Komentarz po wyborze kadry na Euro 2012

Franciszek Smuda

Selekcjoner Franciszek Smuda odsłonił karty i ogłosił szeroki skład na Mistrzostwa Europy. Nie mogliśmy się spodziewać cudów – wielu piłkarzy, którzy znaleźli się w zespole na Euro po prostu musiało tam być. Nie zabrakło też niespodzianek, jak zwykle przy takiej okazji.

Pomysł z organizacją ogłoszenia kadry był całkiem fajny. Nie była to sztywna konferencja prasowa, a impreza zrobiona z pompą, głośno, radośnie. Chyba wszyscy widzieliśmy, że nawet sam trener bawił się dobrze, gdyż z jego twarzy nie znikał uśmiech (chyba, że w taki sposób się wykrzywiał z powodu oślepiającego go światła, chociaż tego nie podejrzewam).

Najłatwiejsze zadanie miał z wyborem bramkarza. To znaczy miał sytuację wymarzoną dla każdego trenera – bogactwo wyboru. O wyborze Wojtka Szczęsnego absolutnie się nie dyskutuje, bo to będzie gracz pierwszego składu już na samym turnieju. Powołanie dla Łukasza Fabiańskiego to efekt pustości słów Franza, ponieważ miał nie powoływać tych, którzy regularnie nie występują na boisku. Przemek Tytoń to golkiper prezentujący się na dobrym, europejskim poziomie, więc dobrze, że znalazł się w kadrze.

Wielu obserwatorom przeszkadza brak Michała Żewłakowa. Zupełnie nie rozumiem takich opinii. Obrońca Legii wyraźnie powiedział przed kilkunastoma miesiącami, iż kończy swoją reprezentacyjną karierę. Mniejsza o powody – człowiek powiedział wyraźnie „dziękuję”, a pcha się go do drużyny. To dla mnie nielogiczne!

W sprawie Sebastiana Boenischa chciałbym wystąpić w obronie naszego trenera. To, że dostał powołanie do szerokiej kadry, nie znaczy przecież jeszcze, że będzie grał. Spośród piłkarzy z polskim obywatelstwem jest jednym z najlepszych na swojej pozycji. Jeżeli zaś po rekonwalescencji nie będzie się prezentować na wymaganym poziomie, to trener może go przecież odrzucić tuż przed samym Euro albo zwyczajnie nie wystawiać w składzie.

Nie jestem za to przekonany, co do Rafała Wolskiego i Macieja Rybusa. W tym przypadku musimy zaufać Smudzie, że oni zasługują na grę. Mało to było przypadków, że zawodnik błyszczy w klubie, a w reprezentacji jest cieniem samego siebie? Gdybym był polskim selekcjonerem, to chciałbym przed powołaniem na większą imprezę przynajmniej ze 3-5 razy sprawdzić każdego. Wspomniana dwójka tej reguły by nie spełniła. Ale może być też tak, jak z Boenischem – jak nie spełnią oczekiwań, to się ich zostawi na ławce i gitara.

Nie da się ukryć, że ciężko było dobrać napastników. Najprawdopodobniej i tak grać będzie przede wszystkim nasza gwiazda Bundesligi, Robert Lewandowski (i piszę to dumny, jak rzadko kiedy), a pozostali będą pełnić rolę zmienników. Raczej nikt nie odpadnie przy ostatecznej selekcji, gdyż czterech nominalnych piłkarzy na tej pozycji to i tak niewiele, a zwykle do 23-osobowej kadry zwykle łapie się kwartet grających w „napadzie”.

Artur Sobiech także zasłużył sobie na powołanie niezłymi meczami w Bundeslidze. Nie trzeba go zbytnio motywować, bo ciągle musi walczyć o miejsce na boisku zarówno w Hannoverze, jak i drużynie narodowej. Michał Kucharczyk to naprawdę talent, co już kilka razy udowodnił w bawrach Legii w tym sezonie. Być może dostanie okazję do pokazania się z dobrej strony w czerwcu. A Paweł Brożek? Cóż… widocznie FS liczy na odbudowę jego formy w najbliższych tygodniach… Trzymam za niego kciuki, bo wiem, że jest w stanie, tylko nie jestem pewien, czy się uda…

Murowanych kandydatów do wyjściowej jedenastki mamy czterech – po jednym na każdej pozycji. Chodzi rzecz jasna o Szczęsnego, a także trójkę zwaną „Polonia Dortmund”. Oni właśnie mają ciągnąć grę naszej drużyny narodowej. Trzeba chuchać i dmuchać, aby nikt nic sobie nie zrobił i był w stu procentach gotów do gry. Zatem szkielet już mamy, dalej powoli też krystalizuje się skład.

Co do naturalizowanych Polaków: nie jestem tak oburzony, jak Jan „nie oglądam kadry Laty i Smudy” Tomaszewski. Jeśli tylko nauczą się języka polskiego tak, aby wystarczył na komunikację na boisku i na proste zdania podczas wywiadów, to czemu nie. Argument, że grają dla nas, a nie dla Francji czy Niemiec, bo nie załapali się do tamtejszych reprezentacji jest mocny i dość skuteczny, lecz to powinno dać wszystkim do myślenia odnośnie szkolenia. Mało kto nabędzie w naszym kraju odpowiednio wysokie umiejętności, znacznie łatwiej o to za granicą.

Mimo tego, brakuje mi kogoś grającego w naszej Ekstraklasie. Moze Sebastiana Mili, Arkadiusza Piecha albo Tomasza Frankowskiego? Nie no, serio z „Frankiem”. Pewnie znajdzie się w sztabie szkoleniowym jako trener napastników, ale chyba mógłby być naszą tajną bronią na szczególne okazje. Sądzę, iż dałby radę. Odbiłby sobie brak powołania na MŚ 2006, kiedy był chyba jeszcze pewniejszym kandydatem niż teraz. No cóż, tego nie zmienimy. Możemy powiedzieć jedynie: „szkoda”.

Żałuję też, że Franciszek Smuda jest strasznie przewrażliwiony na punkcie alkoholu i na tej podstawie wykluczył kilku graczy. Moim zdaniem selekcjoner powinien oceniać ich za postawę na boisku i podczas zgrupowań. Jeśli ktoś wypije dwa, trzy piwa i nic nie wywinie, to nie widzę przeszkód w ponownym powołaniu takiego zawodnika. Pewnie, że przydałby się na przykład taki Sławek Peszko, ale odpowiedzialność wziął na siebie Franz. Jeśli faktycznie będzie nam bardzo brakowało pomocnika Koeln, to wiemy, do kogo kierować pretensje.

Nie można było oczekiwać „cudów Smudy”. Skład, jaki został wybrany to niemalże wszyscy najlepsi, jakich tylko mamy w naszym kraju. Teraz jest już za późno na rewolucje i wielkie roszady, trzeba budować drużynę z tego, co jest. To właśnie jest zadanie selekcjonera reprezentacji Polski. Życzę mu z całego serca, żeby udało się złożyć naprawdę dobry i skuteczny zespół, który pokusi się o co najmniej wyjście z grupy na Mistrzostwach.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl