Kto króluje na finiszu?

Na piłkarskim Olimpie od kilku tygodni trwa zażarty finisz. Jedni walczą o utrzymanie, drudzy o europejskie puchary, a jeszcze inni o mistrzostwo – toć to komunał. Wziąłem pod lupę wyniki wszystkich zespołów z 5. najsilniejszych lig Europy i zestawiłem ze sobą, by przekonać się, do kogo należy końcówka sezonu. W Niemczech rozgrywki dobiegły końca, w Anglii, Hiszpanii i we Włoszech pozostała do rozegrania jedna kolejka, a we Francji – dwie. Rozstrzygnięcia nie są więc co prawda ostateczne, lecz można je traktować jako prawie kompletne.

Utożsamiłem umownie początek kwietnia z początkiem ostatniej prostej do mety dla piłkarskiego peletonu. Rezultaty prezentuje w formie uśrednionej liczby punktów na mecz, przy czym kryterium figurowania w tym zacnym gronie jest średnia wynosząca co najmniej 2,00.

 


2,71 – AC Milan

2,43 – FC Sochaux, Bayern Monachium

2,14 – 1. FC Kaiserslautern, Manchester City

2,13 – Chelsea Londyn, Malaga CF

2,00 – Atletico i Real Madryt, FSV Mainz, Lille OSC, AC Cesena, Catania Calcio, Manchester United

Mamy niniejszym do czynienia z 14. zespołami, które w sposób niebagatelny żegnają się z sezonem 2010/11. Nie wszystkim jednak ten wzorcowy finisz przyniósł pożądane rozstrzygnięcia wieńczące rozgrywki. Najlepszym tego dowodem jest londyńska Chelsea, której 5 zwycięstw z rzędu na nic się zdało w obliczu porażki w decydującym o losach tytułu pojedynku z Manchesterem United. Manchesterem United, który jest z kolei nie gorszym przykładem przełożenia świetnych wyników w końcówce sezonu na ostateczne miejsce w tabeli. Królem polowania na punkty w kwietniu i maju okazał się zaś AC Milan. „Rossoneri” zagarnęli 19 oczek na 21 możliwych, nie przegrywając automatycznie ani jednego spotkania. Jedyny remis dosięgnął świeżo koronowanego mistrza Włoch niejako na własne życzenie, kiedy to 0-0 z Romą wystarczyło do zainicjowania mistrzowskiej celebracji. Pochwał nie sposób szczędzić także pod adresem FC Sochaux i Bayernu Monachium. Francuzi dzięki 17. punktom w 7. meczach awansowali z 13. lokaty na 6., przez co zamiast bić się o utrzymanie, mają bardzo realne szanse na występ w przyszłym roku w Lidze Europejskiej. Natomiast Niemcom ów seria uratowała sezon, gdyż wywindowała ich na 3. pozycję, premiującą grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów. W innym wypadku Bayern Monachium poniósłby wielką finansową klęskę.

Wśród najlepszych sprinterów tego sezonu nie zabrakło również drużyn walczących o utrzymanie. Dość powiedzieć, że Kaiserslautern przed pierwszą kwietniową kolejką było w strefie spadkowej, a zmagania zakończyło na 7. miejscu! Analogiczne perypetie stały się udziałem Malagi, która również witała poprzedni miesiąc z perspektywy spadkowicza. Aktualnie klub okupuje 10. lokatę, lecz może zarówno gruntownie spaść, jak i awansować w tabeli, przy czym bardziej prawdopodobny jest wariant pierwszy, ponieważ sezon zamyka potyczką z Barceloną. Degradacja do Segunda Divsion Maladze już jednak nie grozi. Poważnie zagrożone spadkiem do Serie B były do niedawna Catania Calcio i AC Cesena, o czym miałem okazję rozprawiać tutaj ponad 3 tygodnie temu. To już oczywiście przeszłość.

Ciekawostka: Od czasu opublikowania przeze mnie tego – http://pubsport.pl/wczesna-wiosna-w-walencji – artykułu o niesamowitej, jak na predyspozycje klubu, passie Levante UD, które zdobyło 27 punktów w 12. spotkaniach (przypominam, że więcej niż w tym samym czasie chociażby sam Real Madryt!), kibice w Walencji nie doczekali się ani jednego zwycięstwa swoich pupili. Co prawda, przeczuwaliśmy wtedy z Norbertem Szamotą, że Levante czeka trudny okres, ale nie sądziliśmy, a już na pewno nie ja, że końcówka sezonu będzie dla tego zespołu aż tak niewdzięczna. Któryż to już raz Levante musiało przekwalifikować swe priorytety? Bardziej chimerycznej drużyny Hiszpania w tych rozgrywkach nie widziała.

Nie poświęciłem uwagi ekipom, które zwłaszcza uwzględniając pewne proporcje między ich celami a zdobyczą punktową, równie olśniewająco finiszowały, ale nie dobrnęły do progu średniej 2. pkt. na mecz. Przyznaję, że jest to poniekąd krzywdzące, jednak na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że jakąś granicę ustalić musiałem. Granicę, której nie udało się przekroczył m.in. Parmie (1,86), Lecce (1,86), Auxerre (1,75), Marsylii (1,88) czy PSG (1,86), a do przekroczenia której zabrakło naprawdę niewiele.

Padło tutaj wiele cyferek, które w pewnym stopniu oddają ducha panującego w poszczególnych drużynach na koniec sezonu 2010/11. Zaznaczam, że jedynie w pewnym stopniu, ponieważ do pełnego podsumowania potrzebna byłaby dużo szerzej zakrojona analiza; nie tyle już samych wyników, co również gry i dodatkowych okoliczności. Abstrahując już od tego, warto nadmienić, że prawdziwie królewski finisz to niekoniecznie taki, który przynosi niezliczoną liczbę punktów, ale taki, który pozwoli osiągnąć pułap wymarzony przez zainteresowaną nim drużynę. Właśnie o takim delikwencie można powiedzieć, że króluje na finiszu.


pubsport.pl