Kto dogoni USA? – podsumowanie fazy grupowej koszykarzy

Tuż po północy naszego czasu zakończyła się rywalizacja grupowa w turnieju koszykarzy. Awans w zasadzie wywalczyli, ci którzy mieli to zrobić, choć niektóre pojedyncze rozstrzygnięcia były zaskakujące. Poniżej podsumowanie fazy grupowej i zapowiedź ćwierćfinałów jednego z najbardziej efektownych turniejów tych Igrzysk. 

W grupie A o cztery miejsca w 1/4 rywalizowały USA, Argentyna, Francja, Litwa, Tunezja i Nigeria. Już przed pierwszym rzutem sędziowskim można było z niemal stuprocentową pewnością wytypować ekipy które przejdą dalej. Pierwszą lokatę zarezerwowano dla kolejnej już wersji amerykańskiego Dream Teamu, o drugie walkę mieli stoczyć Argentyńczycy i dwa zespoły europejskie. Afrykańczykom powierzono zadanie zbierania „jakże cennego doświadczenia, które na pewno zaprocentuje”. Zasadniczo można powiedzieć, że Tunezyjczycy i Nigeryjczycy dostali w losowaniu najlepsze bilety na mecze gwiazd NBA w Londynie.

Ekipa prowadzona przez „Coacha K” awansowała z kompletem punktów, choć mecze z tymi „groźniejszymi” rywalami, wcale takie łatwe dla Amerykanów nie były. Najtrudniej szło im niespodziewanie z „dziwnie” grającą  w tym turnieju Litwą. W tym pojedynku jeszcze 5 minut przed końcem wynik oscylowała w granicach remisu. Argentyna w pierwszej połowie też napsuła faworytom sporo krwi. Co dziwne – szczególnie w drugiej kwarcie kiedy na parkiecie przebywali rezerwowi głównie z ligi argentyńskiej. Wówczas udało się odrobić kilka punktów straty i nawet wyjść na nikłe prowadzenie. Dopiero trzecia kwarta pokazała różnicę między tymi zespołami. Z Francją Amerykanie uporali się stosunkowo szybko – „odjechali” rywalom jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Rekordowy był mecz USA-Nigeria, zakończony wynikiem 156:73. To najwyższa wygrana w historii turnieju olimpijskiego. Wspomniana już kilkakrotnie Litwa pokazała ogromne wahania formy: zaczęła fatalnie – od wysokiej porażki z Argentyną, by po kilku dniach toczyć wyrównaną walkę ze Stanami Zjednoczonymi czy Francją. Żeby było ciekawiej, na początku czwartej kwarty poniedziałkowego meczu piątej kolejki, przegrywali z najsłabszą w grupie Tunezją. Drużyna, która ma swoim koncie zwycięstwa z USA, ma w Londynie ewidentny problem z ustaleniem, kto jest trenerem. Czasami wydaje się, że w drużynie większym autorytetem od szkoleniowca Kestuitisa Kemzury jest doświadczony rozgrywający Sarunas Jasikevicius. Zgodnie z oczekiwaniami grają w Londynie natomiast Argentyńczycy i Francuzi. Obie drużyny potwierdziły spory potencjał, który uprawnia je do poważnego myśleniu o medalu na tych Igrzyskach.

Grupa B, tak jak się spodziewano, była dużo bardziej wyrównana. Dopiero na trzecim miejscu finiszowali faworyzowani Hiszpanie, którzy ponieśli na tym etapie rozgrywek aż dwie porażki – z Rosją i Brazylią. Wicemistrzowie olimpijscy z Pekinu nie zachwycili w żadnym z pięciu pojedynków i byli bliscy przegranej także z gospodarzami (wygrana jednym punktem). Większość rozmów na temat tego zespołu zaczyna się od jednego nazwiska – Ricky Rubio. Ten nieobecny w Londynie gwiazdor młodego pokolenia, zdaniem wielu, byłby w stanie znacznie podwyższyć jakość gry Hiszpanów. Wokół postawy tej drużyny pojawiło się przed ostatnią koleją sporo kontrowersji. Pojawiła się bowiem plotka, że Hiszpanie celowo przegrają z Brazylią, by uniknąć spotkania z USA w ewentualnym półfinale. Wygląda na to, że plan zrealizowano. Pierwsze miejsce zajęli Rosjanie, którzy przegrali tylko w ostatnim starciu z Australią. Dalej zagrają także Brazylijczycy oraz wspomniana ekipa z Antypodów. Takie rozstrzygnięcie to niewątpliwie zawód dla Brytyjczyków, którzy po cichu liczyli na lepszy rezultat. Do ćwierćfinału miał poprowadzić ich gwiazdor Chicago Bulls  Loul Deng, skończyło się tylko na wysokim pokonaniu Chin i piątym miejscu w grupie. Najbardziej żałują pewnie meczu z Hiszpanami, kiedy to w ostatniej kwarcie odrobili kilkanaście punktów straty i na minutę przed końcem przegrywali tylko dwoma „oczkami”.

Takie rozstrzygnięcia w grupach doprowadziły do ćwierćfinałów,w których w środę zmierzą się: Rosja z Litwą, Argentyna z Brazylią, Hiszpania z Francją i USA z Australią. Największymi pechowcami fazy grupowej wydają się być Australijczycy, którzy trafili na Dream Team i raczej nie mają większych szans na walkę o medale. W tym  wypadku kluczowa okazała się już pierwsza kolejka i nikła porażka the Boomers z Brazylią. Niezadowoleni mogą być także Francuzi, którzy dzięki pokonaniu Argentyny zajęli drugą lokatę w grupie, a i tak przyjdzie im zmierzyć się z Hiszpanią. Cieszą się chyba Litwini, którzy trafili na odwiecznego rywala – Rosję. Taki przeciwnik powinien wreszcie uwolnić drzemiący w Litwinach potencjał, co może po raz szósty z rzędu wprowadzić drużynę do półfinału turnieju olimpijskiego. Podobny ładunek emocjonalny będzie mieć też południowoamerykański klasyk. Dobre występy w grupie obudziły w Brazylijczykach nadzieję na wyjście z cienia swojego lokalnego rywala – Argentyny.

Wiele  spotkań w pierwszej rundzie nie miało historii, a wyniki wskazywały znaczną dominację którejś z drużyn. Można zastanawiać się czy formuła turnieju koszykarzy (podobnie jak siatkarzy) nie wymaga reformy, np. zmniejszenia grup, ale to nie czas na tego typu dywagacje. Ćwierćfinały powinny wynagrodzić nam długie oczekiwanie na „poważną” koszykówkę, bo właściwie tylko jeden z nich ma zdecydowanego faworyta. W pozostałych teoretycznie wygrać powinny Argentyna, Rosja i Hiszpania, ale żadna z tych ekip nie pokazała do tej pory czegoś, co pozwalałoby nam stawiać je zdecydowanie nad ich ćwierćfinałowymi przeciwnikami.

Kalendarz turnieju olimpijskiego ->


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/