Kolejne fiasko szumnego projektu Florentino Pereza

2014 rok został naznaczony piękną passą Realu Madryt, zwycięskie pasmo we wszystkich rozgrywkach zostało okraszone czterema trofeami,  jednak sezon 2014/15 kończy się fatalnie dla Królewskich, w klubowych witrynach pojawił się być może nadmiar pucharów, bo dziś Real pozostaje z pustymi rękami. Życiowe dzieło Florentino Pereza przed rokiem osiągnęło absolutne apogeum, teraz opuszcza futbolowy firmament, zatem czy Realowi można wieszczyć okres dekadencji? Po wielu chudych latach zdarzył się rok obfity w trofea, jednak dziś Królewscy zjeżdżają po równi pochyłej i nie wiadomo, czy kryzys się pogłębi, czy może wyjdą z niego obronną ręką? Real to bezdyskusyjnie największy przegrany mijającego sezonu w piłce europejskiej, jednak czy projekt polegający na ciągłych przetasowaniach w kadrze zespołu, budowaniu naprędce w zamyśle nowej wersji galaktycznych jest w ogóle do zrealizowania?

Przed sezonem wydawało się, że transfer Jamesa Rodrigueza to droga zachcianka Florentino Pereza. Prezydent Realu Madryt miał dość Angela di Marii, więc zwabił na Santiago Barnabeu Kolumbijczyka, który na mundialu w Brazylii rozbłyskiwał na gwiazdę światowej piłki, świecił chyba najjaśniejszym blaskiem, a przecież Leo Messi, Cristiano Ronaldo czy Neymar to ludzie, którzy w kwiecie wieku trafili do piłkarskiego panteonu. Na tle graczy tego formatu James wypadł znakomicie, jego efektowne gole stały się ozdobą brazylijskich mistrzostw, a względy kibiców zjednywał sobie niepozornym wyglądem i nienagannym zachowaniem. Fani Realu mogli wierzyć, że trafił im się prawdziwy skarb, rozkapryszone gwiazdy madryckie często się sprzeczają, dochodzi do wielu nieporozumień między nimi, by przypomnieć irytację Cristiano Ronaldo, jaką swego czasu wywołał Gareth Bale. Walijczyk miał czelność zmienić tor lotu piłki uderzonej przez Ronaldo do tego stopnia, że to jemu zapisano dwa gole, które miały trafić na konto Portugalczyka. Angel di Maria był piłkarzem niepokornym, bez ustanku domagał się od władz Realu podwyżki apanaży, jednak panowie prezesi byli niewzruszeni. Tak czy inaczej odejście anioła(po hiszpańsku Angel) wydawało się istotnym osłabieniem, to właśnie Argentyńczyk w finale Champions League 2014 poprowadził Real do zwycięstwa,  komentatorzy nie szczędzili mu komplementów, jednak Real Madryt to klub trudnych kompromisów, zasłużeni piłkarze muszą się liczyć z tym, że zostaną spieszeni bez względu na okoliczności, przecież w kolejce czeka kolejna gwiazda, dziś niemal przesądzone jest odejście Chicharito Hernandeza, bohatera Realu w niedawnych derbach Madrytu, kiedyś nikt nie miał szacunku dla Mesuta Oezila.

Sprowadzenie do klubu Jamesa Rodrigueza tylko utwierdziło w przekonaniu zagorzałych krytyków polityki transferowej Królewskich, że Real sprzeniewierza się głęboko zakorzenionej w historii Los Blancos tradycji senorio, czyli klubu dżentelmenów. Swego czasu poszła fama, że James to przede wszystkim produkt marketingowy, początkowo można było mieć wrażenie, iż jest tak w rzeczy samej, ponieważ Kolumbijczyk dość długo borykał się z problemami adaptacyjnymi, niektórzy nawet mieli pretensje do Carlo Ancelottiego, że stawia na Jamesa kosztem rewelacyjnego Isco, który grał wówczas doprawdy spektakularnie, James natomiast był nader efektywny, ale to kibiców nie mogło ukontentować. Oni żądali najwyższych wzruszeń estetycznych,  które dziś James dostarcza, wreszcie zaczął strzelać cudowne gole, wyjął swojego asa z rękawa, a pod nieobecność Luki Modrica to on był nadzieją Madrytu na odrobienie jednobramkowej straty w starciu z  Juventusem. Ostatecznie nie udało się zrehabilitować za porażkę w Turynie, jednak ludzie, którzy obiecywali sobie wiele po Jamesie, mieli rację, Kolumbijczyk grał naprawdę nieźle, jednak co z tego, skoro Santiago Bernabeu zatrząsł się w posadach, to właśnie James Rodriguez zapowiadał, że Bernabeu będzie płonąć, rzeczywiście płonęło, tyle że za sprawą klęski Realu.

Przed tym rewanżem w półfinale Champions League ludzie z Realu Madryt obawiali się, że trudno im będzie sforsować blok obronny Juve, Włosi bowiem grę w destrukcji wynieśli na poziom perfekcji, wczoraj jednak ta defensywa nie była zbyt szczelna, Real stworzył całą masę dogodnych szans na gola, a dla Juventusu w pewnych momentach to spotkanie było zderzeniem z wyższą kulturą piłkarską, gracze Ancelottiego nieustannie ostrzeliwali bramkę Buffona, nie grali źle, ale między innymi wskutek nieszczęśliwego zrządzenia losu nie byli w stanie wbić rywalowi drugiego gola. Real w starciach z Valencią i Juventusem stworzył może około 40. sytuacji, ale obie drużyny zdołały przetrwać te huraganowe ataki, natomiast Real pogrzebał swoje szanse na jakiekolwiek trofeum w tym sezonie, uratował twarz, ale nie zachował szans na ocalenie sezonu, który w najgorszym wypadku może być nawet początkiem końca madryckiej potęgi. Czego zabrakło Realowi do zwycięstwa nad Juve, być może olimpijski spokój Luki Modrica, który zawsze regulował tempo akcji Królewskich, a tym razem go nie było, okazał się czynnikiem decydującym dla tego, że Real przeżywa teraz swoistą gehennę? Akcje przeprowadzane przez graczy z Madrytu były spontaniczne, często brakowało w nich rozwagi, dośrodkowania Marcelo w pole karne w niektórych przypadkach stanowiły akt desperacji, ataki Realu nieraz nie były przemyślane, wszystko robiono pod wpływem nerwów i zatracając się w żywiole.

Gareth Bale pewnie znowu stanie w ogniu krytyki, kilka zmarnowanych sytuacji sprawi, że atmosfera wokół niego najprawdopodobniej zgęstnieje jeszcze mocniej. Cristiano Ronaldo po raz wtóry udowodnił, że obok artysty futbolu Leo Messiego jest osiłkiem, który w meczach o najwyższą stawkę permanentnie rozczarowuje. Leo Messi często prze w największy gąszcz nóg rywali z upodobaniem, Ronaldo najbardziej lubi stać koło bramki, tam czeka aż koledzy życzliwie podadzą mu piłkę jak na tacy.

W Madrycie odbywa się teraz polowanie na czarownice, szukanie kozłów ofiarnych. Czy Florentino Perez dokona trzęsienia ziemi na Bernabeu? Terapia wstrząsowa to chyba najlepsze rozwiązanie dla dzisiejszego Realu. Carlo Ancelotti płaci wysoką cenę za brak rotacji w podstawowym składzie, once de gala stała się symbolem niemożności Królewskich, została osławiona, a u progu sezonu niektórzy utrzymywali, że Real to najbardziej kreatywna drużyna  w Europie. Co prawda Carletto nie miał zbyt wielkiego pola manewru, ale marginalizując na finiszu sezonu istotną rolę Chicharito Hernandeza i uporczywie sadzając na ławce dla rezerwowych młodego Jese, który został okrzyknięty następcą legendarnego Raula, otarł się o śmieszność. To, że wciąż grał Gareth Bale, również było karygodne. Uznane nazwisko nie uprawnia go bowiem do notorycznych występów.

Nie będzie Gran Derbi w finale LM, przed wczorajszym meczem na Bernabeu prasa hiszpańska zapowiadało to spotkanie jako zadanie dla jugones, czyli graczy najbardziej błyskotliwych, ludzi odpowiedzialnych za przekazywanie piłki partnerom i z grubsza rzecz ujmując- kreowaniu gry. James nie zawiódł, Isco zagrał poprawnie, jednak rażąca nieskuteczność Garetha Bale’a, duży chaos pod bramką Buffona i srogi zawód ze strony Ronaldo przesądziły o katastrofie Realu.

Być może trener Barcelony Luis Enrique dysponuje teraz najpotężniejszym arsenałem ofensywnym w dziejach piłki. Tercet bezwzględnych łowców goli, zjawiskowe trio Messi-Suarez-Neymar sieje panikę wśród wszystkich bramkarzy świata, wszyscy ci snajperzy zdobyli w tym sezonie już 114 goli. Uff, Barca zaś jest dziś najbardziej wszechstronną drużyną w Europie, strzela gole z kontrataku, Pep Guardiola uważa nawet, że pod tym względem nie ma dziś od niej nikogo lepszego. Piłkarze przejawiający nieco mniejszy kunszt techniczny od pozostałych, jak Luis Suarez czy Ivan Rakitic grają wiodące role w drużynie Luisa Enrique. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia! Barcelona ewoluuje, natomiast Real nie robi postępów. Nawet okazała plejada gwiazd nie pomoże, jeśli drużyna będzie grać ad hoc, czy Carlo Ancelotti jest w stanie nakreślić swoim piłkarzom właściwy plan taktyczny? Ustawienie 4-3-3 nie podoba się kibicom, także dziennikarze stale je kwestionują.

Cristiano Ronaldo dzisiaj może czuć się fatalnie, po dwóch latach dekadencji Leo Messiego, gdy to właśnie on wysunął się na pierwszy plan, nagle niepocieszony musi ustąpić z futbolowego tronu, nagle stracił kontakt z geniuszem z Argentyny. Messi dziś wygląda najlepiej od czasów wielkiej Barcelony Pepa Guardioli, natomiast Portugalczyk wydaje z siebie łabędzi śpiew.

Czasami na sukces w futbolu trzeba poczekać wiele lat, Manchester City pod wodzą Manuela Pellegriniego na arenie europejskiej ciągle zawodzi, ogromne nakłady, setki milionów, jakie wpompowano w klub nie przynoszą efektów, jednak być może to naturalny proces, Real Madryt nie ugruntował swojej pozycji na szczycie europejskiej piłki, ale wszystko przed Królewskimi, jednak czy Carlo Ancelotti ma nowe pomysły, Włoch wygląda na człowieka wyczerpanego, wyzutego z sił, Florentino Perez jednak złagodniał, jest bardziej wyrozumiały dla swoich trenerów niż kiedyś, gdy prześcigał się w zwalnianiu szkoleniowców z nieżyjącym już Jesusem Gilem z Atletico Madryt.  Cierpliwość to w piłce towar deficytowy, szczególnie na Santiago Bernabeu, ale człowiek uczy się na błędach i może nie będzie działał pod wpływem emocji, Realowi potrzebna jest stabilizacja, ciągłe zawirowania nie służą nikomu.

Bartłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl