Kto mieczem wojuje… – niedziela w lidze

Wszystko było gotowe, napisane, czekało tylko na koniec meczu w Chorzowie. Podbeskidzie popsuło jednak dużą część mojego wpisu, bo odrobiło dwubramkową stratę w meczu z Ruchem. Tym razem nie zdołała natomiast dokonać tego Cracovia, która pewnie zmierza po miano pierwszoligowca. 

Śląsk Wrocław – Cracovia Kraków 3:0 (3:0)

Musiało być bardzo głośno dziś na stadionie we Wrocławiu, bo piłkarze Cracovii nie usłyszeli pierwszego gwizdka sędziego. Stali i czekali na niego, a Śląsk grał. Już w trzeciej minucie goście musieli przełknąć gola, po rzucie karnym wykonanym przez Diaza. Potem to już był tylko efekt domina – każdy kolejny piłkarz gości padał, a Śląsk zdobywał kolejne bramki. W sumie nastukał ich do przerwy trzy i zaliczył pierwszą wygraną w 2012 roku. Sukces ten umniejsza trochę, fakt, że odniesione zostało nad zespołem pierwszoligowym. No prawie. Z drugiej jednak strony – w środę z równie pierwszoligową Arką podopieczni Lenczyka dostali 0:2.

Bardzo ładnie krążyła dziś piłka między piłkarzami Śląska, ale w pochwałach rozpływał się nie będę, bo tło jakie było każdy widział. I tym razem nie chodzi o murawę na Stadionie Miejskim.

Cracovii trzeba oddać, że przegrywając 0:3 w drugiej połowie zrobiła parę dobrych akcji. Promyczkiem słońca nad pochmurnym pasiastym niebem może być postawa Sebastiana Satableckiego, występujący pierwszy raz w podstawowym składzie pomocnik zagrał bez kompleksów.

Reasumując we Wrocławiu, coś się wreszcie ruszyło: nie słychać już tego zapiewajły stadionowego tak jak dotychczas, trawa trochę się zazieleniła (tylko trochę), a drużyna wygrała. Czy to prawdziwe przebudzenie? Tego nie wiemy, dziś nie dało się ocenić.

Ruch Chorzów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:2 (2:0)

Wydawało się, że przebieg meczu będzie identyczny, jak we Wrocławiu. Ruch szybciutko po dwóch stałych fragmentach gry wbił dwa gole i kontrolował grę. Przez godzinę Podbeskidzie jakby czekało na egzekucję, trzeci gol dla Niebieskich wydawał się tylko kwestią czasu. Stare piłkarskie porzekadło głosi jednak, że nie wykorzystane okazje się mszczą, a stare życiowe porzekadło dodaje – kto mieczem wojuje, od miecza ginie. W najmniej spodziewanym momencie Liran Cohen dwa razy dobrze wykonał rzut wolny, obrona Ruchu dwa razy dała dupy i zrobił się remis. Dziwne? I to jak, skoro Ruch ma tak perfekcyjnie opanowane stałe fragmenty, to pewnie zawzięcie je ćwiczy. Teoretycznie, więc powinien też przed nimi umieć się bronić. Dziś tego nie widzieliśmy.

Ocena tego meczu sprawia mi ogromną trudność – gdyby skończył się po godzinie, to musiałbym zmiażdżyć podopiecznych Kasperczyka, a na piedestał wystawić ekipę Fornalika. Jedna minuta może czasem zniweczyć wysiłek kilkudziesięciu poprzednich, tak też stało się w chwili gdy samoboja strzelił Grodzicki.

Ten wynik to jest chyba kara, za to, że w Chorzowie nikt nie potrafi powiedzieć o co gra ten klub. Wciąż teoretycznie ma szanse nawet na mistrzostwo, ale wydaje mi się, że przed takimi spotkaniami jak z Podbeskidziem takie podgrzanie atmosfery, podniesienie poprzeczki, mogłoby podziałać mobilizująco.  Tymczasem Ruch jakby celowo się poniżał, robił z siebie ligowego średniaka i na siłę chciał się z tej walki wypisać. Dziś zrobił ku temu bardzo duży krok.

UPDATE: Podobno w szatni Podbeskidzia było w przerwie bardzo ostro i… padły niecenzuralne słowa 🙂


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/