Kto przespał, niech żałuje!

Co z tego, że Sebastian Vettel zapewnił sobie tytuł Mistrza Świata? Co z tego, że odnósł kolejne zwycięstwo w tym sezonie? Co z tego, że wyścig rozpoczął się o 08:00 rano polskiego czasu? Warto było obejrzeć rywalizację na torze w Yeongam!

Co prawda okazało się, że znowu wygrał niemiecki kierowca Red Bulla, ale tym razem nie przyszło mu to tak łatwo. Przede wszystkim dlatego, że dopiero piąty raz w obecnym sezonie startował z pola gorszego niż pierwsze (mówcie co chcecie, ja twierdzę, iż Red Bulle nieco odpuściły sesję kwalifikacyjną). Szybko wyprzedził Hamiltona, ale nie dało mu to jeszcze spokoju. Przez 2/3 czasu rywalizacji tegoroczny Mistrz Świata nie mógł odskoczyć nawet na kilka sekund, ciągle podążał za nim Brytyjczyk. To świadczy o tym, że Sebastian nie jest Mistrzem Świata z przypadku. On naprawdę zasłużył na tytuł. Pogratulować mu należy również ambicji, bo równie dobrze mógłby sobie porobić jaja ze wszystkich i ze wszystkiego.

Nie byłbym sobą, gdybym nie pochwalił Marka Webbera, który po raz pierwszy od bardzo dawna zaliczył udany start. Nie wiemy, jak to się stało, sam Australijczyk pewnie też nie, ale wiadomość poszła w świat. W ogóle trzeci kierowca ubiegłego roku powinien być zadowolony ze swojej dzisiejszej jazdy. Utrzymywał się w czołówce, nie popełniał błędów i zdobył 15 punktów dla swojej stajni, co razem z 25 oczkami zdobytymi przez jego kolegę z zespołu dało Red Bullowi Mistrzostwo Świata konstruktorów. Jednakże, Mark może być smutny, bądź też zdenerwowany z tego, że przez długi czas męczył się z Hamiltonem i ostatecznie go nie wyprzedził. Ale patrząc na jego uśmiech podczas dekoracji i słuchając jego wypowiedzi po wyścigu sądzę, że zepchnął to na drugi plan.

Czy zadowolony z siebie może być Lewis Hamilton? Hmm… to on przełamał passę zwycięstw Red Bulli w kwalifikacjach, do mety dojechał drugi, bo okazał się minimalnie gorszy od Vettela. On chyba mierzy wysoko i chciałby dziś wysłuchać hymnu Anglii. Biorąc pod uwagę to, iż ostatnio nie układało mu się najlepiej zarówno na torze, jak i w padoku, to piąty kierowca aktualnej klasyfikacji generalnej powinien się uśmiechnąć i zaliczyć weekend w Korei Południowej do udanych.

Walka pomiędzy Hamiltonem i Webberem to jeden z najważniejszych punktów dzisiejszego wyścigu. Druga połowa rywalizacji na torze Yeongam upłynęła pod znakiem tejże walki. Często Australijczyk miał mniej niż sekundę straty i mógł używać DRSu. Dawało mu to jakieś 0.2-0.3 sekundy, ale później musiał to utrzymać, co nie było łatwe. Dlatego ze zniecierpliwieniem co okrążenie oczekiwaliśmy, aż ta dwójka wjedzie na najdłuższą prostą w kalendarzu F1 (podobno) i co stanie się przed zakrętem nr 3.

Przepis o ruchomym tylnym skrzydle zadziałał na niekorzyść kierowcy Red Bulla. Kiedy na jednym z ostatnich okrążeń wjechał w zakręt nr 1 szybciej od Lewisa, to pozbawił się możliwości skorzystania z DRSu i „dał” ten przywilej Mistrzowi Świata z 2008 roku. Ten, z kolei, odskoczył potem na prawie całą sekundę i to było już nie do odrobienia dla zawodnika prowadzącego bolid nr 2. Ja bym tam się chyba wściekł na jego miejscu…

Przed weekendem przeczytałem wypowiedź Fernando Alonso, że Ferrari będą niezwykle mocne w Korei i mają szansę na wygraną. No cóż, nie wyszło. Czerwone samochody z numerami 5 i 6 dziś zajęły miejsca zgodne z ich oznaczeniem liczbowym na ten sezon. Hiszpan może nie być zadowolony, ale Felipe Massa myślę, że nie potraktuje wyników z GP Korei jako porażkę. Czasem był w centrum uwagi telewizdów, a na mecie nie stracił za wiele do zwycięzcy.

Bardzo zadowoleni ze zdobyczy punktowej mogą być wszyscy w zespole Toro Rosso. Niedawno jeszcze mieli problem z wejściem do Q2, a teraz regularnie osiągają dobre wyniki, zwłaszcza Jaime Alguersuari. Wydaje mi się, że chyba jednak Hiszpan zachowa swój fotel, bo jest nieco lepszy od Sebastiena Buemiego. Mimo tego, Szwajcar w przyszłym sezonie nie powinien pozostać bezrobotny, bo przecież także dobrze się prezentuje ostatnio (tam, gdzie dojeżdża do mety).

Miejscowi organizatorzy Grand Prix pownni pomyśleć nad bezpieczeństwem wjazdu i wyjazdu z alei serwisowej. Parokrotnie serce zabiło mocniej kierowcom opuszczającym pit lane, bo ci, którzy przejechali prostą startową byli o krok od spowodowania kolizji. Nie mają za dużego pola manewru, lecz myślę, że takie rozwiązanie, jakie mamy obecnie, jest niebezbieczne. Zobaczymy, być może odezwie się w tej sprawie FIA.

Ci, którzy woleli odpuścić sobie oglądanie dzisiejszej rywalizacji w Korei mają czego żałować. Poziom emocji był wyższy niż w Japonii, więc o zaśnięciu nie było mowy. Mieliśmy dużo walki o miejsca punktowane i z tego się cieszymy, nawet, jeśli losy Tytułu MŚ kierowców i konstruktorów są roztrzygnięte. Za dwa tygodnie debiut toru w Indiach, więc również warto będzie śledzić zmagania kierowców. Tym bardziej, że nie przypominam sobie startu wyścigu nie o pełnej godzinie czasu polskiego (czerwone światła zgasną o 10:30)…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl