Lech wciąż bez gola…

Trwa czarna seria Lecha Poznań – ekipa, która według wielu ma największy potencjał ofensywny w lidze, od czterech meczów nie zdobyła gola. Dziś  bezbramkowo zremisowała w Bielsku z Podbeskidziem. Seria Lecha robi się jeszcze bardziej „imponująca” gdy przypomnimy, że w ostatnich 51 dniach Kolejorz rozegrał 5 meczów i do siatki rywali trafił tylko raz. 

Pierwsza połowa w Bielsku nie powaliła na kolana, za to powaliła na …łóżko. Przynajmniej mnie, na parę minut zdrzemnąłem się, ale raczej wiele nie straciłem. Drugą połowę dobrze zaczęli bielszczanie… konkretnie kibice, którzy pokazali fajną oprawę. To jakby obudziło też piłkarzy, który dosłownie złapali wiatr w żagle, a raczej w plecy. Przez pół godziny zastanawiałem się co gracze obu drużyn oglądali w przerwie tego meczu. Doszedłem do wniosku, że gospodarze obczaili sobie skecz Kabaretu Skeczów Męczących, z nieśmiertelną parodią Jacka Krzynówka, powtarzającego do znudzenia „konsekwentnie do przodu i staramy się”. Tak właśnie grali w podopieczni Roberta Kasperczyka. Może nie było w ich akcjach jakiegoś specjalnego zmysłu taktycznego, ale „ciągu na bramkę” odmówić im nie można. W połączeniu z katastrofalną postawą obrony Lecha to powinno przynieść bramkę. Lechici obejrzeli przed wyjściem na murawę chyba film Jackass, traktujący o świrach, którzy za wszelką cenę próbują przed kamerami wygłupić się i sprawić sobie ból. Sam Bakero chyba się na tym wzorował, bo na ławce zostawił i Stilica i Rudneva. Bez nich siła ataku gości była niemal zerowa. No, ale wróćmy do zadawania sobie bólu i wygłupów obrońców. W 59. minucie Hubert Wołąkiewicz zachował się jak bohater wspomnianego filmu pozwalający wystrzelić się w powietrze, zamknięty w budce przenośnego systemu toaletowego „toi toi”. Nie muszę chyba pisać, jakie były efekty tego eksperymentu. Podobnie w przypadku defensora Lecha – niesmak, żeby nie powiedzieć smród po jego akcji mógł w Poznaniu unosić się bardzo długo. Gdyby tylko Cohen nie zwariował dostając 30 metrów przed bramką piłkę od swojego rywala…

Ogólnie to był szalony mecz, a taką grę piłkarzy wyjaśnia obecność Franciszka Smudy na widowni. Po prostu – zagrali dla niego. Nie jest tajemnicą, że ten wybitny taktyk najbardziej lubi mecze typu „kokodżambo i do przodu” (wg. Smudy najlepsze na MŚ w RPA było  starcie Dania – Kamerun). Taki właśnie to był pojedynek. Po wejściu na boisko Stilica, Rudneva i Toneva nie tylko Podbeskidzie grało w tym stylu. Końcówka była wymianą ciosów i tak na prawdę obie drużyny mogły pokusić się o wygraną. Skończyło się jednak 0:0, które pomału staje się tradycją w poniedziałkowych meczach. Widzowie w Europie już po raz 5. widzieli bezbramkowy mecz polskiej ekstraklasy. Na szczęście nie było to widowisko najgorsze z tych pięciu.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk

29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć „coś” ciekawego w każdej dyscyplinie sportu.
Obserwuj mnie na Twitterze

http://www.pubsport.pl/