Klęska gospodarzy, zwycięstwo sprytu – podsumowanie wyścigu szosowców

Vice-mistrz z Sydney, 39-letni Kazach Aleksandr Vinokourov mistrzem olimpijskim w wyścigu ze startu wspólnego. Na słynnym The Mall ograł Kolumbijczyka Rigoberto Urana. Brąz wywalczył Norweg Aleksander Kristoff. Klęskę ponieśli gospodarze.

W pierwszej fazie wyścigu peleton bardzo spokojnie przemierzał zielone okolice Londynu, cały czas jadąc w szpalerze kibiców, których, jak podają organizatorzy, było około miliona. Po piętnastu kilometrach uformowała się 12-osobowa ucieczka, w której, wbrew oczekiwaniom, znalazła się grupa bardzo dobrze znanych zawodników z najsilniejszych kolarsko krajów: Stuart O’Grady (Australia), Dennis Menchov (Rosja), Aleksander Kristoff (Norwegia), Timothy Duggan (USA), Lieuwe Westra (Holandia), Michael Schar (Szwajcaria), Marco Pinotti (Włochy), Jurgen Roelandts (Belgia), Jonathan Castroviejo (Hiszpania), Fumyiuki Beppu (Japonia), Janez Brajković (Słowenia) oraz Sungbaek Park (Korea Pd.) – jedyny anonimowy kolarz w zawodowym peletonie z tego grona. Polacy zostali w peletonie, zaś Maciej Bodnar, z powodu kraksy, przez jakiś czas musiał gonić, podczas gdy ucieczka odjechała głównej grupie na 6 minut.

Taki rozwój sytuacji sugerował ataki z peletonu i wykorzystanie uciekinierów jako tak zwanych stacji przekaźnikowych. Na trzecim okrążeniu wariant zdawał się spełniać, gdy do przodu ruszyła grupka, w której znalazły się takie gwiazdy kolarstwa jak Włoch Nibali, Belg Gilbert, Holender Gesink, czy też Francuz Chavanel. Próbujący kontrolować wydarzenia Brytyjczycy trzymali ten odjazd na kilkadziesiąt sekund, a także regularnie zmniejszali przewagę grupy O’Grady’ego i Menchova.

Różnorakim harcom wydawało się nie być końca. Gdy zawodnicy wyjechali z rund grupa Cavendisha miała niecałą minutę straty do czołówki, ale fakt że w uciekającej grupie jechało około czterdziestu zawodników znacznie komplikował sprawę. Tym bardziej, że koledzy faworyta gospodarzy prowadzili peleton niemal od samego początku i byli już niesamowicie zmęczeni. Pomagać próbowali też liczący na Andre Greipela Niemcy, ale gdy 20 kilometrów przed kreską różnica między czołówką, a grupą Cavendisha nie drgnęła ani o sekundę, szanse głównego faworyta spadły do minimum. Podobnie jak Michała Kwiatkowskiego, który zaufał brytyjskiej sile i trzymał się blisko człowieka z wyspy Man.

Uciekająca grupa topniała, ale podobnie rzecz miała się z liczba pomocników faworyta wyścigu. Około pięć kilometrów przed metą na atak zdecydował się 25-letni Kolumbijczyk Rigoberto Uran. Po chwili dołączył doń stary wyga Vinokourov. Ta dwójka szybko uzyskała 10-sekundową przewagę i utrzymała ją do ostatnich metrów. Obaj zawodnicy wielokrotnie oglądali się za siebie kontrolując z sytuację – jeden z tych momentów wykorzystał doświadczony Kazach, który ok. 300 metrów przed metą rozpoczął finisz, podczas gdy jego rywal jeszcze przez 2-3 sekundy spoglądał za siebie. Dzięki temu kilkadziesiąt metrów przed metą Kazach mógł już wyrzucić ręce w górę i świętować wielki sukces, który najprawdopodobniej będzie zwieńczeniem jego kariery. 8 sekund za nim grupę przyprowadził rówieśnik Urana, Norweg Kristoff, który był obecny przed peletonem niemal od samego początku wyścigu.

Niecałą minutę za zwycięzcą, w okolicach 30. miejsca, na metę przyjechał peleton, a w nim najlepsi sprinterzy z Cavendishem na czele. W nim znajdował się najlepszy z Polacy. Michał Kwiatkowski, na 59. miejscu, i Maciej Bodnar, na 83. Michał Gołaś nie ukończył wyścigu.

Dla Kolumbii dzisiejszy sukces jest pierwszym w historii medalem w kolarstwie szosowym. Dla Kazachstanu – pierwszym złotem.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl