Lech – z nieba do piekła

Lech Poznań w dwa sezony znalazł się w piłkarskim niebie, jak na polskie warunki rzecz jasna. Przez następne pół sezonu sen trwał, ale wszystko zawaliło się wiosną 2011, kiedy Lech nie zdołał wywalczyć sobie awansu do europejskich pucharów.

Teraz dokładniej. Franciszek Smuda przyszedł do Lecha w 2006 roku. Przez dwa lata, budował w Poznaniu zespół, który będzie w stanie powalczyć „o coś” w Europie. „Franz” konsekwentnie wyznawał swoją filozofię futbolu, opartą na grze ofensywnej. W końcu nadszedł moment przełomowy. Był to sezon 2008/2009. Lech wtedy startował w eliminacjach do Pucharu UEFA, czyli ówczesnym odpowiedniku Ligi Europejskiej. Wszystkie polskie kluby rozczarowały, a do fazy grupowej wdarł się zespół z Poznania. Oczywiście, z ogromnym trudem, bo gdyby nie bramka Rafała Murawskiego zdobyta w 120 minucie ostatniego meczu eliminacyjnego z Austrią Wiedeń, Lech do upragnionej następnej rundy, by się nie dostał. Ale ta bramka padła i Lech awansował do fazy grupowej. Potem sensacyjnie nawet z niej wyszedł,  a zatrzymał się dopiero w 1/16, po wyrównanym dwumeczu z Udinese. W lidze ”Kolejorz” zajął trzecie miejsce, a przy okazji zdobył Puchar Polski. W tamtym właśnie sezonie wykreowały się nowe gwiazdy. Lech stał się klubem, który spokojnie można byłoby uznać za przykład profesjonalizmu w Polsce.

Przed kolejnym sezonem, apetyty kibiców Lecha były mocno rozbudzone. Ale w Europie przyszło rozczarowanie. „Kolejorz” do fazy grupowej LE nie wszedł. Niestety. Ale i tak niewiele brakowało, bo porażka z Club Brugge, nastąpiła dopiero po serii rzutów karnych. Niektórzy już mówili, że to dopiero początek końca następcy Smudy, Jacka Zielińskiego. Nowy coach może nie wyznawał identycznej filozofii, jak Smuda, ale i tak gra Lecha za jego kadencji długimi momentami, mogla się podobać. W Lechu jednak, szybko zapomnieli o pucharowych niepowodzeniach, bo sezon skończył sie dla nich wyśmienicie. Tak długo wyczekiwane mistrzostwo, stało się faktem i to za sprawą właśnie Jacka Zielińskiego, który ponoć miał być już skończony.

Odszedł Robert Lewandowski, ale za to przyszło trzech innych atakujących. W postaci Tschibamby, Wichniarka i Rudnevsa. Dwóch pierwszych się nie sprawdziło.  Trzeci, był obajwieniem, ale przyszedł za późno. Gdyby Łotysz przyszedł do Lecha ciut wcześniej to może Sparta Praga zostałaby pokonana i Lech wciąż by miał szanse na Ligę Mistrzów. Stało się inaczej. „Kolejorz” musiał się zadowolić walką o fazę grupową Ligi Europejskiej. Ale tam też wróżono im solidne baty, bowiem wpadli na ukraińskie Dnipro, które wydawało się w tamtym czasie być dla Lecha drużyną, prawie nieosiągalną.  Lech jednak sensacyjnie awansował. Następnie wyszedł z grupy LE, pokonując nawet prawie najbardziej kasiasty na świecie, Manchester City. Były też dwa remisy z legendarnym Juve. Z Bragą przyszła porażka, ale i tak z wyczynów Lecha w Europie można być zadowolonym, baa nawet dumnym. Mówię to bez cienia wątpliwości. Ale w lidze zawiedli. Dosadniej mówiąc, ekstraklasę olali. Na mecze w Europie, wychodzili z chęcią pokazania się piłkarskiemu światu, na meczach zasuwali na maksa. A w ekstraklasie wyglądało to mniej więcej tak: przyjść, trochę pobiegać i poudawać, że sie walczy.  A na konferencji prasowej popularne : ,,To był mecz walki”. I tak Lech do europejskich rozgrywek się nie zakwalifikował.

Jednak chyba też coś nie zadziało podczas zimowego okienka. Lech głównie sukcesy zawdzięcza solidnemu skautingowi i transferom. Zimą, coś nie zagrało. Odszedł Peszko, a na jego miejsce nie przyszedł żaden skrzydłowy. Wilk słaby, Kiełb czasem błyśnie, ale generalnie bardzo nierówny, Ślusarski to moim zdaniem gracz na klub mający dużo mniejsze ambicje. I tyle. Jeszcze ewentualnie można tu liczyć Kikuta, ale on często grał na prawej obronie, lub był kontuzjowany. Ale to jest za mało. To nie wystarczy by zastąpić gracza, który napędzał grę zespołu, był fighterem, motorkiem napędowym.

Działacze Lecha powoli chyba zaczynają się gubić, bo zamiast zwalniać Bakero, którego bardzo wielu wręcz wyśmiewa, wolą zwolnić dyrektora sportowego. Notabene, w dużej mierze odpowiedzialnego za wiele udanych zakupów. Powiedziano również dosadne „stop” trasnferom. Ze względów finansowych, oczywiście. Jakieś tam transfery na pewno będą, ale będzie ich mniej i będą mniej kosztowne.

Teraz, o ponowne sukcesy będzie na pewno znacznie trudniej, bo szykują się także ubytki.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl