Klimat zrobił swoje?

Rzadko zdarza mi się oglądać mecze w cieniu uwagi kibiców, ale dziś tak zrobiłem. Podczas gdy większość z nas wtorkowy wieczór z Ligą Mistrzów spędziła oglądając Arsenal z Milanem, ja, przekonany, że i tak Rossoneri wejdą (mało brakowało a bym się pomylił), śledziłem zmagania w Lizbonie w meczu Benfiki z Zenitem.

Apetyt miałem dość naostrzony, zwłaszcza po końcówce pierwszego meczu. Obie drużyny już wtedy udowodniły, że są w stanie stworzyć ciekawe widowisko. Tym razem zaczęło się dość chaotycznie. Niby coś konstruowano, ale to nie było „to”.

Od początku gospodarzom szło dość topornie. Musieli włożyć sporo pracy w każdy atak, aby zdobyć teren i przeforsować defensywę Zenitu, która ustawiona była wyraźnie pod obronę wyniku z pierwszego meczu. Czy była to dobra decyzja ze strony Luciano Spalettiego? Według mnie trochę zbyt zachowawcze. Gdybym był trenerem i miał tylko bramkę przewagi, nie cofałbym się aż tak.

Wraz z upływem czasu, coraz śmielej poczynali sobie piłkarze Benfiki. To oni właśnie częściej atakowali i wytwarzali sobie optyczną przewagę. Dlatego do bramki do szatni dość musiało. Nieistotne w jaki sposób, bo dzisiejszego wieczoru Wicemistrz Portugalii próbował niemalże wszystkimi metodami. Były i stałe fragmenty i kontrataki, dośrodkowania i strzały z dystansu, środek i skrzydła, samotne rajdy i ataki pozycyjne. Wynotowałem to w samej pierwszej połowie!

W drugich 45 minutach lider rosyjskiej ekstraklasy zagrał nieco śmielej, ale wymusił to wynik. Z drugiej strony, coraz bardziej podopieczni Luciano Spalettiego się odkrywali, czym narażali się na kontry Orłów z Lizbony, ale to jest naturalne w takim przypadku. Według mnie, goście trochę za późno postawili wszystko na jedną kartę. Zamiast w okolicach 90. minuty, co najmniej w 85.

Lecz rozum podpowiada w takim wypadku, aby być rozsądnym, bo ciągle o awansie roztrzygał jeden gol. Czy to przy stanie 0:0, czy 1:0. Gdyby Artur został pokonany, to Zenit cieszyłby się z gry w ćwierćfinale (oczywiście zakładając, że nie padłby gol na 2:1).

Powiedzieć, że rewanż na Estadio da Luz był jednostronny, to skłamać, ale gdyby rzec, że oglądaliśmy wyrównane widowisko, to też byłaby to nieprawda. Na pewno wynik, patrząc na przebieg spotkania, jest zasłużony. Jest to opinia obiektywna, nawet jeśli bardzo kibicowałem półfinalistom LE z poprzedniego sezonu.

Największe wrażenie zrobił na mnie Nico Gaitan, który jeszcze w zeszłym sezonie dopiero wdrażał się w zespół, a teraz gra w nim pierwsze skrzypce. Bardzo mi się podobały jego indywidualne popisy. Szkoda, że nie strzelił bramki, ale być może będzie miał okazję w następnej fazie. Oby!

Powstaje pytanie, dlaczego Zenit i Benfica tak różnie prezentowały się w tym dwumeczu. Zepchnąłbym to jednak na kwestię klimatu i temperatury. Z pewnością niewygodnie grało się piłkarzom, którzy przylecieli trzy tygodnie temu do Sankt Petersburga i musieli walczyć przy -5 stopniach, a są przecież przyzwyczajeni do ciepła. Tak samo mogło to działać w drugą stronę – drużyna zlożona w połowie z rosyjskich piłkarzy zwykle w marcu widzi za oknem śnieg i odczuwa mróz, aż tu nagle podróż o kilkaset kilometrów i 20 stopni więcej… Oczywiście najważniejszy jest aspekt piłkarski, ale to, co opisałem, mogło się w jakimś stopniu przełożyć na dyspozycję zawodników.

Tak, czy inaczej, trzeba sobie radzić z takimi trudnościami, jeśli się chce odnieść sukces na europejskiej scenie. Lizbońska Benfica według mnie zasłużenie wchodzi do ćwierćfinału i zagra jeden z najważniejszych meczów ostatnich lat. Wiem, że rok temu była Liga Europy i to szczebelek wyżej, ale to jest jednak Liga Mistrzów, czyli automatycznie poziom idzie w górę przy ocenie. Oby tylko w 1/4 nie trafili na Barcelonę, bo bardzo zaboli mnie serce…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl