Komu chwała?

Już minuty dzielą nas od starcia dwóch wielkich, niezbyt się lubiących gigantów angielskiego i europejskiego futbolu. Już dziś na Anfield Road, Liverpool zmierzy się z Manchesterem United. Przed nami spotkanie o najwyższym ciężarze gatunkowym. Te dwa kluby i miasta wiele łączy, ale i wiele dzieli.

Sytuacja obu drużyn w  tabeli jest odmienna, a zarazem podobna, bo choć mecz ten wydaje się na pozór nie mieć żadnego znaczenia dla układu tabeli, to jednak ma i to bardzo duże.  Liverpool marzy o pucharach, ale szanse na to są pół na pół. Przede wszystkim drużyna z miasta Beatlesów musi wreszcie ustabilizować formę. No bo wygrywając na Stamford Bridge i przegrywając z West Hamem trudno myśleć o Lidze mistrzów czy Lidze Europy. Manchester za to przypomina maszynę do wygrywania, która gra na 150% swoich możliwości i kapitalnie wykorzystała kryzys największego rywala – londyńskiej Chelsea. Wydawało się, że Diabły zdobędą 19. mistrzostwo Anglii i wyprzedzą w tej klasyfikacji nikogo innego jak …….. Liverpool. Jednakże w ostatni wtorek bo niesamowitym spotkaniu ekipa Fergusona nie wywiozła z Londynu żadnego punktu i jeśli dziś przegra z Liverpoolem, prawdopodobnie straci pozycję lidera (na pewno nie dziś, ale wtedy kiedy Arsenal odrobi ligowe zaległości)

Szkoleniowca Czerwonych Diabłów nie trzeba przedstawiać. Nikt na Wyspach nie wygrał tyle co on. Na przeciwko Sir Alexa stanie dzisiaj stary rywal Kenny Dalglish. Ten sam Kenny Dalglish, który zapisał kawał historii na Celtic Park, podczas gdy Ferguson biegał w koszulce Rangersów. Gdyby dokładniej prześledzić kariery zarówno piłkarskie jak i trenerskie obu panów, szybko można dojść do wniosku, że dżentelmeni ci zawsze stali po dwóch różnych stronach barykady. Chyba każdy przyzna, iż ciężko znaleźć  tak nienawidzące się kluby o tak szerokim polu nienawiści wchodzącym w religię czy politykę co  Celtic – Rangers, albo Liverpool – Manchester.  Pamiętamy co czynił Artur Boruc przy okazji derbów. Kultowe w Anglii stały się słowa Stevena Gerrarda, który niczym baśń, opowiadał jak zrodziła sie u niego wrogość dla United, kiedy miał 10 lat.

A wracając do statystyk, nie można zaznaczyć, że oprócz tego, iż obie wielkie angielskie firmy mają po 18 tytułów mistrzowskich, maja także taką samą ogólną liczbę posiadanych trofeów – 58. Rywalizacja chłopców w czerwonych koszulkach zakrawa już na manię taką o której mówił nie cały rok temu Jose Mourinho komentując parcie Barcelony na madrycki Finał Ligi Mistrzów. Sir Alex otwarcie mówił, że jego celem jest zepchnięcie The Reds z pozycji najbardziej utytułowanych na Wyspach. Tą pozycję dzierżą już bardzo długo. Jednak wszystko wskazuje na to, że Manchester po latach pościgu wreszcie dopnie swego. The Reds mieli złote lata 70. i 80., gdy zdobywali Mistrzostwo Anglii w 1990 roku wyprzedzali rywali z Old Trafford o 11 (!) tytułów. Tyle, że potem już nigdy mistrzostwa nie zdobyli, a Manchester, który wtedy bronił się przed spadkiem, pod wodzą Sir Alexa Fergusona tryumfował właśnie 11 razy. Zwycięstwo LFC mogłoby sprawić, że status quo zostałoby utrzymane, co dla kibiców na Anfield jest sprawą honoru. Chłopcy Fergusona natomiast, zrobią wszystko by móc ogłosić już swą pełną wyższość nad odwiecznymi rywalami.

Wszystko zweryfikuje zielona murawa, a wynik wielkiego starcia znany będzie już za kilkaset minut.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html