Kontrowersyjne oblicze Ligi Światowej

Emocje z tegoroczną edycją Ligi Światowej już opadły. W którymś z moich wpisów wspomniałem, że te rozgrywki, a raczej ich formuła jest dość kontrowersyjna. Mówi nawet o tym ciocia Wikipedia. Spróbuję przybliżyć to, co nie jest do końca sprawiedliwe w tej imprezie.

Przede wszystkim Liga Światowa to długie i dalekie wyjazdy. Jest to na pewno męczące dla zawodników, którzy mogą jeszcze w tym czasie odczuwać trudy sezonu ligowego. Z pewnością ciężko jest w ciągu kilku dni przyzwyczaić się do strefy czasowej różnej o 6 czy 8 godzin od swojej. A potem przecież jeszcze trzeba powrócić do ojczyzny i zaaklimatyzować się na nowo.

Na szczęście FIVB stara się układać terminarz tak, aby zredukować skutki dalekich podróży do minimum. Posłużę się przykładem naszych zawodników w tej edycji LŚ. Pojechali na długie tournee po Amerykach (Brazylia-Portoryko-USA), aby nie musieć ciągle przestawiać zegarków. Oczywiście mogły dojść jeszcze kwestie związane z różnymi klimatami, ale na to już światowa federacja wpływu nie ma.

Są też i pozytywy takich wojaży po świecie. Na pewno sprzyjają one integracji drużyny (całej, łącznie ze sztabem szkoleniowym). To również jest potrzebne, gdy przychodzi nowy trener, albo następuje wietrzenie składu. Żałuję, że w tym roku Polsat nie dał kamery naszym graczom, bo chciałbym zobaczyć, jak im było. Pamiętam, jak dwa lata temu był „Kadziu projekt”, a rok temu „Igłą szyte”. Podejrzewam, że również teraz było mnóstwo zabawnych sytuacji, a takie kibice bardzo lubią.

Poza tym, zawodnicy mogą zwiedzić miejsca egzotyczne (bo któż wybiera się na wakacje na Kubę, do Wenezueli, czy Portoryko). Znaczna część z nich pojawia się tam pierwszy i prawdopodobnie jedyny raz w życiu. Jednak zawsze pojawia się jakieś „ale”. W tym wypadku jest ono bardzo duże i w pewnym sensie bolesne. Otóż bywa się w takich miejscach bez rodziny, ani znajomych (tych spoza drużyny).

Inną kontrowersyjną sprawą jest system kwalifikacji do turnieju głównego. W eliminacjach bierze udział 6 drużyn: 15. i 16. drużyna poprzedniej edycji LŚ, nominowani przez Afrykańską i Azjatycką federację oraz zwycięzcy Ligi Europejskiej i Pucharu Panamerykańskiego. Wszyscy walczą o 2 miejsca w fazie interkontynentalnej. Pozostałe 14 jest już zarezerwowane dla drużyn, które wzięły udział w poprzedniej edycji World League. Większość z tej czternastki nie awansowała poprzez turniej kwalifikacyjnego, ale dostała zaproszenie od FIVB.

Również sam sposób rozgrywania eliminacji nie jest sprawiedliwy. Są to z reguły dwumecze rozgrywane gdzieś, gdzie jedna z drużyn jest gospodarzem. To na pewno nie stwarza równych szans dla wszystkich drużyn. Sprawia to wrażenie, że Liga Światowa to takie zamknięte stowarzyszenie najlepszych reprezentacji. Zresztą i tak ilość drużyn na świecie, które mogłyby powalczyć w tych elitarnych rozgrywkach to na moje oko co najwyżej 25. Z pozostałymi mamy okazję „spotkać się” jedynie podczas MŚ, czy ME. To jest jedyna szansa dla nich, by się wypromować i pokazać na  świecie.

Jeszcze jedna sprawa budząca skrajne opinie, to sposób rozegrania turnieju finałowego. Ciągle się nad nim kombinuje. Wszystko jest fajnie, jeśli gospodarz turnieju finałowego łapie się na miejsce dające awans. Gdy tak się nie stanie, zaczyna się zabawa w wygrane sety, czy nawet małe punkty. I tutaj decyduje o wszystkim szczęście. W ostatnim finałowym turnieju liczba drużyn biorących udział wyniosła aż osiem. Smutny dla nas jest fakt, że bez przywileju gospodarzy nie znaleźlibyśmy się w nim, a grałaby za nas Serbia. Powiększenie ilości zespołów może jednak wpłynąć pozytywnie, bo gdy jest więcej dobrych zespołów, to można obejrzeć więcej siatkówki na najwyższym światowym poziomie.

No właśnie „więcej”. Ale czy nie za dużo? Przecież Final Six, czy Final Eight to turniej, który trwa pięć kolejnych dni. Przy sześciu reprezentacjach jeszcze był jeden dzień przerwy. Teraz, przy ośmiu drużynach, cztery najlepsze z nich grają mecze przez wszystkie pięć dni rywalizacji. Pewnie i tak zawodnicy mieliby jakieś zajęcia, czy treningi, ale 5 meczów to jest co najmniej 15 setów, ale ich liczba może również wynieść 25.

Pomimo tych wszystkich kontrowersji (którym zaradzić byłoby naprawdę bardzo prosto, wystarczy chcieć), drużyny raczej nie odpuszczają Ligi Światowej. Jest to turniej bardzo dobrze punktowany w rankingu FIVB – wyżej nawet od mistrzostw kontynentów. Oprócz tego dochodzi kwestia finansowa. World League to duży zastrzyk pieniędzy dla uczestników, a już zwłaszcza dla tych najlepszych. Najczęściej LŚ to pierwszy akcent sezonu reprezentacyjnego. Jest ważna, ale nie najważniejsza. Warto się czasem zastanowić, czy nie należy jej trochę wyczyścić z tych wszystkich niejasności i kontrowersji.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl