Kultura fizyczna – odcinek 8

Pora na kolejny odcinek cyklu. Tym razem postaram się zarekomendować film fabularny traktujący o burzliwym życiu pewnego boksera, dokument przedstawiający postać jednego z najlepszych piłkarzy w historii oraz książkę opowiadającą o przyjaźni dwóch polskich pięściarzy.

Film: Fighter

Jestem wielkim fanem kina bokserskiego. Często zdarza się, że filmy poświęcone tej dyscyplinie przebiegają według utartego schematu. Jednak najczęściej znakomicie przedstawiają fascynujące historie o walce nie tylko w ringu oraz o dążeniu do sukcesów po wyboistej drodze. Do grupy tych wybitnych filmów należy dzieło „Fighter”.  Film Davida O. Rusella przedstawia bardzo ciekawą i prawdziwą historię amerykańskiego pięściarza Micky’ego Warda (w tej roli Mark Walhberg) .To początkujący bokser, który najczęściej zbiera lanie od kolejnych rywali. Jego promotorką jest matka – osoba o ogromnym ego, widząca w Wardzie przede wszystkim dobry sposób na zarabianie pieniędzy. Przyrodni brat Micky’ego, Dicky Eklund (Christian Bale) pełni rolę jego trenera. Jednak do swoich obowiązków, podobnie jak wspomniana matka, nie potrafi podejść profesjonalnie. W przeszłości był obiecującym pięściarzem, obecnie jest narkomanem lubiącym spędzać czas w nieodpowiednim towarzystwie. Na dodatek trafia do więzienia, a Ward w kiepskim stylu przegrywa kolejne pojedynki. Wreszcie w życiu sportowca pojawia się kobieta, dzięki której kariera i życie osobiste głównego bohatera mogą się całkowicie zmienić. To właśnie dzięki swojej nowej dziewczynie, Micky postanawia stoczyć walkę o mistrzowski tytuł, jednak do tego niezbędna jest pomoc brata, który po pewnym czasie opuszcza więzienne mury. „Fighter” to z jednej strony opowieść o bokserskiej drodze do sławy, zaś z drugiej przedstawienie trudnych rodzinnych relacji. Micky musiał wybierać pomiędzy radami dziewczyny a doradztwem rodziny. Musiał również pogodzić obie strony, gdyż to zwiększało prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu. Przede wszystkim film Rusella jest historią o tym, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach można się podnieść i nawet, gdy nie widać choćby odrobiny nadziei, dzięki determinacji i walki do końca, można wiele osiągnąć. Na dobrą ocenę filmu składa się również znakomita gra aktorska. Głównie należy docenić wspomnianego już Bale’a, który otrzymał Oscara za najlepszą męską rolę drugoplanową. Tę samą nagrodę wręczono także Melissie Leo, która wcieliła się w rolę Alice Ward – matki zajmującej się w nietypowy sposób karierą Micky’ego. Należy dodać, że kulminacyjnym momentem filmu jest walka Warda o tytuł mistrzowski federacji WBU. Większość fanów bosku pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że tytuły nadawane przez tę federację nie należą do najbardziej prestiżowych i nie są traktowane jako pełnoprawne mistrzostwo świata. Przebieg prawdziwej walki także był nieco inny niż ten przedstawiony w filmie. Jednak nie chodziło w nim o to, by odwzorować walkę ze wszystkimi szczegółami i rozwodzić się nad prestiżem danych federacji i ich pasów. Zamysłem twórców było przesłanie, o którym pisałem wcześniej. Z tego zdania wywiązali się fantastycznie.

Dokument: Maradona według Kusturicy

Chyba nie ma na świecie fana futbolu, który byłby obojętnie nastawiony do Diego Maradony. Jedni kochają go za wspaniałe gole, w zależności od swojego wieku wspominają niesamowite mecze Argentyńczyka lub przesiąknięci opowieściami o nim, oglądają w Internecie jego popisy, których nie mają okazji pamiętać. Przez wielu uważany jest za najlepszego piłkarza, jaki kiedykolwiek biegał po murawie. Drudzy nie darzą go sympatią. Nie podoba się  im jego styl bycia, zarozumiałość i charakter. Wypominają mu ciemne karty z jego kariery, jak choćby oszustwo z meczu z Anglią na Mistrzostwach Świata w Meksyku w 1986 roku, kiedy pokonał bramkarza rywali ręką. Ja osobiście przychylam się po części do obu tych grup. Chociaż nie pamiętam Maradony z boiska, z uznaniem patrzę na jego grę, oglądając archiwalne materiały. Jednak każdy sportowiec, który w tak arogancki sposób dopuszcza się oszustwa, by osiągnąć sukces jest przeze mnie nielubiany. Nie mniej niezależnie od tego, do której grupy się należy, warto o Maradonie rozmawiać, czytać, oglądać i słuchać, bo jest to postać wyrazista, a właśnie takie postaci potrzebne są sportowi. Okazją do zapoznania się z sylwetką tego wybitnego zawodnika jest dokument znanego serbskiego reżysera Emira Kusturicy. Film przedstawia Maradonę z różnych perspektyw. Oglądamy jego poczynania boiskowe, najważniejsze momenty w piłkarskiej karierze, ale także widzimy jego życie rodzinne. Nie zabrakło również odniesień do osobistych problemów mistrza świata z 1986 roku. A tych przecież nie brakowało. Kusturica realizując dokument, spotkał się z Maradoną. Widać było, że Serb jest zafascynowany piłką nożną, a szczególnie bohaterem swojego dzieła. Ten fakt nie wpłynął jednak na jakość filmu, bowiem z przedstawienia tych mniej chlubnych epizodów z życia reprezentanta Argentyny reżyser nie zrezygnował. Widzowie mają okazję zobaczyć fragmenty najlepszych meczów Maradony i przeżyć po raz kolejny niesamowitą rywalizację argentyńsko-angielską mającą miejsce na meksykańskim mundialu, kiedy to Diego zasłynął nie tylko oszustwem, ale także genialną akcją, po której ustalił wynik spotkania. Mogą też poznać poglądy piłkarza. Są one bardzo lewicowe, Maradona należy do fanów słynnych komunistów Che Guevary i Fidela Castro. Film przedstawia przede wszystkim różne aspekty życia wielkiego gracza (w mojej opinii tylko wielkiego gracza, bo nie wielkiego sportowca). Niezależnie od tego, czy uważa się (podobnie jak ja), że osoba eliminująca rywali, strzelając gola ręką, traci swoją wielkość, czy też uwielbia się Maradonę za to kim był, warto poświecić czas, by zobaczyć jak zawodnik został przedstawiony przez jednego z najsłynniejszych reżyserów. W końcu takie postaci jak Diego Maradona dodają sportowi kolorytu i wzbudzają największą ciekawość.

Książka: Jerzy Kulej Mój Mistrz

Zdecydowałem się na przeczytanie książki o najwybitniejszym polskim pięściarzu. Jerzego Kuleja opisuje jego przyjaciel Marcin Najman. Od razu napiszę, że autora książki darzę dużym szacunkiem, co może niektórym wydać się to dziwne, ale dla mnie dziwne jest to, że inteligentnego człowieka, w mediach przedstawia się zazwyczaj jako kompletnego nieudacznika. Niektórzy polscy pięściarze bardzo negatywnie wypowiadają się o Najmanie. Znamienne jest jednak to, że wśród nich nie ma tych najlepszych, jak Michalczewski, Gołota, czy Adamek. Jeśli chodzi o dokonania sportowe, również nie jest tak, jak przedstawiają to media. Ktoś kto nie interesuje się boksem, śledząc z doskoku rozmowy o pięściarzu z Częstochowy, może pomyśleć, że Najman przegrywał z każdym z kim wyszedł do ringu. Nic bardziej mylnego. Najman na zawodowym ringu stoczył dziewiętnaście walk pięściarskich. Wygrał aż piętnaście z nich. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie walczył z Tysonem, ani Lewisem, ale bilans jest znakomity jak na gościa, z którego śmieje się grono ignorantów. Co do samej książki również muszę napisać, że przeczytanie jej było bardzo dobrą decyzją. Po pierwsze chyba każdego fana boksu fascynuje postać tak wybitna jak Jerzy Kulej. Nieżyjący już pięściarz to dwukrotny mistrz olimpijski. Zdobywał złote medale na igrzyskach w Tokio w 1964 roku oraz w Meksyku cztery lata później. Po zakończeniu kariery Kulej pozostał przy swojej ukochanej dyscyplinie. Młodsze pokolenie kojarzy go głównie jako świetnego komentatora. Po drugie książka jest bardzo ciekawa i całkiem dobrze napisana. Nie jest to klasyczna biografia. W większym stopniu jest to opowieść o przyjaźni, jaka zrodziła się między Najmanem a Kulejem. Autor opisuje swoje pierwsze spotkania z Mistrzem (często w książce Kulej nazywany jest w ten sposób, co jest w pełni zrozumiałe, wszak na takie określenie zasłużył) oraz późniejsze losy ich przyjaźni. Nie brakuje bardzo ciekawych anegdot, zarówno tych, których Najman był świadkiem, jak i tych, które Kulej opowiedział swojemu młodszemu koledze. Być może niektórym czytelnikom nie spodoba się to, że Najman pisał dość dużo o sobie, ale w końcu Kulej zdecydował się pomóc mu w karierze pięściarskiej, co zresztą przyniosło dobre efekty. Wątkami autobiograficznymi była chociażby fascynacja Andrzejem Gołotą i relacje z Przemysławem Saletą. Najman przedstawia swoją wersję wydarzeń, które złożyły się na to, że obaj panowie z dobrych kumpli stali się ludźmi nie darzącymi się sympatią. O tym nie chcę jednak pisać, gdyż nie znam ich osobiście, więc nie powinienem wnikać w ich prywatne sprawy i stawać po którejś ze stron. Warto jednak zapoznać się także z tym, co na ten temat chce powiedzieć Najman, gdyż ich pojedynki w mediach były przedstawiane w jednostronny sposób, jako walka dobrego ze złym, gdzie Najman pełnił rolę tego drugiego. Książka to jednak przede wszystkim opowieść o Jerzym Kuleju, postaci wyjątkowej dla polskiego sportu. To wielki sportowiec, a pamięć o takich powinna być podtrzymywana. Książkę Marcina Najmana mogę zatem polecić, bo to ciekawa historia o człowieku zasłużonym dla polskiego sportu.