Król tiki-taki odchodzi

Pasjonująca rywalizacja Leo Messiego i Cristiano Ronaldo o wyróżnienia indywidualne i zapewnienie sobie statusu najlepszego piłkarza na świecie, czy raczej najbardziej kompletnego fascynuje niemal wszystkich choć odrobinę interesujących się światową piłką. Nieustanne konfrontacje geniusza najwyższej próby i szalenie wydajnego killera niestety odwracają uwagę niektórych od piłkarzy mniej medialnych, ale za to jakże olśniewających swoją grą. Xavi Hernandez to bohater dla piłkarskich koneserów, tylko najbardziej wytrawni kibice widzieli jego niesamowity kunszt, natomiast przygniatająca większość futbolowych entuzjastów pewnie nie tylko ku mojemu ubolewaniu postrzega piłkę dość powierzchownie, oceniając danego gracza przez pryzmat strzelonych goli, zatem Xavi im nie imponował, wszak on nie zwykł rozszarpywać bloków obronnych rywali na strzępy, wolał odbijać blask innych. Dlaczego piszę o nim w czasie przeszłym? Niestety legenda Barcelony i być może największa ikona reprezentacji Hiszpanii w czasach współczesnych opuszcza Camp Nou, by wyruszyć w egzotyczną podróż do Kataru. Uderzające, że piłkarz w Katalonii wręcz hołubiony, nie doczekał powszechnego uznania, jednak nie narzeka, gdyż chełpliwy nie jest.

On i Andrea Pirlo nie afiszują się, są bohaterami drugiego planu, choć nieraz ich wkład w grę drużyny był ogromny, potrafili zachować klasę, niech zaszczyty spadają chociażby na Leo Messiego, obaj przyjmą to z pokorą. Dobrze, że Xavi żegna się z Barceloną w chwili chwały, już przed sezonem szykował się do odejścia z klubu, ale Luis Enrique namówił go do dalszych występów, choć może źle się wyrażam, Xavi bowiem w tym sezonie nie grał zbyt często, miał być dobrym duchem szatni, mentorem dla młodych graczy, tak czy inaczej czasami, gdy na boisku panował wielki zamęt, Enrique właśnie jemu przydzielał zadanie uspokojenia gry. Kiedy Barcelona prowadzona przez nieżyjącego już Tito Vilaonovę popadła w dekadencję, a pod wodzą Gerardo Martino ten stan się pogłębił, niewdzięcznie byłoby pozbywać się gracza tak emblematycznego, dziś Barca czyni spustoszenie na całym kontynencie, a Xavi może być z siebie dumny. W dzisiejszej Barcelonie siłą rzeczy jego pozycja musiała być znacznie ograniczona, zapamiętały wielbiciel tiki-taki na dłuższą metę zaburzałby płynność gry, jaką dość niespodziewanie nadał drużynie Luis Enrique.

Xavi nigdy nie był mistrzem dryblingu, ale w erze piłkarzy-wolnomyślicieli, zwłaszcza Brazylijczyków, którzy notorycznie wdają się w nonsensowne dryblingi, on zawsze wykazywał się boiskową inteligencją, miał nieprawdopodobną wyobraźnię przestrzenną, w antycypowaniu kroku dotrzymywał mu chyba tylko Andres Iniesta. Z tym, że Don Andresa ciągnęło zawsze bardziej do przodu, Xavi takich zakusów nie miał, on balansował między linią obrony i ataku, stanowił jednoosobowe centrum dowodzenia zespołu, piłkę przekazywał partnerom z chirurgiczną precyzją, kiedyś osiągnął 98% celnych podań. Obłęd! Johann Cruyff uważa, że nie Leo Messi, który dokonuje na boisku rzeczy spektakularnych, jest najbardziej zjawiskowym piłkarzem na świecie, jego trochę bardziej zauroczył niepozorny Xavi. Dziś już takich piłkarzy nie ma, podobny typ Zinedine Zidane miał swoje piękne chwile zanim na dobre rozkwitł talent gracza, który nie przez przypadek jest nazywany ”generałem”. To właśnie dlatego że drużyna pod jego batutą czasami wygrywała piłkarską symfonię.

Kiedyś, gdy Gerardo Martino chciał uczyć Barceloną grać z kontrataku, napotkał wyraźny opór Xaviego. Emblematyczny gracz nie zgodził się na zmianę stylu gry, dla niego tiki-taka jest swego rodzaju świętością, należy więc jej hołdować. Dziś już ewentualne protesty Xaviego przechodzą bez echa, być może piłkarz sam doszedł wreszcie do wniosku, że nie można dalej brnąć w ustawiczne posiadanie piłki, przyprawiające o mdłości serie krótkich podań, które wydłużają drogę do bramki, ponieważ to tak naprawdę futbol jałowy? Barcelona pod ręką Luisa Enrique kontratakuje perfekcyjnie, nie widzi problemu nawet w tym, że w linii pomocy nie ma geniuszy. Ten sezon jest dla Xaviego ostatnimi tchnieniami, więc piłkarz nie jest wystawiany na najcięższe próby, czasami ma wnieść do gry trochę spokoju, gdy w roli zmiennika melduje się na boisku na końcowe minuty wciąż trzymającego w niepewności spotkania. Z kolei Andres Iniesta przeżywa schyłkowy okres, natomiast ponieważ Ivan Rakitic wciąż musi się doskonalić, ciężar gry z reguły biorą na siebie Messi, Suarez i Neymar.

Xavi jest również symbolem przywiązania do barw klubowych, niedawno w Liverpoolu mieliśmy benefis Stevena Gerrarda, niestety zakończony z niesmakiem, bo The Reds przegrali mecz z Crystal Palace, jednak cześć oczywiście legendarnemu kapitanowi oddano, przed rokiem kiedy Liverpool zmierzał po mistrzostwo Anglii, w meczu z Chelsea pechowo się poślizgnął, co skrzętnie wykorzystał napastnik The Blues, zaś to niepowodzenie zdławiło nadzieje Liverpoolu na odzyskanie tytułu mistrzowskiego po wielu chudych latach. Na Gerrarda spadło całe odium. Xavi również w pewnym momencie był w ogniu krytyki. Kiedy Barcelona tkwiła w marazmie, kibice mieli już dość, szukali winowajców. Mocno dostało się Xaviemu, dziś już nikt jednak nie śmie go obsobaczać.

Rubaszny Luis Aragones, nieżyjący już selekcjoner reprezentacji Hiszpanii zamienił ten piłkarski diament w brylant. Xavi wspomina jak mu mówił:”bierz czekoladę i za nią zapłać”. Xavi do dziś ma bardzo dobre zdanie o tym szkoleniowcu.

W hiszpańskiej futbolu innym piłkarzem, który nie chciał być na czołówkach gazet, był Raul Gonzalez. Legenda Realu Madryt, obaj byli i wciąż mogą być autorytetami dla młodych ludzi. Co prawda np. Raul też ma coś na sumieniu, kiedyś oszukał polskiego sędziego Ryszarda Wójcika w jednym z meczów w europejskich pucharach, strzelając gola ręką, jednak bardzo to oszustwo na nim ciążyło, więc przeprosił arbitra za to, że go w sposób tak gorszący nabrał, Xavi też oczywiście ma pewne rysy na swoim wizerunku, ale koniec końców obaj są ludźmi, z których śmiało można brać przykład. Xavi kiedyś chciał zakończyć konflikt madrycko-barceloński, niesnaski podsycane przez największego cynika w piłkarskim świecie Jose Mourinho. Po części się udało, w dodatku został za to uhonorowany nagrodą Księcia Asturii, którą dzielił z Ikerem Casillasem, bramkarzem Realu Madryt.

Kiedyś śmiali się w Barcelonie z Pepa Guardioli, lekko pokraczny gołowąs miał trudne wejście do zespołu, ale okazało się, że się przyjął w drużynie. Pałeczkę po nim przejął Xavi, a na szerokie wody wypłynął pod wodzą Guardioli. Pewnie przebił go, niektórzy nawet zachodzą w głowę, jak to możliwe, że nigdy nie został laureatem Złotej Piłki? Kiedy Barcelona miała najsilniejszą drużynę w historii piłki klubowej, nagrodę zgarniał zawsze Leo Messi. Może tak być musiało, wszystko w futbolu na poziomie indywidualnym zarezerwowane jest dla Messiego i Ronaldo.

Bartłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl