Lech sięga dna

Za nami kolejne pucharowe wojaże Lecha i Legii. O stołecznej ekipie pisałem już jakieś  dwa tygodnie temu i niewiele się w jej kwestii zmieniło. Wczoraj po bezbarwnej grze  uległa  0:2 włoskiemu Napoli. W takim samym stosunku przegrał również wczoraj Lech, którego czarna passa wydaje się nie mieć końca.
Szczerze powiedziawszy, trudno mi uwierzyć w to, co dzieje się obecnie przy Bułgarskiej. Głęboki kryzys to wśród zespołów, zwłaszcza kopiących się nad Wisłą, rzecz spotykana bardzo często, ale postawa Kolejorza w lidze to nie jest seria nieco kiepskich wyników. To katastrofa. Nie dociera do mnie, że mistrz Polski może po dziesięciu kolejkach szorować dno tabeli ze stratą pięciu punktów do bezpiecznej pozycji.
Skorża to trener, który nierzadko boi się ryzyka, lubuje się w defensywnych pomocnikach, a historii, kiedy swoimi decyzjami przegrał Legii awans do 1/16 Ligi Europy z katastrofalnym wówczas w destrukcji Sportingiem, nigdy mu nie zapomnę.  Ale to dobry szkoleniowiec, bo praktycznie z pracy z każdym polskim zespołem jaki prowadził, można wyciągnąć wiele pozytywów. Głębszych kryzysów jego kluby raczej nie przechodziły, choć owszem, zdarzyła się eurokompromitacja z Levadią Tallin czy frajerska porażka w walce o mistrzostwo podczas drugiego sezonu pracy w Warszawie. Patrząc więc na sytuację przy Bułgarskiej, byłem raczej spokojny i myślałem sobie: to jest Skorża, on doskonale zna polskie realia, miał drużyny różnych potencjałach kadrowych i choć zdarzały się rozczarowania, koniec końców nigdy wielkiego  wstydu nie przynosił.  Ale teraz widzę bezradnego gościa, gubiącego się zarówno w tym, co robi, jak i w tym, co ma do przekazania mediom. Mam przed oczami wiecznie skołowanego faceta, który nie ma bladego pojęcia jak wydostać się  z dołu, do którego z całym impetem wpadła jego drużyna.
Lech zagrał wczoraj kolejne spotkanie z serii tych do zapomnienia. Nie wiem, czy Bazyela pokazała wczoraj sto procent swoich możliwości, ale wydawała się zespołem, z którym mistrz Polski w dobrej formie powinien powalczyć chociaż o remis. Szwajcarzy długimi momentami nie przypominali ekipy, która totalnie zdominowała Lecha w walce o Ligę Mistrzów. Grali też znacznie gorzej niż przed dwoma tygodniami z Fiorentiną, kiedy to  zdarzało im się nawet grać z Włochami „w dziadka”. Wczoraj byli do ugryzienia, ale Kolejorz znowu pokazał swoje złe oblicze, którym raczy nasze oczy niemal od początku obecnej kampanii.

 

Bardzo źle  wypadli środkowi defensorzy, Kamiński i Arajurri. Ten pierwszy, nie używając wcale Power Pointa, przedstawił nam prezentację pt. „Jak upozorować krycie rywala” . Zostawił Bjarnasonowi tak dużo czasu oraz miejsca na przyjęcie  i zakończenie akcji golem, że śmiem twierdzić, iż nawet Daniel Sikorski wykorzystałby tę szansę z zimną krwią. Bardzo martwi mnie to, co dzieje się z jednym z flagowych produktów akademii z Wronek (bo to właśnie tam, w zamkniętym ośrodku, trenują młodzi lechici). Marcin już kilku dobrych lat pokazuje duży potencjał. Jest jednym z nielicznych polskich stoperów, którym wyprowadzenie piłki (zapominamy o wczorajszym meczu!) czy zagranie dokładnego passa na kilkadziesiąt metrów, nie sprawia większych kłopotów. Potrafi zagrać spotkanie, po którym wielu skautów wpisze sobie jego nazwisko do notatnika, by przy okazji następnego meczu zaprezentować tyle prostych błędów, że ci sami poszukiwacze talentów mogą zadać sobie pytanie: „Co my tu, do cholery, robimy?”. A niestety, stabilność to u obrońcy, zwłaszcza środkowego, absolutna podstawa. Lepszy stoper, który zawsze będzie grał przeciętnie niż taki, który zagra znakomicie, by następnym razem kompletnie dołować. Druga sprawa, budowa ciała. Już kiedyś Weszło! mu to wytknęło, a Kamiński dalej nie wygląda na gościa, którego bałby się ktokolwiek. Z taką „tężyzną fizyczną” nie ma szans na grę na poważnym europejskim poziomie. Nie na tej pozycji.

Ale wróćmy do meczu. Kulało wyprowadzenie piłki z własnej strefy obronnej, do czego przyczynili się zarówno wspomniani środkowi obrońcy, jak i gracze drugiej linii, którzy często chowali się za rywalami.

Linetty znowu pokazał, że na zagraniczny transfer nie jest jeszcze gotowy. Karol, pod nieobecność Trałki, zdecydowany lider drugiej linii i gość, od którego wypada wymagać najwięcej, kompletnie zawiódł. Bezsensowna druga żółta kartka i osłabienie zespołu w środku spotkania przy wyniku 0:0 to jedno, czasami się zdarza, ale sama jego  gra pozostawiła bardzo wiele do życzenia. Niedoszły gracz Club Brugge notował niewiele odbiorów. Próbował rozgrywać, ale tego dnia wychodziło mu to źle, brakowało z jego strony tego charakterystycznego przyspieszenia akcji, w kluczowych momentach, kiedy miał już partnera na dogodnej pozycji z przodu, zagrywał niedokładnie.
Nie ma sensu rozwodzić się tutaj personalnie nad każdym zawodnikiem, wszak po owym popisie bezradności trudno wyróżnić kogokolwiek z biegających wczoraj w białych koszulkach graczy.

 

 

Gdy patrzyłem na piłkarzy Lecha, to nie widziałem u nich braku pomysłu na rozegranie akcji. Czasami szukali naprawdę fajnych rozwiązań, ale za każdym razem odnosiłem wrażenie, że brakuje im umiejętności. A że tacy gracze jak Hamalainen, Jevtić czy Gajos, te umiejętności posiadają, wiemy doskonale. Pokazywali to niejednokrotnie. To tylko pokazuje w jak fatalnej dyspozycji są lechici. Ich atuty kompletnie pozanikały. I o ile nieudolność Formelli nie powinna nikogo dziwić, o tyle Jevticia czy Hamalainena już jak najbardziej.

 
W Lechu głównym problemem nie są nietrafione transfery. Nie jest nim też wypalenie, jakieś nasycenie się sukcesem, bo Lech zdobył mistrza na ostatniej prostej i w żadnych innych rozgrywkach niczym nie zaimponował. Zawiodło przygotowanie do sezonu. Nie taktyka, jaką obiera Skorża, tylko to, jak przygotował poszczególnych piłkarzy do rozgrywek. Niemal każdy z nich gra tak, jakby nagle zatracił umiejętności. I dlatego nie funkcjonuje to ani jako kolektyw, ani jako zgraja indywidualności zdolna samodzielnie wygrywać mecze.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl