Koniec przygody Lecha

Przed czwartkowym meczem byłem nastawiony niezwykle optymistycznie  na mecz z Bragą. Już w pierwszym meczu widziałem, że ekipa z Portugalii była lepsza technicznie i na zielonej, równej murawce mogą zagrać lepiej. Mimo to ogarniało mnie przekonanie, że „Kolejorz” również pokaże dobrą, techiczną piłkę, taką jaką grał chociażby w meczu z Juventusem zremisowanym 3:3. Może to nie była jakaś wirtuozia, ale fajnie to wyglądało i akcje dobrze się kleiły.

Przed meczem myślałem już o Anfield, który po zaciętym boju pokonał Prażan. Najbardziej rozbawiło i zdziwiło mnie ustawienie. Na szpicy zobaczyliśmy Stilicia, który na tej pozycji się już wcześniej nie sprawdzał, kiedy grał tam bodajże przez 30 minut  z Juve. Przede wszystkim na tą pozycję brakuje mu szybkości. Na lewym skrzydle zagrał Rudnevs, o którym wiadomo było, że do defensywy szczególnie cofał się nie będzie, a i ciągnąć go pewnie będzie na środek ataku. Na pozycji ofensywnego pomocnika zagrał Krievets. To już kolejna pozycja Białorusina w rundzie wiosennej. Najpierw, w meczu z Bragą grał defensywnego pomocnika. Spisał się bardzo dobrze, zaliczył asystę. Potem z Polonią grał na lewym skrzydle. A w czwartek z kolei mecz zaczynal na pozycji ofensywnego pomocnika. Brakuje w tym logiki. Za dużo tych kombinacji składem, zmian pozycji, w ogóle: Bakero przekombinował. Więc do ustawienia przekonania nie miałem, zresztą pewnie jak większość z was.

No tak, to ustawienie zdecydowanie nie wypaliło, a Lech grał nieźle przez zaledwie trzy minuty. Poznaniacy nie grali w ogóle kombinacyjnej piłki, brakowało krótkich podań. Każdy Lechita jak dostawał piłkę to wywalał ją górą do przodu, a ta była spokojnie przejmowana przez dobrze ustawionych w obronie podopiecznych trenera Domingosa. Gdy już raz na jakiś czas Poznaniacy wymienili kilka podań, to jak zwykle później była bezproduktywnie znów wywalana na oślep. Rozczarował mnie mocno Stilic, który ( co do niego nie podobne) w ogóle nie widział lepiej ustawionych piłkarzy gości. Brakowało tych prostopadłych podań, z których przecież Bośniak jeszcze niedawno słynął. Pierwsza bramka to dzieło  Arboledy, który nie zdążył z asekuracją. Ogólnie Manuel gral dzisiaj bardzo niepewnie i to nie był jego jedyny błąd. Drugi gol, to zdecydowana wina Bosackiego, który mimo (wydaje się) łatwej piłki nie zdołał w nią po prostu trafić. Inna sprawa, że bramka dla Bargi padła ze spalonego. Błąd, to błąd.

Lech cały mecz grał piłkę toporną, brzydką, z boiska w międzyczasie wyleciał słaby w czwartkowy wieczór Marcin Kikut. Grał tak przez cały mecz, aż do 90 minuty. Wtedy to, Lech zagrał już na całkowitym ryzyku. Świetną sytuację najpierw miał Rudnevs, ale dobrą, żeby nie powiedzieć świetną interwencją popisał się Arthur. Chwilę później w poprzeczkę trafił Wilk. Niestety, strzelić mega-ważnej bramki się nie udało, a podopieczni Bakero pożegnali się z Ligą Europejską. Niewątpliwie była to fantastyczna przygoda, niezwykła dawka doświadczenia dla grających w Lechu piłkarzy, ogromny zastrzyk emocji dla nas. Nie zabrakło na pewno w tym czasie na pewno wątpliwości, zwątpienia, ale udało się dotrzeć całkiem daleko. A brakło tak niewiele, aby w marcu stawić się na Anfield na mecz z Liverpoolem. Trudno, teraz Lech musi skupić się na jakże ważnej (w kontekście Europejskich pucharów w przyszłym sezonie) lidze. Tam Lechowi nie idzie najlepiej, a czas ucieka…


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl