Kto zatrzyma Nole?

Nole Đoković nie ma litości dla rywali i wygrywa wszystko co się da. 39 wygranych meczów z rzędu od grudnia, triumf w Pucharze Davisa oraz siedem wygranych turniejów w 2011 roku. Czy w Paryżu ktoś zdoła zakończyć zwycięską serię Serba?

Kiedy Novak w styczniu po raz drugi w karierze wygrał Australian Open pierwsza moja myśl była następująca: tylko niech teraz nie wygłasza na konferencjach tyrady, że Roger Federer się skończył, bo w 2008 roku to się źle skończyło, ale dla niego samego. Teraz jednak mamy zupełnie innego Serba, pewnego swojej wartości, jak zawsze sypiącego żartami, ale jednocześnie spokojniejszego, podchodzącego z szacunkiem do rywali. Dzisiejszy Nole nauczony pokory nigdy nie powie, że któryś z jego rywali się skończył. I dobrze, taki Nole bardzo mi się podoba. Znakomity serwis, w porównaniu z ubiegłym sezonem niebo a ziemia, poprawiony i tak fenomenalny bekhend, świetne operowanie drop szotem i slajsem, znakomita praca nóg, niesamowita precyzja, regularność, szybkie kontry i przechodzenie jednym uderzeniem z defensywy do ataku. Serb nie ma już takich przestojów w grze jak kiedyś, jest zombi, który gdy poczuje słabość rywala wysysa z niego krew do ostatniej kropli. Novak to tyran, który nie ma ochoty przestać wygrywać i zabija w długich wymianach nawet takiego tytana kortów ziemnych jak Rafa Nadal.

Cztery kolejno wygrane finały Masters 1000 z Nadalem, z czego dwa na kortach ziemnych (Madryt, Rzym). Oto potężny Novak, który zapomniał jak się przegrywa. Gdy był w tarapatach, w meczach z Thomazem Belluccim bądź Andym Murrayem pomogła mu albo kontuzja rywala albo fenomenalna rozegranie końcówki. Nole ma teraz to coś, co cechuje największych z największych: umiejętność zabijania rywali w kluczowych momentach, z uśmiechem na ustach broni break pointów, przyspiesza jak torpeda w decydujących gemach.

Nie spodziewałem się, że Nole z tenisisty rokującego na przyszłość w jednej chwili przeobrazi się w urodzonego zwycięzcę, który będzie zachwycał na każdej nawierzchni. Pomyślałem, że może i w Madrycie Serb jeszcze z Nadalem wygra, ale w Rzymie nie ma mowy, tam już królem będzie Hiszpan. Nic z tego, Novak wygrywa nawet w świątyniach tenisisty z Majorki.

Đoković bez wątpienia wyrasta na głównego kandydata do zdetronizowania Nadala na paryskiej mączce. Jeżeli ktoś może go zatrzymać to tylko Hiszpan, który zagrał wprost katastrofalnie w drugim secie w Rzymie, ale cały czas to on jest jeden krok z tytułu za Serbem, reszta z kolei na czele z Rogerem Federerem i Andym Murrayem znajduje się za plecami Hiszpana. Roger nie był w stanie zwyciężyć w Paryżu, gdy był w najwyżej formie, bo wtedy jego katem był Nadal. Więc niby dlaczego miałby tym razem triumfować w Rolandzie Garrosie, gdy obok Nadala pojawił się taki zabójca, jak Nole?

Pozytywnie mnie zaskoczył Andy Murray, który znakomicie zaprezentował się w Rzymie przegrywając w półfinale po ekscytującym widowisku z Đokoviciem. Wcześniej zaliczył też półfinał w Monte Carlo urywając seta Nadalowi. Brytyjczyk tak dobrze grający na mączce, nie mieściło się to w mojej głowie i dalej się nie mieści, że w Paryżu również może mu pójść tak dobrze. Ten przestraszony kociak, który nie ma genu zwycięzcy miałby zawojować Paryż? W życiu Romana! Jest jeszcze Robin Söderling, finalista z 2009 i 2010 roku, który w Estoril, Madrycie i Rzymie w ćwierćfinałach przegrywał z Juanem Martínem del Potro, Federerem i Đokoviciem nie wygrywając z żadnym z tych rywali seta. Jest imponujący regularnością David Ferrer, który w każdym z pięciu tegorocznych turniejów na mączce doszedł co najmniej do ćwierćfinału (triumf w Acapulco, finały w Monte Carlo i Barcelonie). Jest jego rodak „ziemniak”, dwukrotny ćwierćfinalista Rolanda Garrosa, zdobywca dwóch tytułów w tym sezonie Nicolás Almagro. Są ubiegłoroczni półfinaliści Rolanda Garrosa Tomáš Berdych i Jürgen Melzer. Czech zaliczył ostatnio ćwierćfinały w Madrycie i Rzymie, a w trwającym turnieju w Nicei jest już w półfinale. Austriak błysnął w Monte Carlo, gdzie doszedł do półfinału bijąc po drodze Federera oraz zaliczył ćwierćfinał w Barcelonie, ale już w Madrycie i Rzymie nie wygrał meczu. A może szaleni Francuzi: Gaël Monfils, Richard Gasquet czy Jo-Wilfried Tsonga? Oni mogą błysnąć w pojedynczych meczach, ale to również nie są rywale na przed którymi mieli by drżeć Nadal i Đoković.

Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli kolejne wielkie starcie w finale pomiędzy Hiszpanem i Serbem. Przyzwyczajajmy się, że to konfrontacje tych dwóch wielkich tenisistów będąc rozpalać naszą wyobraźnię przez najbliższe miesiące i pewnie lata. Tak przypatruję się i próbuję znaleźć jakiś inny scenariusz, ale każdy wydaje mi się czymś w rodzaju science fiction. Rafa i Nole spotkają się w finale, no chyba że dojdzie do trzęsienia ziemi i nastąpi koniec świata, a tym trzęsieniem mogła by być jakaś Francesca w spodniach. Ale czy coś takiego w męskim tenisie jest możliwe??


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl