Książniczka na koniu

Wśród 542 zawodników, których wystawiła Wielka Brytania na Igrzyska Olimpijskie, ta ma najszlachetniejsze pochodzenie. Mowa o Zarze Philips, najstarszej wnuczce królowej Elżbiety, która na IO powalczy o medal w zawodach jeździeckich.

Zara Anna Elżbieta Phillips jest drugim dzieckiem księżniczki Anny i Marka Philipsa. Od dziecka uczy się jeździć konno – to ulubiona pasja królowej Elżbiety, a każdy nowy członek królewskiej familii od najmłodszych lat spoufala się z końmi. Ale to nie rodzinne tradycje zaprowadziło ją na olimpijski hipodrom. Pomogły jej  także geny rodziców. Tata to złoty medalista Igrzysk Olimpijskich w Monachium z 1972 roku. Razem z kolegami zajął pierwsze miejsce w drużynowym Wszechstronnym Konkurs Konia Wierzchowego. A księżna Anna, o której śpiewała Ewa Bem, też ma niemałe sukcesy na międzynarodowych arenach. W 1976 była indywidualną Mistrzynią Europy, wystąpiła także na Igrzyskach jako pierwsza ze szlachetnego rodu. Po zakończeniu sportowej kariery piastuję ważne funkcje, m.in. przewodniczącej Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego.

Ale fakt, że jest się wnuczką, być może jednej z najważniejszej kobiet na świecie, udziału w Igrzyskach nie gwarantuję. Zara musiała się nieźle napocić, by wystąpić przed rodzimą publicznością. Awans wywalczyła rzutem na taśmę. Na czerwcowych zawodach w północno-wschodniej Anglii wykazała się nie lada umiejętnościami, zajęła trzecie miejsce i zakwalifikowała się na IO. Jedzie na nie po raz pierwszy, a starała się przecież wystartować i w Atenach, i w Pekinie. Miała znakomite sezony, m.in. w 2006 r. została mistrzynią świata w WKKW, a rodacy docenili sukces i wybrali ją sportowcem roku na wyspach. Ale tuż przed samymi IO dosięgały ją poważna kontuzje, a ulubiony wierzchowiec tez miewał problemy ze zdrowiem. W Londynie wystartuję  na wałachu High Kingdom (dziś 11-letnim), któremu z początku szło nie najlepiej, ale ciężkie treningi dały efekt – awans na Igrzyska.

Dziennikarze pytali ją, jak jej niewątpliwe osiągnięcie odebrali rodzice. Mama padła z wrażenia, a tata lakonicznie pogratulował. Ale babcia była bardzo dumna – skwitowała Zara Philips. Gdy awansowała, stałą się ulubionym tematem pismaków, którzy podchwycili wątek, bo nie do dziś wiadomo, że Brytyjczyków szalenie interesują losy młodych arystokratów. Dziennikarzom powiedziała:

Zamieszkam w wiosce sportowców z resztą reprezentacji: Tiną Cook, Wiliamem Foksem-Pittem, Georginą French i Mary King, i że nie oczekuje żadnego specjalnego traktowania. Będę korzystać ze standardowych środków transportu i ochrony.

Swoją drogą – świetna PR-owa akcja. Monarchia w Anglii ma coraz więcej przeciwników. Maja pretensje do losu, że ci wszyscy eleganci pływają w luksusie, a inni cierpią biedę. Wracają już do samego startu w stolicy Zjednoczonego Królestwa. Dla rodaków jej występ to nie lada gratka, wszak jest bardzo lubianą osobą. Jak wcześniej pisałem, nie korzysta zbytnio z tego, że płynie w niej błękitna krew, a sport jest wartością nadrzędną, która stawia ponad bywanie na królewskich salonach. Wyspiarzom spodobał się także jej skromny ślub i wesele (jak na królewską wnuczkę). Niespełna rok temu poślubiła Mike Tindallema, kapitana rugby reprezentacji Anglii.

Zawody będzie miała już drugiego dnia, a więc na ceremonii otwarcia nie zaszczyci wszystkich swoja obecnością. Warto obserwować jej występ, być może dopatrzycie królewskich manier 🙂


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.