Koniec kaprysów „Kapryśnej Diwy”

Po sobotnim zwycięstwie Eintrachtu Frankfurt nad Borussią Dortmund, czas chyba obwieścić, że zespół z Hesji wreszcie zaczyna wracać na należne mu miejsce wśród najlepszych niemieckich drużyn. Wygrana z liderem, czyli coś, co nie udało się nikomu wyjąwszy Bayer Leverkusen, jest zwieńczeniem udanej jesieni zawodników Michaela Skibbe.

W ostatnich latach urok rozgrywek u  sąsiadów zza Odry polega na tym, że pół ligi bije się o mistrzostwo, a pół… o awans do pucharów. Mało jest zespołów, które stawiają sobie za cel spokojne utrzymanie. Bayern, Bayer, Dortmund, HSV, Schalke, Wolfsburg, Stuttgart i Werder mają walczyć o mistrzowski talerz. To prawie dokładnie pół ligi, a nikt chyba nie zaprzeczy, że każda z tych drużyn to naprawdę wielka, mająca spore aspiracje firma. Minimum trzy z nich w ogóle nie ma szans na wejście do pucharów. Są też ekipy, które przy sprzyjających okolicznościach mogą namieszać w czołówce. To Hoffenheim, Koeln, Monchengladbach tudzież Eintracht. Wreszcie słabeusze, którzy mają się prać po kościach tylko po to by zapewnić sobie byt w Bundeslidze. Do nich zalicza się Mainz, Freiburg, St. Pauli, Hannover czy Kaiserslautern. A potem zaczyna się liga i następuje totalne i kompletne przemieszanie i obalenie tez wszystkich ekspertów i autorytetów.

Oto w tym sezonie, ci którzy mieli położyć głowy na pieńkach i czekać aż odrąbie je katowski strzał, rozpanoszyli się w pierwszej piątce. Na półmetku miejsca premiowane grą w pucharach zajmują Mainz, Freiburg i Hannover. Tymczasem w strefie spadkowej, z ledwie 12 punktami, ranny leży VFB Stuttgart, powielając jak na razie drogę obraną w zeszłym roku przez Herthę Berlin i Sabę. Taka rotacja jest co roku. Zawsze ktoś wyskakuje jak zając z kapusty, że przywołam pierwszy z brzegu przykład Hoffenheim sprzed dwóch lat.

A jednak w ostatnich latach jednej drużyny to przemieszanie nie obejmowało. Za moich czasów, czyli w ostatnich 10 latach Eintracht Frankfurt przeżywał różne chwile. Dwa razy spadał z ligi, momentami dramatycznie walczył o utrzymanie. W ostatnich sezonach jednak, choć rozmaite ekipy raz zdobywały mistrza, raz spadały z ligi, Eintracht konsekwentnie i bezpiecznie siedział w środku tabeli, czyli w czymś, co w Bundeslidze de facto nie istnieje. Nie wychylali nosa, stali się przeciętni, niezauważalni. Nie wiadomo czemu, bo skład mają i mieli całkiem przyzwoity, gorsze drużyny zajmowały już miejsca w pierwszej piątce.

Ciekawiło mnie jak znoszą tak chude lata kibice Eintrachtu, który przecież historycznie jest wielką firmą, która niegdyś była jedną z najlepszych w Niemczech i zdobywała nawet Puchar UEFA. Wygląda na to, że dzisiejszy skład wreszcie może powalczyć o coś więcej. Po rundzie jesiennej Eintracht wprawdzie nadal jest siódmy, ale zaczął grać ciekawą, efektowną piłkę, potrafi pokonać faworytów, przed nikim nie pada na kolana i ma spore szanse na poprawienie jesiennego wyniku na wiosnę.

Co w Eintrachcie charakterystyczne, to przywiązanie do… Greków. Przez lata grała tam para napastników Janis Amanatidis i Nikos Liberopoulos. Wprawdzie przed sezonem ten drugi odszedł do AEK Ateny, ale żeby Amanatidisowi nie było smutno, dokupiono mu dwóch kolegów – Giorgiosa Tzavelasa, a przede wszystkim Theofannisa Gekasa.

Doświadczony snajper wniósł do Eintrachtu to, czego tak bardzo mu brakowało. Został egzekutorem, wystarczy mu jedna-dwie sytuacje na mecz, by zdobyć gola. Wsparty Halilem Altintopem, czy walecznym Patrickiem Ochsem jest naprawdę ciężki do zatrzymania, co pokazał choćby ostatni mecz z Borussią. W 86 minucie Kuba idealnie wystawił piłkę Lucasowi Barriosowi i ten miał tylko kopnąć do bramki, wszak jest świetnym snajperem. Trafił w poprzeczkę. 15 sekund później Gekas miał bliźniaczą sytuację po drugiej stronie boiska. Strzelił i dał swojej drużynie zaskakujące zwycięstwo. Chwilę później przytulał się już do trenera Skibbe, który ściągnął go niegdyś do Leverkusen z Bochum, w którym był królem strzelców.

Bramkostrzelny Grek może powoli zakładać wystawę Orłów. W Zabrzu najlepszym piłkarzom po meczu dają koguty, we Frankfurcie obdzielają bohaterów właśnie tymi, widniejącymi w klubowym herbie, ptaszynami.

* Jeden z przydomków Eintrachtu


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl