LE: Emocji mało, ale liczy się wygrana

Lechowi Poznań udało się pokonać u siebie Bragę 1:0. Cieszy tylko sam fakt wygranej, bo styl gry i poziom emocji tego spotkania pozostawia wiele do rzeczenia. Nawet wicemistrz Portugalii zagrał poniżej oczekiwań.

Pierwsza połowa spotkania, to kilka niecelnych strzałów z obu stron, w większości niegroźnych, oprócz próby Limy, którą świetnie obronił Kotorowski. Po pierwszych 45. minutach nie widzieliśmy ani tego znakomicie grającego w LE Kolejorza ani Bragi, która zachwycała w Lidze Mistrzów. Po przerwie zaczęło się dziać więcej. To zmian przeprowadzonych przez Jose Marię Bakero. Pojawili się na boisku Możdżeń i Kiełb, więc znacznie wzrosła liczba ofensywnych graczy w Lechu. Zaczęło to przynosić efekty, ale dopiero 20 minut po pierwszym gwizdku arbitra w drugiej połowie. Do tego czasu, goście usiedli na gospodarzach i gdyby nie ich dość pechowe, niecelne uderzenia, to mogliby objąć prowadzenie. Od 65. minuty Kolejorz obudził się i zaczął przeważać na boisku. Coraz częściej zagrywano piłkę w pole karne wicemistrza Portugalii i strzałami zagrażano bramce strzeżonej przez Artura. Widać było, że poznańska lokomotywa się rozpędza. Aż w końcu nadeszła ta wspaniała 72. minuta. Przejął piłkę w środku pola Krivets, podał do wybiegającego na czystą pozycję Rudnevsa, a ten zdobył piątą bramkę dla swojego klubu w Lidze Europy. Ostatnie 8 minut (łącznie z doliczonym czasem gry), było w wykonaniu Lecha moim zdaniem zbyt nerwowe. Pojawiało się za dużo niedokładnych i niecelnych podań, co Braga powinna wykorzystać. Ale widać, że to nie ten sam zespół, który grał 2-4 miesiące temu w grupie H Champions League.

W pierwszej części spotkania zarówno jedni, jak i drudzy grali ospale, nie rzucali się do ataku. Szkoda, że Lech nie pokazał się z takiej strony, z jakiej go znamy. Tym razem nie usiadł na rywalu, jak często zwykł to czynić i nie zadawał mu regularnie ciosów. Braga to samo. Wszystko odbywało się na zasadzie „jak się uda, to dobrze, a jak nie, to trudno”…

W drugiej połówce, jak wspomniałem, było już lepiej, bo więcej się działo. Trener Bakero zrobił to, czego nie robił za swojej kadencji trener Zieliński, czyli postawił na atak. W pewnym momencie zwiększył liczbę ofensywnych graczy w zespole, nie bał się zaryzykować. I bardzo dobrze! Ja takie podejście cenię.

Sama gra Lecha nie podobała mi się. Brakowało piłkarza, który poderwałby zespół do walki, jakim był jesienią Sławek Peszko. Nie miał specjalnie kto ruszyć na bramkę. Przez to mało było „życia” w szegerach Lechitów i dlatego poziom widowiska można ocenić jako mierny.

Braga pozbawiona kilku ważnych piłkarzy również nie zachwycała. Brakowało przede wszystkim Matheusa, który był chyba najważniejszą postacią w ofensywie tej drużyny. Zmieniając kadrę, ekipa z Bragi straciła bardzo ważny argument przeciw rywalom – zespołowość. Oni jako drużyna pokonali Celtic i Sevillę w eliminacjach do LM. Oczywiście, najważniejszy był wspomnany Matheus, ale to dlatego, że był egzekutorem i najwięcej uwagi kierowało się na niego. Wielkich nazwisk to nie mają, ale teraz, gdy nie są tak zgrani, jak jesienią, to dużo tracą na wartości.

Nie należy jednak lekceważyć spotkania rewanżowego z kilku przyczyn, np. nie wiadomo, jaka będzie wówczas dyspozycja podopiecznych Bakero, wyjątkowy stadion, daleka podróż… Bądźmy dobrej myśli, bo mimo wszystko szansa jest duża. Choć musimy być ostrożni w przewidywaniach, to po cichu liczymy na 1/8, a tam… albo rewanż ze Spartą za kwalifikacje do Champions League albo wspaniały dwumecz z Liverpoolem (możliwa jest wygrana!).

Tak więc trzymajmy kciuki za Mistrza Polski, bo ta piękna przygoda może być jeszcze piękniejsza!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl