Lech i Legia w fazie grupowej Ligi Europy

Liga Europy

Dwa polskie zespoły awansowały do fazy grupowej Ligi Europy. Lech Poznań przypieczętował  awans bez problemów. Bez nerwów nie obeszło się w Warszawie, ale ostatecznie Legia po raz drugi pokonała Zorię i również cieszyła się z przepustki do rozgrywek grupowych.

Lech Poznań po zwycięstwie 3:0 w meczu u siebie był w doskonałej sytuacji przed wyjazdowym rewanżem z Videotonem Szekesfehervar.  Na Węgrzech mistrzowie Polski wygrali 1:0, choć spotkanie nie zachwyciło. W 57. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Barry’ego Douglasa  piłkę głową uderzał Marcin Kamiński, kierując ją do Tomasza Kędziory. Obrońca „Kolejorza” oddał strzał z woleja i zapewnił zwycięstwo drużynie Macieja Skorży. Dla Lecha jest to powrót po pięciu latach do fazy grupowej Ligi Europy. Ostatni występ był dla poznaniaków bardzo udany. Zespół z Wielkopolski wygrał m.in. z Manchesterem City, dwukrotnie zremisował z Juventusem i odpadł po wyrównanej walce z Bragą, która dotarła później do finału.

Legia Warszawa tak solidnej zaliczki nie miała, ponieważ pierwszy mecz wygrała 1:0. Jednak mogła cieszyć się z atutu własnego boiska. O awans musieliśmy drżeć do ostatnich minut. Gospodarze wyszli na prowadzenie w 16. minucie. Tomasz Brzyski dośrodkował z rzutu wolnego. Piłka w polu karnym nie została przez nikogo dotknięta i, ku zaskoczeniu bramkarza, wpadła do siatki. Na sześć minut przed końcem pierwszej połowy Dmytro Chomczenowskyj przymierzył z rzutu wolnego i pokonał Dusana Kuciaka. Po pierwszej połowie było nerwowo. Kiedy w 62. minucie prowadzenie wicemistrzom Polski dał Guilherme, wydawało się, że o awans nie musimy się martwić. Jednak goście po raz kolejny znakomicie wykonali rzut wolny. Było to cztery minuty po bramce Brazylijczyka. Słowackiego bramkarza Legii tym razem pokonał Rusłan Malinowskyj. Niemal  do samego końca spotkanie trzymało w napięciu. Emocje opadły dopiero w doliczonym czasie, kiedy sędzia podyktował rzut karny dla ekipy Henninga Berga. Do piłki podszedł faulowany Ondrej Duda i celnym strzałem z jedenastu metrów zapewnił Legii zwycięstwo 3:2.

Dwie drużyny w fazie grupowej Ligi Europy to na pewno dobra wiadomość. Jednak znów musimy obejść się smakiem jeśli chodzi o występy polskiego zespołu w Lidze Mistrzów. W tym sezonie do krajów, które awansowały do niej przynajmniej raz w ciągu 19 lat (okres, w którym mistrz Polski nie może przejść do LM) dołączył Kazachstan, dzięki sukcesowi Astany. Ostatni raz z awansu cieszyliśmy się 21 sierpnia 1996 roku. Wtedy to do Ligi Mistrzów awansował Widzew Łódź, a Tomasz Zimoch krzyczał do pana Turka, by „kończył to spotkanie”. Cofnijmy się do tego dnia i zobaczmy jak wyglądał świat:

– Pewien chłopiec obchodził ósme urodziny. Zdmuchując urodzinowe świeczki chyba nawet nie myślał o strzeleniu czterech goli Realowi Madryt. Tym chłopcem był Robert Lewandowski.

– Na pierwszym miejscu Listy Przebojów Programu 3 Polskiego Radia znajdował się utwór „On Silent   Wings” Tiny Turner i Stinga.

– Kobiety, których dzieci w zeszłym roku odbierały dowody osobiste, wówczas były w ciąży.

– Internet nie był czymś bez czego trudno wyobrazić sobie życie.

– Nie było w Polsce kanałów sportowych .

Jak widać wiele się zmieniło. Niektórzy mimo wąsa pod nosem i możliwości legalnego kupienia piwa nie pamiętają polskiego klubu w Lidze Mistrzów. Niestety nic nie wskazuje na to, by mogło się to zmienić. Jednak skoro awans potrafiły wywalczyć w tym czasie drużyny z Kazachstanu, Słowacji, Słowenii, czy Białorusi, na pewno są w stanie osiągnąć to także Polacy. W końcu kiedyś musi się udać.


pubsport.pl