Lekki powiew optymizmu przed Anglią

 Za naszą reprezentacją sparing z RPA. Wypadł dobrze. Powiedziałbym nawet, że zaskakująco dobrze, ponieważ oglądaliśmy raczej drugi garnitur kadry. Uzyskaliśmy kilka odpowiedzi na  nurtujące nas pytania odnośnie formy i poziomu przydatności niektórych zawodników.

Ale nie wszystko było takie kolorowe i pozytywne. Bardzo rzucało się w oczy złe ustawienie i krycie przy stałych fragmentach gry. Praktycznie każdy wolny czy rożny pachniał na kilometr utratą bramki. Polscy zawodnicy wydają się być często nonszalanccy w swoich defensywnych obowiązkach, szczególnie jeśli chodzi właśnie o krycie przy stałych fragmentach. A to Wojtkowiak kompletnie odpuścił ?swojego? gościa, stał i się przyglądał, a owy Afrykańczyk minimalnie niecelnie uderzał głową. Będąc zupełnie pustym. Chwilę później, te same błędy co boczny obrońca TSV 1960 Monachium, popełniał Damien Perquis. Trzeba to poprawić, koniecznie, bo w tym momencie nie wygląda to na złe ustawienie wyjściowe do krycia naszych defensorów, a po prostu zwykłe, że tak powiem, olewactwo z ich strony.

Następny minus to sposób, w jaki wyprowadzaliśmy piłkę z własnej połowy. Czasami wyglądało to dobrze, środkowi obrońcy potrafili zagrać do środkowych pomocników, ci rozprowadzić akcję na skrzydła, rozegrać futbolówkę. Gorzej to wyglądało, kiedy Afrykańczycy wychodzili na nas wyższym pressingiem, wtedy pojawiał się problem. Zaczynały się straty, wybijanie na „aferę”, panika. Boję się, że jak Anglicy na nas usiądą, to  nie będziemy  potrafili wyjść z własnej połowy, a cała nasza gra będzie ograniczała się  do walenia długich, zapewne często niecelnych piłek, w kierunku Roberta Lewandowskiego, który będzie walczył z czterema i za czterech,  zastawiał się, dwoił i troił oraz czekał, kiedy wreszcie koledzy do niego dołączą. Dokładnie tak, jak podczas Euro..

Sytuacji stwarzaliśmy sobie sporo. Może nie rozgrywaliśmy futbolówki jak Hiszpania, nie utrzymywaliśmy się długimi minutami przy piłce, nie było tiki – taki. Nie było, bo po prostu tak grać nie umiemy. I tyle. Ale potrafiliśmy kilkoma szybkimi podaniami stworzyć sobie okazję, przyspieszaliśmy tempo gry, umiejętnie potrafiliśmy wykorzystać dynamicznych, dobrze grających tuż przy linii skrzydłowych.

Martwi jednak jeszcze jedna rzecz. Dobrze to wyglądało jak graliśmy w ustawieniu 4-4-2, fajnie współpracowała ze sobą dwójka napastników, widzieliśmy kilka ciekawych kombinacyjnych akcji, wizję gry Krychowiaka, Piecha, momentami Mierzejewskiego czy Wszołka. Natomiast gdy przeszliśmy na ustawienie 4-2-3-1, czyli tę naszą od jakiegoś czasu tradycyjną formację, zaczęło się to prezentować dużo, dużo gorzej. Powstał chaos. Nie widzieliśmy chemii pomiędzy ofensywnym pomocnikiem, a napastnikiem. Nie widzieliśmy sytuacji. Nie mam pojęcia czym to było spowodowane, ale tak rzeczywiście było, wczoraj „Polska grająca 4-4-2”, a „Polska grająca 4-2-3-1” to zupełnie inne drużyny. Jest to o tyle zaskakujące, że wcześniej polscy grajkowie prezentowali się znacznie lepiej grając jednym napastnikiem. I o tyle martwiące, że z Anglią raczej na dwóch atakujących nie zagramy.

Pozytywnie zaprezentowali się i Grosicki, i Paweł Wszołek. Ciekaw jestem na kogo zdecyduje się postawić Waldemar Fornalik w obliczu kontuzji Błaszczykowskiego. Mierzejewski raczej swoim występem, niezbyt udanym, zamknął sobie drogę do podstawowej jedenastki na mecz z Anglią. Wszołek dograł kilka dobrych piłek do Sobiecha, kilka razy szarpnął, ale  już po trzydziestu minutach było widać po jego twarzy (i w sumie po ruchach również) zmęczenie. Grosik wszedł, kilka razy poszarpał prawym skrzydłem, wypracował bramkę. Zrobił swoje. Fornalik powinien postawić na  Grosika, myślę, że Wszołek może kiedyś być świetnym zawodnikiem, ale w tym momencie to chyba nie ten rozmiar kapelusza. Nie wyciągam tych wniosków tylko na podstawie meczu z RPA, oczywiście, bo akurat wczoraj zagrali na podobnym poziomie.

Podobała mi się gra Arkadiusza Piecha. Grał kombinacyjnie, szukał partnerów, kilka razy zagrał niekonwencjonalnie (piętą, wewnętrznym podbiciem), kilka okazji wykreował. Można mieć do niego jednak jeden zarzut. Ale, niestety, w przypadku napastnika, niezwykle poważny zarzut. Skuteczność. Dostał kapitalną, długą piłkę od Pawła Wszołka. Przyjął kapitalnie, króciutko, jak powinien. Był sam na sam. Strzelił fatalnie, prosto w kładącego się tuż przed nim bramkarza. Czemu nie kiwał, nie lobował, nikt nie wie. Pewnie nawet sam Arek nie wie. Po prostu snajperem  trzeba się urodzić, trzeba w tego typu sytuacjach zachować spokój, zimną krew. Piech spanikował, nie zachował się jak napastnik.

Skuteczność w ogóle była naszą największą bolączką we wczorajszym meczu. Powinniśmy wygrać  3:0. Co najmniej. Sobiech miał trzy stuprocentowe sytuacje. Piech jedną. Kilku innych zawodników również miało swoje okazje. Z Anglią będą dwie, trzy, może cztery sytuacje, nie więcej i trzeba będzie chociaż połowę z nich wykorzystać, jeśli oczywiście myślimy o zwycięstwie.

Wyróżnić można jeszcze Grzeogrza Krychowiaka. Zaliczył dużo odbiorów w środku pola, futbolówkę rzadko tracił, podawał dokładnie, kilka razy popisał się bardzo ładnymi, długimi, a przy tym dokładnymi przerzutami.

Teraz czas zacząć „Operację Anglia”. Operację dużo cięższą od tej wczorajszej, ale niekoniecznie w skutkach tragiczną. Groźną, ale z szansą na uratowanie pacjenta.  Być może uda mi się przed spotkaniem z Lwami Albionu jakiś tekst na temat tego meczu jeszcze  wyprodukować.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl