Kraj kwitnącej formy

Już w najbliższy weekend odbędą się zawody PŚ w skokach narciarskich w Sapporo. Po raz pierwszy od siedmiu sezonów weźmie w nich udział Adam Małysz. Jaki ma w tym cel?

O tym, że japońskie skocznie, a w szczególności Okurayama, na której w weekend będą skakać uczestnicy Pucharu Świata, są szczęśliwe dla Polaków nikogo przekonywać nie trzeba. Sęk w tym, że Japonia to Azja, a Azja to trochę za daleko by skakać tam kilka tygodni przed najważniejszą imprezą sezonu. Co roku z takiego założenia wychodzi większość ekip kręcących się na pucharowej karuzeli, wyjątek stanowią Austriacy, a właściwie Morgenstern, który nie ma zwyczaju odpuszczać wyprawy do Sapporo (zrobił to osatnio raz – przed olimpiadą w Turynie, gdzie zdobył złoto). Wszystko wskazuje na to, że w tym roku Morgi także pojawi się na Okurayamie.

Małysz od siedmiu lat na puchar do Kraju Kwitnącej Wiśni nie lata, w obawie przed rozregulowaniem formy, która w styczniu i lutym zazwyczaj wyraźnie idzie w górę. W Sapporo pojawiał się tylko wtedy kiedy musiał – był młodym skoczkiem na dorobku, walczył o kryształową kulę PŚ lub gdy odbywały się tam Mistrzostwa Świata (2007). W tym sezonie żadna z tych okoliczności nie ma miejsca. Małysz kuli raczej nie zdobędzie, zresztą chyba nie ma takich ambicji, do tego kilka dni potem ma 3 konkursy w Zakopanem. Hannu Lepistoe, jak przyznaje sam Adam, raczej był za odpuszczeniem konkursów, stanęło na tym, że do Japonii Małysz leci sam, a chorągiewką będzie machał mu Robert Mateja.  Po co to wszystko? Czy nie lepiej byłoby zastosować mechanizm, zazwyczaj sprawdzający się?

Niektórzy internetowi statystycy-amatorzy uważają, że Małysz liczy, że nie będzie tam Morgiego, dzięki temu łatwo wygra dwa konkursy, przerwie trzyletnie oczekiwanie na triumf w konkursie i rozpocznie pogoń za rekordem Nykenena (46 wygranych). Adam ma obecnie 38 najwyższych miejsca na podium, brakuje mu niewiele, teoretycznie więc ma to sens. Tylko teoretycznie, bo nie wierzę by Małysz wysiadywał przed komputerem i szukał ile zwycięstw brakuje mu do dogonienia Fina, wątpię też by miał, aż takie ciśnienie na wygraną już teraz. Sądzę, że mistrz gra va banque – chce zgarnąć to w tym sezonie najlepsze, czyli tytuł mistrza świata. By osiągnąć ten cel potrzebuje dwóch rzeczy – formy – która według wielu, w tym mnie nadchodzi wielkimi krokami i trochę szczęścia do warunków. Właściwie to potrzebuje skakać obok Morgensterna, nie jak teraz – 5 minut przed Ausriakiem. Chce mieć identyczne warunki jak najgroźniejszy rywal. Aby tak się stało przed Oslo  musi być na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej. Ostatnio, chyba po sobotnim konkursie w Harrachovie, mówił, że chciałby skakać z tymi najlepszymi – wiadomo, że liczby mnogiej używa z grzeczności, wiadomo, że po głowie chodzi mu zgarnięcie Morgensternowi sprzed nosa najcenniejszego łupu. Do drugiego obecnie Ammanna Polak traci 91 punktów, do trzeciego Koflera – 31. Do odrobienia w jeden weekend, pod warunkiem, że rywali nie będzie. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale Adam nie może na nie czekać, musiał jako pierwszy odkryć karty i powiedzieć, że jedzie. Pozostanie w domu mogłoby się równać z ogromną stratą do wspomnianych dwóch skoczków.

Małysz ryzykuje, modyfikuje scenariusz obowiązujący przez lata, ale ja mu ufam, po tylu latach kariery doskonale zna swój organizm i wie, że jest w stanie wytrzymać takie przeciążenie. Co więcej, zna też kalendarz  Pucharu Świata i jeżeli będzie potrzebował odpoczynku to zażyje go przed samymi mistrzostwami, już jako wicelider Pucharu Świata daruje sobie loty na największej obecnie skoczni świata w Vikersund. Będzie dobrze, forma kwitnie, sayonara!


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/