Legia w marazmie

Gdy Legia na początku sezonu przegrywała po bardzo słabej grze mecz o Superpuchar z Lechem, cała piłkarska Polska krzyknęła, że jest słabo, bardzo słabo, drużyna jest źle przygotowana i gdzie w ogóle z taką ekipą do Europy? Ja wtedy jednak pomyślałem o sytuacji sprzed roku. Wówczas również, po męczarniach z New Saints, połowa wieszczyła szybkie zwolnienie Henninga Berga. Potem to wszystko jednak zagrało, Legia potrafiła swoich przeciwników zaskoczyć, oprócz tego bardzo solidnie prezentowała się w destrukcji. Zagrała świetną jesień w Europie. Sądziłem, że tak może być i tym razem. Niestety, myliłem się, i choć nie lubię zwalniania trenerów po jednej słabszej serii, to jednak biorąc pod uwagę również mizerną wiosnę, zwolnienie norweskiego szkoleniowca wydaje mi się najrozsądniejszą z możliwych opcji.

Od pół roku pomysł Legii na grę opiera się wyłącznie na lagach za linię obrony na topornego, aczkolwiek szybkiego Kucharczyka bądź na indywidualnych zrywach poszczególnych graczy. A że w tym pierwszym przeciwnicy już dawno zdążyli się połapać, to wygląda to tak jak wygląda. To zatrważające, ile może znaczyć odejście jednego tylko piłkarza. Po eskapadzie Radovicia na daleki wschód, drużyna jakby straciła tożsamość. Błysk. Element zaskoczenia. Całkowicie zatraciła pomysł na rozegranie akcji. Gra wolno, przewidywalnie. I to praktycznie zawsze. – Spokojnie, przecież podopiecznym Berga zdarza się jednak mecze wygrywać, ostatnio to wygląda źle, ale bez przesady – powiedzą niektórzy z was. Owszem, ale nawet jeśli Legia zwycięża, to ogląda się ją bardzo ciężko. Niekończące się wrzutki Brzyskiego, kolejne podania w poprzek lub do tyłu Dominika Furmana, nieudolne próby rajdów Tomasza Jodłowca (które przecież przed rokiem tak dobrze wychodziły), podwórkowe zagrania nie mające nic z wspólnego z dobrem drużyny autorstwa Ondreja Dudy i kolejne wielbłądy Pana Kapitana Rzeźniczaka. Ot, cały krajobraz wicemistrza Polski.

W wielu spotkaniach bardzo źle to wygląda jeśli chodzi o linię defensywy. No ale, z drugiej strony, jak ma być inaczej, skoro na środku obrony gra dwóch gości, którzy jeszcze nie tak dawno temu biegali wyłącznie po prawej stronie? Lewczuk, niezły gracz, ale raczej na jakiegoś ligowego średniaka, coś w stylu Pogoni Szczecin, a nie na zespół, który chce walczyć o mistrza i wychodzić z grupy Ligi Europy. Jednak jego partner jest naprawdę słaby.  Rzeźniczak to od dawna najbardziej przereklamowany gracz naszej ligi. Kiedyś był szybki i zwinny. Chciał trochę przypakować – świetnie z jego strony. Ale przegiął i to widać, patrzę na niego i widzę gościa, który biega jakby miał trzy worki piachu na plecach. W dodatku popełnia niezliczoną ilość indywidualnych błędów. I to z kategorii tych najprostszych (vide na przykład mecz z Jagiellonią, kiedy pozwolił piłce pójść w kozioł, dzięki czemu ta go potem przeszła i Grzelczak był w sytuacji sam na sam. Abecadło piłkarskie.). Legia straciła już wiele bramek po jego błędach. A opaska kapitańska PODOBNO do czegoś zobowiązuje…

O, panie Rzeźniczak, a może kolejny wypad do Stanów w trakcie sezonu? Wielkiego tenisa to już raczej w najbliższym czasie tam nie będzie, ale fajnych wydarzeń pod dostatkiem – więc czemu nie jakieś NHL czy NBA?

Jednak w czwartkowym meczu z Midtjylland gra w destrukcji wyglądała zaskakująco poprawnie, choć pewnie wiązało się to z tym, że Duńczycy nie mieli raczej większego pojęcia o grze w piłkę nożną. Zresztą, nie ma się co śmiać, tamci przynajmniej mają jakąś wiedzę o matematyce.  Z podopiecznymi Henninga Berga było jeszcze gorzej. Postawa linii pomocy i ataku wołała o pomstę do nieba. Furman – jak zwykle  – kompletnie pozbawiony był kreatywności. Myślał jakieś trzy razy za wolno. Próbował paru passów a’la Xabi Alonso Ariel Borysiuk, ale większość z nich trafiała pod nogi mistrzów statystyk z Danii. Vranjes przeszedł samego siebie. Nie ma piłkarza, który potrafiłby mnie tak zirytować, gdy oglądam spotkanie. Rywal go mija na pełnym luzie, a Vranjes powoli się odwraca, włącza pierwszy bieg i ani myśli zwiększyć tempa. Wystarczyłoby wystawić nogę, wykazać choć odrobinę zaangażowania. Ale po co się męczyć? Przecież niedługo przerwa na reprezentacje, trener da pięć dni wolnego, słońce, piasek, plaża…

Z Midtjylland nawet Guilherme, obok Nikolicia nieco jaśniejsza postać obecnego sezonu, kompletnie rozczarował. Obecnie, jakby się tak przejechać po wszystkich pozycjach, to patrząc na poziom  prezentowany przez poszczególnych graczy, wszędzie jest potrzeba wzmocnień. Ale rozwój zawodników to też jest w dużej mierze działka trenera. Widać, że Duda ma obecnie kompletny bałagan w głowie, troszkę sodówki (co widać po niektórych wypowiedziach), sporo rozczarowania po fiasku transferu do Interu. Ale, cholera, chłopak ma ogromny potencjał. To trener musi na niego wpłynąć, on musi walczyć o to, by Słowak grał tak jak rok temu. A Berg, jeśli w ogóle walczy, to tę walkę sromotnie przegrywa, bo Duda na boisku nie dość, że traci większość piłek, to jeszcze zachowuje się jak lekko rozkapryszona gwiazdeczka.

Gwoździem do trumny Berga są jego wypowiedzi podczas konferencji prasowych. Norweg po każdym spotkaniu dostrzega niemal wyłącznie plusy. A tekstem, że jego drużyna zagrała z Midtjylland dobre spotkanie, przeszedł samego siebie.

Może Legia wygra dzisiaj z Ruchem. Kto wie, może nawet różnicą dwóch, trzech bramek? Ale nie zmieni to faktu, że zespół pod wodzą Norwega zamiast rozwijać się, konsekwentnie prze w kierunku wstecznym.  Ten zespół nie ma stylu, nie ma wizji i nie ma świetlanej przyszłości pod wodzą Berga.

fot. Mateusz Kostrzewa- legia.com


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl