Kolejna odsłona rządów tyrana

”Potrzebujemy nowego impulsu” Florentino Perez starał się zręcznie tłumaczyć zwolnienie Carlo Ancelottiego ze stanowiska trenera Realu Madryt, ale po forach internetowych przetacza się teraz lawina krytyki. Do osiągnięcia sukcesu w piłce potrzebna jest stabilizacja, jednak w Madrycie po raz kolejny wybujałe ambicje prezesa wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Florentino Perez rządzi klubem w sposób autorytarny, trenerami gardzi, hiszpańskie media do niedawna ironizowały z Leo Messiego, porównując go do tyrana, myślę że w tamtejszym futbolu nie ma człowieka bardziej apodyktycznego od madryckiego przedsiębiorcy, któremu zamarzyło się stworzyć piłkarską wersję perpetuum mobile, projekt oderwany od rzeczywistości, z czego on na swoje nieszczęście nie zdaje sobie sprawy.

Carlo Ancelotti w Madrycie zgromadził prawdziwą plejadę gwiazd, ale przecież od lat wiadomo, że to na Santiago Bernabeu mają swoisty overbooking graczy ofensywnych. Prognozowano mu sukces, w pewnym momencie nawet Real pod jego wodzą otarł się o doskonałość, seria 22. kolejnych zwycięstw wprawiła w zachwyt najbardziej wybrednych opiniodawców, jednak ponieważ włoski trener dość naiwnie gospodarował siłami swoich piłkarzy, obciążenia długiego sezonu szybko znalazły odbicie w wynikach, mimo że drużyna wkroczyła na ścieżkę zwycięstw, już na początku stycznia zaczęła zdradzać symptomy przemęczenia, bezradna do tej pory Barcelona powoli sposobiła się do wyjścia z cienia swojego głównego rywala, natomiast gracze Realu w późniejszej fazie sezonu zwykle słaniali się na nogach.

Pod wodzą Ancelottiego na gwiazdę światowej piłki rozbłysnął James, na końcowym etapie sezonu to on był liderem drużyny, pod nieobecność Luki Modrica ktoś musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za wyniki zespołu, Kolumbijczykowi wiodło się nieźle, myślę że może być nadzieją Madrytu, co ciekawe transfer tego piłkarza był ponoć kaprysem Florentino Pereza, czyli chociaż z Jamesem trafił w dziesiątkę. Także Isco momentami grał jak piłkarz klasy światowej, niektórzy nazywali go nieco na wyrost ”Messim Madrytu”, Hiszpan jednak miał spore wahania formy, był taki czas w początkowej fazie sezonu, że istotnie brylował niczym sam Leo, ale z czasem gwałtownie obniżył loty. Cristiano Ronaldo jeszcze bardziej wyostrzył swoją i tak nadludzką skuteczność, jednak zupełnie stracił umiejętność poderwania drużyny do walki w momentach krytycznych, kiedy zespół chwiał się pod wpływem inteligentnej gry przeciwnika pokroju Atletico czy Juventusu, Ronaldo chował się za plecami swoich kolegów, czym wyraźnie udowodnił, że Leo Messiemu ustępuje zdecydowanie, wszak Argentyńczyk nieraz potrafił rozstrzygnąć losy spotkania w pojedynkę.

Real mimo konstelacji gwiazd momentami grał w sposób skandalicznie chaotyczny, chociażby w rewanżowym meczu z Juventusem to Marcelo miał swoimi desperackimi dośrodkowaniami wyciągnąć Królewskich z tarapatów, czy Ancelottiego nie było stać na wymyślenie jakiegoś światlejszego planu taktycznego? Mecze z Atletico Madryt stały się dla Realu traumą, Carletto powielał swoje błędy notorycznie. Czasami odrobinę geniuszu przejawił James, ale to były mimo wszystko niewielkie ilości, być może gdyby Luka Modric nie doznał kontuzji, gra zazębiłaby się zupełnie? W przypadku drużyny pokroju Realu nie można jednak wszystkiego uzależniać od formy jednego gracza.

Ancelottiemu zarzucano, że forsuje once de gala, Włoch uchodzi za konserwatystę, nie lubi rotować składem, ale przez tę ortodoksję drużyna na finiszu rozgrywek grała ostatkiem sił. Inna sprawa, że trener Barcelony Luis Enrique do czasu również w tej kwestii był nieprzejednany, kiedy jednak poskarżył się Leo Messi, musiał zmienić trochę swoją wizję drużyny.

Real zupełnie zaniechał grę z kontrataku, a pod wodzą Mourinho był to jego główny atut, w ataku pozycyjnym także nie osiągnął perfekcji, więc kolejny trener podejmie ogromne wyzwanie. Jednak czy Perez znajdzie godnego następce Ancelottiego, na rynku trenerskim ostało się niewiele uznanych nazwisk.

Florentino Perez zbył kiedyś z Santiago Bernabeu megalomańskiego Jose Mourinho, ponieważ dwaj egocentrycy w jednym klubie się nie mieścili, prezydent Realu Madryt jest przeświadczony o swojej nieomylności, wydawało się, że w końcu potrafi zachować przytomność umysłu, Ancelotti został nawet namaszczony na ”Fergusona Madrytu”, ale to było pobożne życzenie, jego impulsywny charakter wciąż wyrządza szkodę Realowi.

Niektórzy nawet przekonywali, że Perez ingeruje w sprawy ustalania składu, Gareth Bale i Karim Benzema to podobno jego ulubieńcy. O zgrozo, naprawdę ten człowiek może Realowi przysporzyć jeszcze bezlik problemów.

Bartłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl