„Komu się nie podoba, niech …”- recenzja biografii Huberta Jerzego Wagnera

KAT Biografia Huberta Wagnera

Pasma sukcesów naszych reprezentacji siatkarskich w XXI wieku powinny zmobilizować kibica do sięgnięcia po książkę, która pomogłaby odtworzyć historię polskiej siatkówki. Taką pozycją na pewno jest „Kat”, czyli biografia Huberta Jerzego Wagnera napisana przez jego syna, Grzegorza oraz znakomitego dziennikarza sportowego, Krzysztofa Mecnera.

Ci, którzy oglądali film pt."Kat", książkę tę potraktują jeszcze bardziej wyjątkowo, bo podczas czytania będą mieć przed oczami ujęcia z tej produkcji. Ponadto wielokrotnie autorzy odwołują się do niej sięgając m.in. do wypowiedzi słynnego Jurka (jak zwykło się mówić na trenera Wagnera). Jednak kiedy zacznie się czytać tę biografię, będzie się mieć wrażenie, iż jest to scenariusz do wieloczęściowego dokumentu o tytułowym bohaterze, a istniejący "Kat" jest tylko jedną z nich.

Na problemy rodzinne był wręcz skazany. Skoro jego rodzinna historia pełna jest tragicznych sytuacji i problemów, nie mogły one ominąć także jego samego. Lecz zadziwiające jest, że człowiek, którego przez lata nic nie było w stanie złamać, jednak gdzieś tam w środku wszystko to odczuwa i w pewnej chwili musi dać upust tym negatywnym emocjom. Kat topił je w alkoholu, co miało przełożenie na jego pracę w późniejszych latach.

Wydarzenia z jego życia opatrzone są komentarzami ludzi, którzy widzieli go na co dzień i byli przez niego (rzadko bo rzadko, ale jednak) chwaleni lub wulgarnie ganieni. Pozwala to osobom, które tak, jak ja, znają Wagnera niestety tylko z opowieści, artykułów i archiwalnych materiałów telewizyjnych odtworzyć jego obraz zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i prywatnej.

Gdy już wykreował mi się obraz tego bezapelacyjnie wyjątkowego szkoleniowca, doszedłem do wniosku, że gdyby nie to, iż poprzez mistrzostwo świata i mistrzostwo olimpijskie wypracował sobie ogromny autorytet wśród zawodników, działaczy, dziennikarzy i kibiców, postrzegałbym go za oszołoma idącemu na przekór wszystkiemu tak bardzo, że nie nic nie ma prawa mu się udać. Wielokrotnie ten upór go gubił, ale jednak pozwalał też osiągnąć coś, czego nikt inny w Polsce nie był w stanie.

Bardzo ważne i cenne są wypowiedzi osób takich, jak Ryszard Bosek, Tomasz Wójtowicz, Ireneusz Mazur, Zbigniew Zarzycki Wojciech Drzyzga, czy Tomasz Swędrowski, ponieważ jest to swoisty punkt zaczepienia tej dzisiejszej siatkówki z czasami „wagnerowskimi”. Młodszym czytelnikom na pewno dzięki temu będzie łatwiej tę książkę pojąć.

Problem trenera Wagnera polegał jednak na tym, że siatkówka poszła naprzód, a on pozostał w swojej epoce. Metody szkoleniowe, które tak świetnie sprawdzały się w latach 70. nie przynosiły już tak znakomitego efektu dwadzieścia lat później. Są jednak elementy, które się nie zmieniają. Mam tu na myśli atmosferę wewnątrz zespołu na zgrupowaniach, czy obozach, ale poza treningami. Trzeba pamiętać, że sportowcy to nadal są ludzie i potrzebują rozrywek. Zmieniła się tylko forma spędzania wolnego czasu, ale na to już wpływu nie mamy.

Dla mnie książka ta jest też cenną lekcją historii polskiej siatkówki z lat 80. i 90. Czasy te niespecjalnie miały czym wyróżnić się na tle mistrzostwa świata czy olimpijskiego zdobytego przez kadrę Wagnera nie tylko ze względu na poziom sportowy, ale i przemiany ustrojowe, które miały miejsce w naszym kraju w tamtym czasie.

Po przeczytaniu biografii Wagnera inaczej będę postrzegał coroczny memoriał jego imienia. Dotąd pojmowałem go przez pryzmat niemal wyłącznie sportowy, jako imprezę przygotowawczą do Mistrzostw Świata, Europy lub Igrzysk Olimpijskich. Tymczasem nie można zapominać, iż turniej ten został stworzony po to, by upamiętnić nazwisko tego człowieka i jego osiągnięcia, gdyż nikt z naszą reprezentacją nie był w stanie dokonać tego, co on.

Jestem zdania, że „Kata” naprawdę warto przeczytać, ale dopiero wtedy, gdy ma się choćby minimalne pojęcie o tym, co działo się w latach 70. Starsze pokolenie kibiców nie będzie miało z tym problemu, ale młodsze powinno zobaczyć przynajmniej fragmenty meczu finałowego Igrzysk Olimpijskich w Montrealu z 1976 roku i uzupełnić je o „Kata” na ekranie. To wszystko nie musi się podobać, ale ma odtworzyć kawałek autentycznej historii polskiej siatkówki. A z książką jest tak samo, jak było u Huberta Jerzego Wagnera: „komu się nie podoba, niech spierdala”.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl