reprezentacji Hiszpanii będzie musiał pauzować około pół roku, w związku z czym nie spełni się jego marzenie o grze na mundialu we własnym kraju, który już za 3 miesiące. Mimo poważnego urazu i czterech krzyżyków na karku Hombradosa klub właśnie przedłużył z nim umowę do 2014 roku. W czwartek odbyły się dwa kolejne spotkania. Konstanta podejmowała Celje i było to spotkanie specyficznej urody. Rumuni w pierwszej połowie zdobyli zaledwie 10 bramek. Ich rywale połowę tego. W drugiej części gry skutecznych rzutów było już trochę więcej, ale wynik 22:17 nie imponuje. Choć zwycięzców się nie sądzi – a dla Konstanty to pierwsze punkty w tej edycji LM. Najlepszym strzelcem spotkania został Dalibor Cutura, który zdobył 4 bramki. Bardziej niż strzelców wyróżnić trzeba bramkarza gospodarzy, Mihaila Popescu, który bronił z ponad 50-procentową skutecznością. I na koniec niezwykle wykwintny deser: Veszprem kontra Kiel. Trochę lepiej zaczęli mistrzowie Węgier, ale tuż przed przerwą na prowadzenie 15:14 wyszli goście. Druga połowa właściwie cały czas na styku. 3 minuty przed końcem na 3 bramki przewagi oderwał się Veszprem. Ale zaraz potem Niemcy odpowiedzieli – 31:29. 100 sekund przed końcem Christian Zeits zmniejszył różnicę do jednego oczka. Pół minuty później o przerwę poprosił trener Veszpremu Carlos Ortega. W najgorszej możliwej chwili – jego zawodnicy właśnie w świetnym stylu oszukiwali obronę rywali. Gwizdek sędziego stolikowego wybrzmiał w chwili, gdy zawodnik Veszpremu brał już zamach do rzutu z czystej pozycji. Na szczęście dla Ortegi wynik nie uległ już zmianie. Veszprem – Kiel 31:30. Czołową postacią zwycięskiej drużyny był zdobywca 9 bramek Laszlo Nagy. Po stronie mistrzów Niemiec najskuteczniejszy był Gudjon Sigurdsson – 8 trafień.

Po czterech kolejkach komplet punktów ma Veszprem. Dwa oczka straty ma Kiel i wydaje się, że te dwie ekipy będą piastowały dwa najwyższe lokaty aż do końca fazy grupowej. Trzeba pamiętać o Atletico Madryt, ale strata punktów z Savehof oraz fakt, że z dwoma wyżej wymienionymi drużynami w rundzie rewanżowej będzie grać na wyjeździe stawia Hiszpanów w trudnej sytuacji. Z awansem nie powinno być jednak problemów. O czwarte miejsce miejsce zapowiada się zacięta walka między mistrzami Szwecji, Rumunii oraz vice-mistrzami Słowenii. W świetle zwycięstwa z Atletico faworytami mogą wydawać się Szwedzi, ale to co zyskali w tej kolejce mogą jeszcze stracić w bezpośrednich spotkaniach z Celje i Konstantą.

4. kolejkę w grupie D otworzyło „polskie” spotkanie w Berlinie: Fuchse – Kadetten. Już po kilku minutach na 3-bramkowe prowadzenie wysunęli się gospodarze. I w okolicach tej różnicy wynik oscylował niemal do 50 minuty. Potem Fuchse ponownie przyspieszyło dochodząc do 6-bramkowej różnicy. Świetne interwencje Vaskievicusa w końcówce pozwoliły na zniwelowanie części strat, ale zabrakło skutecznej gry w ofensywie. Fuchse – Kadetten 31:27. Bartłomiej Jaszka i Leszek Starczan zdobyli po trzy bramki. Skrzydłowy Schaffhausen dodatkowo wpisał się do pomeczowego raportu niewykorzystaniem rzutu karnego. Aż 9 bramek w ekipie gości zdobył niespełna 19-letni Chorwat Marko Mamić. Warto zapamiętać to nazwisko. Dzień po meczu w Berlinie swoje spotkanie rozegrały ekipy z Mińska i Szegedu. Grający w swojej hali Białorusini potwierdzili swoją dobrą dyspozycję z meczu w Barcelonie rozbijając gości. 17:10 do przerwy, na koniec 29:24. 9 bramek na swoim koncie zaliczył grający w zespole Mistrza Białorusi Czarnogórzec Vasko Sevaljevic. Na zakończenie kolejki Croatia Zagrzeb podejmowała Barcelonę. Lepiej zaczęli gospodarze, którzy powoli i systematycznie powiększali przewagę dochodząc do różnicy około czterech bramek. Jednak dziesięć minut przed końcem pierwszej części Croatia stanęła. Przez kilka akcji z rzędu nie potrafili nawet oddać rzutu. Blaugrana wykorzystała ten moment słabości i na przerwę zeszła prowadząc 13:12. Przy czym gdyby nie Filip Ivic między słupkami gospodarzy różnica byłaby dużo większa. W drugiej połowie młody chorwacki bramkarz był już bezsilny. A jego koledzy w dwadzieścia minut zdobyli 3 bramki. W końcówce nastąpiło przebudzenie, ale majaczącej się w okolicach dziesięciu bramek różnicy odrobić już się nie dało. Goście wygrali 32:21.

Barcelona ma 8 punktów i jest niekwestionowanym faworytem do wygrania grupy. Dwa oczka mniej ma Fuchse i jest niekwestionowanym faworytem do drugiego miejsca. A spośród pozostałych zespołów każdy może równie dobrze być trzeci, jak i ostatni. Emocje gwarantowane.

W siódemce kolejki, już drugi raz w tej edycji EHF CL znalazło się miejsce dla Sławomira Szmala. Drugi raz, i to z rzędu, miejsce znalazło się też dla Laszlo Nagy’a i Fahrudina Melicia. Na liście najlepszych strzelców Ivan Cupić (32 bramki) wrócił na podium. Ustępuje tylko Hansowi Lindbergowi (36) i Andersowi Eggertowi (33).

Autor jest blogerem w serwisie NaTemat.pl


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl